poniedziałek, 12 marca 2012

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z bławatkiem Yves Rocher oraz płatki kosmetyczne z Lidla


Moja przygoda z firmą Yves Rocher sięga czasów końca podstawówki, kiedy to wspólnie z mamą składałyśmy zamówienia wysyłkowe. Dzisiaj napiszę recenzję jednego z moich ulubionych produktów tej marki - dwufazowego płynu do demakijażu oczu. Używam go od wielu, wielu lat. Oczywiście przez ten czas miałam mnóstwo innych płynów (np. Nivea, Bielenda, Ziaja, Lancome, Delia, L'Oreal), ale zawsze wracam do tego.

Najpierw opis ze strony Yves Rocher:

Dwufazowy płyn do demakijażu oczy błyskawicznie usuwa makijaż, nawet wodoodporny. Składnikiem aktywnym jest woda z bławatka pochodzącego z ekologicznych upraw w la Gacilly we Francji o działaniu łagodzącym.

Skuteczny demakijaż 94%.*
Szybko usuwa makijaż nawet wodoodporny 91%.*
(*Test stosowania – przeprowadzony na 47 ochotniczkach, w ciągu 3 tygodni)

Formuła testowana pod kontrolą okulistyczną. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.


Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Cyclohexasiloxane, Centaurea Cyanus, Methylpropanediol, Propylene Glycol, Hexyl Laurate, Sodium Chloride, Magnesium Chloride, Caprylyl/Capryl Glucoside, Methylparaben, Tetrasodium EDTA, Ethylparaben


Cena: 24 zł

Pojemność: 125 ml



Płyn ma dwie warstwy - przezroczystą i kobaltową, które idealnie i szybko się ze sobą mieszają. Zapach ma delikatnie mydlany, nie drażniący.
Usuwa makijaż oczu perfekcyjnie, bez pocierania i maltretowania powiek. Cienie i tusz (także wodoodporne) znikają błyskawicznie - wystarczy przyłożyć nasączony płatek do oka, chwilę przytrzymać, a wszystko idealnie się rozpuszcza. Jest niezwykle łagodny - nie uczula, nie szczypie w oczy, nic nie podrażnia. Zostawia cienką, oleistą warstwę, co zupełnie mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - wolę delikatne natłuszczenie wokół oczu niż wysuszoną skórę.
Przez to, że jest tak skuteczny plusuje wydajnością. Na jedno użycie (w sensie zmycie mocnego makijażu: cieni, tuszu i kredki) starcza mi ilość płynu na płatku widoczna na zdjęciu.


Przy codziennym demakijażu zużywam butelkę mniej więcej w trzy miesiące, co jest naprawdę dobrym wynikiem.
Niestety ma jedną, poważna wadę, a mianowicie za bardzo wygórowaną cenę - 24 złote za 125 ml płynu to stanowczo za dużo. Na szczęście w Yves Rocher często zdarzają się promocje np. 2 w cenie 1 albo -40%, wtedy koszt spada do 12-14 zł za butelkę. Warto się zaopatrzyć na zapas, kiedy jest okazja.



Przy okazji recenzji płynu chciałabym Wam zareklamować świetne płatki kosmetyczne Iseree dostępne w dyskoncie Lidl. Za 120 sztuk zapłacimy ok. 2,70 zł. Może nie są to najtańsze płatki (np. w hipermarkecie Auchan można dostać firmowe płatki za ok. 1,80 zł ), ale na pewno ich cena jest korzystna w porównaniu do Bell czy Cleanic.







Przede wszystkim są rewelacyjnie przeszyte, przez co się nie rozwarstwiają ani nie wydostają się z nich żadne kłaczki. W stu procentach bawełniane, przyjemne w użyciu, miękkie i zdecydowanie najbardziej mocne i wytrzymałe spośród tych, jakie używałam. Gwarantuję, że zakochacie się w nich od razu!


niedziela, 11 marca 2012

Karkówka w keczupie na ostro

Karkówka jest rodzajem mięsa, które często pojawia się na moim stole. Dzieliłam się już z Wami przepisem na karkówkę w zupie cebulowej. Dzisiaj ulubiona potrawa mojego męża, czyli pikantna karkówka w keczupie. Już dawno temu odkryłam przepis na to danie na Wielkim Żarciu. Proporcje są idealnie dobrane i mięso zawsze się udaje! Polecam szczególnie wielbicielom nieco ostrzejszych smaków, ale bez obaw - nie jest to potrawa, która pali przełyk jak ogień.



Składniki:
- 1,5 kg karkówki
- 4 cebule
- odrobina oliwy do smażenia
Keczupowy sos:
- 500 g keczupu pikantnego
- 2 szklanki wody
- 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
- łyżka śmietany
- po 2 łyżeczki cukru i octu
- po łyżeczce soli, pieprzu, ostrej papryki i musztardy

Potrzebne akcesoria:
duże naczynie żaroodporne, patelnia, tłuczek

Ilość porcji: 8
Koszt potrawy: ok. 25 zł
Cena za porcję: 3,10 zł
Trudność: Łatwe
Czas przygotowania: 15 min
Czas pieczenia: ok. 1,5 godziny

Przygotowanie karkówki jest naprawdę proste. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Wieprzowinę kroimy w plastry i lekko rozbijamy tłuczkiem. Na patelni bardzo mocno rozgrzewamy oliwę i obsmażamy mięso przez krótką chwilę - wystarczy, że zmieni kolor i delikatnie się zarumieni. Przekładamy karkówkę do naczynia żaroodpornego. Cebulę kroimy w piórka i także dokładamy do naczynia. Wszystkie składniki keczupowego sosu mieszamy w misce, a kiedy się połączą zalewamy nim mięso (sos musi przykryć karkówkę i cebulę). Pieczemy w piekarniku około półtorej godziny.

To świetne danie na kolację w gronie przyjaciół albo na codzienny obiad. Najlepiej komponuje się z frytkami lub ziemniakami oraz surówką np. z białej kapusty.

sobota, 10 marca 2012

Paleta Au Naturel Sleek Make Up kontra Heaven&Earth Make Up Academy


Dziś post ze swatchami dwóch palet o naturalnej kolorystyce: Au Naturel Sleek Make Up oraz Heaven & Earth Make Up Academy.

Paleta Sleek Au Naturel bije rekordy popularności. Nic dziwnego, bo to bez wątpienia muszmieć dla wszystkich lubiących delikatny, naturalny makijaż pozbawiony krzykliwych kolorów. Przez pewien czas zabrakło jej na allegro, a pojedyncze sztuki osiągały na aukcjach cenę nawet 100 zł. W tej chwili można ją kupić ponownie za ok. 30 zł.

Zdjęcia cieni będą tylko w świetle dziennym (w świetle sztucznym wyszły mi nieostre).

Kolory w górnym rzędzie od lewej:
- Nougat: matowa biel
- Nubuck: ciemny, matowy popiel
- Cappuccino: brązowawy beż, także matowy
- Honeycomb: podobny do Cappuccino tylko jaśniejszy, bardziej cielisty i z większą ilością żółtych tonów
- Toast: pomarańczowy jasny brąz, matowy
- Taupe: metaliczna beżowo-brązowa brzoskwinia, mocno opalizująca



Kolory w dolnym rzędzie od lewej:
- Conker: ciemny brąz z opalizującymi lekko drobinkami fioletu
- Moss: ciemna, perłowa zgniła zieleń
- Bark: matowy i ciemny odcień szarego brązu
- Mineral Earth: podobny do Bark, tylko o metalicznym wykończeniu
- Regal: ciemna, matowa i przydymiona śliwka
- Noir: sleekowa, matowa czerń



Jak widać po zużyciu najczęściej używam Cappucino - ląduje pod łukiem brwiowym, kiedy robię mocno perłowy czy metaliczny makijaż powieki i dodatkowe rozświetlenie w tym miejscu jest niepożądane. To kolor, który idealnie stapia się ze skórą, lekko przyciemnia i matuje. Górny rząd cieni palety Au Naturel (poza ostatnim cieniem) służy moim zdaniem do rozcierania, rozjaśniania cieni, zacierania granic między innymi kolorami. Jak na Sleeka są słabiej napigmentowane, ale uważam, że przy takiej kolorystyce to właśnie zaleta. Dolny rząd to różne wariacje ciemnego brązu i zbliżonych odcieni ziemi, wszystkie są świetnie napigmentowane.



Dla porównania przedstawię też jeden z moich ostatnich nabytków: paletę Heaven & Earth. Zrobiłam zamówienie palet MUA ze strony producenta - oprócz H&E stałam się posiadaczką Starry Night, Glamour Nights, Pretty Pastels oraz Glitterball Palette.

Paleta H&E zamarzyła mi się po obejrzeniu filmiku na youtube, w którym Ewelina porównuje ją do palety Naked Urban Decay.



O samych cieniach nie mogę powiedzieć dużo, bo testuję je dopiero od tygodnia. Wszystkie są perłowe i przypominają konsystencją i wyglądem cienie o wykończeniu Pearl z systemu Freedom Inglota. Lekko kruszą się w paletce, a osypują tylko nieliczne. Bardzo trwałe, trzymają się się dzielnie powieki do demakijażu. Nie są jednak tak odporne na warunki atmosferyczne jak cienie Sleeka. Gramatura cieni to 9,6 g, czyli na jeden cień przypada 0,8 g (w przypadku cieni Sleek to 1,1 g na cień). Cena niższa, bo 4 funty, czyli ok. 20 zł za paletę.
Opakowanie dość tandetne i niestety bardzo trudno się je otwiera. Sleek wygrywa zdecydowanie jeśli chodzi o jakość kasetki, szczególnie dzięki umieszczeniu lusterka.


Przyjrzyjmy się teraz bliżej kolorom cieni.

Górny rząd od lewej:
- rozbielony kremowy
- średni brąz z miedzianymi podtonami
- stare złoto o oliwkowym odcieniu
- jasna, cielista brzoskwinia; słabiej napigmentowana
- ciemny brąz
- jasny brąz opalizujący złotem i miedzią



Dolny rząd od lewej:
- średni brąz z pięknie połyskującymi drobinkami
- delikatny beżo-brąż
- cielista perła
- średni brązowy wpadający nieco w szarość; słabiej napigmentowany
- ciepły, średni brąz
- przybrudzony, ciemny brąz z mnóstwem połyskujących drobinek


Bardzo się cieszę, że na blogu przybywa obserwatorów. Kiedy dobijemy do setki zorganizuję rozdanie, w którym rozlosuję ... paletę Heaven&Earth! Nowiutką i zafoliowaną, kupioną specjalnie dla Was. Już dziś zapraszam Was do udziału.

środa, 7 marca 2012

Czy warto wybrać się do Marks & Spencer po kosmetyki? Recenzja kokosowego mydła w płynie

W grudniu zrobiłam rundę po sklepach w centrum Warszawy. Rozglądałam się trochę za ubraniami, ale oczywiście prawie nic nie kupiłam. Jestem zbyt wielkim sknerusem, żeby wydawać dziesiątki złotych na szmatki, jeśli mogę wydać na nie w lumpeksie tylko kilka. Co innego kosmetyki - na zakupach zwykle tracę zdrowy rozsądek i pozwolę się skusić promocjami.

Właśnie tak było w sieci Marks&Spencer. Przy zakupie dwóch dowolnych kosmetyków trzeci (oczywiście najtańszy) był gratis. Stałam i wybierałam bardzo długo, aż w końcu zdecydowałam się na mydło w płynie kokosowe, żel pod prysznic kokosowy i mydło w płynie o zapachu irysa.

Dzisiaj napiszę właśnie o mydle kokosowym. Mydło w płynie jest oczywiście kosmetykiem ogólnorodzinnym, więc szybko się zużywa. Mąż twierdzi, że "jest fajne, bo ładnie pachnie". Ja mam niestety odmienne zdanie.

Marks&Spencer
Mydło w płynie mleczko kokosowe

Cena: 7 zł

Pojemność: 300 ml

Opakowanie to duży atut - przezroczyste, solidne, z wygodną pompką. Na pewno po zużyciu kosmetyku jeszcze długo mi posłuży.

Mydło to przezroczysty, w miarę gęsty żel o pseudokokosowym, sztucznym i mizernym zapachu. Zawiodłam się, bo w opakowaniu wydawało mi się najlepsze spośród węchowo testowanych, a wybór był naprawdę szeroki. Zapach nie jest intensywny, nie pozostaje na dłoniach, nie wypełnia łazienki. Myje przeciętnie, ale nie będę narzekać. Przy większych zabrudzeniach dłoni trzeba użyć mydła dwukrotnie. Ot, zwykłe mydełko.



W sumie nie całkiem zwykłe, bo okropnie wysusza dłonie. Po wytarciu ręcznikiem błagają o nawilżenie kremem. Nie miałam jeszcze mydła w płynie, które tak potwornie masakrowało skórę. Nie będę szczegółowo analizować składu, bo za bardzo się na tym nie znam, ale widzę że kokos jest na szarym końcu, a lista detergentów dość pokaźna. Może to jest przyczyną nadmiernego wysuszenia.

Uważam, że 7 zł za żel o takiej miernej jakości to stanowczo za drogo. Podobne żele, a nawet lepsze można kupić w hipermarkecie za nieco ponad złotówkę. Nie wiem, czy warto wybierać się po zakupy ciuchowe do Marks&Spencer, jednak kosmetyki więcej mnie tam nie skuszą. Możliwe, że pozostałe dwa produkty wypadną lepiej, ale na razie jestem skutecznie zniechęcona.

wtorek, 6 marca 2012

Oh So Special - piękna paleta do dziennych makijaży od Sleek Make Up


Palet Sleeka nie muszę już przedstawiać. Na blogu wstawiałam do tej pory swatche Chaos, Curacao, PPQ, Paraguaya, Good Girl i Bad Girl.
Dziś będzie limitowana paleta Oh So Special - idealna propozycja do dziennych makijaży. Dziennych nie znaczy, że nudnych. Jeśli nie lubicie szaleć kolorami, a potrzeba Wam palety typu 'make up do pracy' to Oh So Special będzie świetnym wyborem. Zresztą wystarczy spojrzeć na odcienie.



Górny rząd od lewej:
- Bow: bardzo jasny, rozbielony cielisto-różowy mat, słabo napigmentowany
- Organza: perłowy, ciepły róż połyskujący na złoto
- Ribbon: matowy, ciepławy róż wpadający w koralowy
- Gift Basket: perłowy jasny brąz, lekko miedziany
- Glitz: metaliczne, stalowe, ciemne srebro z domieszką niebieskości
- Celebrate: ciemna, opalizująca śliwka z odrobiną brązu

W świetle dziennym:

W świetle sztucznym:
Dolny rząd od lewej:
- Pamper: jasny, koralowy, matowy róż; w tonacji odcienia Ribbon, jednak trochę jaśniejszy
- Gateau: chłodny, metalizowany róż opalizujący mocno złotem; przepiękny odcień
- The Mail: matowy jasny brąz, camel
- Boxed: matowy, chłodny, ciemny brąz; kolor mlecznej czekolady
- Wrapped Up: matowy, brunatno-szary odcień z odrobiną śliwki
- Noir: czarna, matowa czerń

W świetle dziennym:

W świetle sztucznym:
Chociaż większość cieni z Oh So Special mam w innych paletach Sleeka (Paraguaya, Storm i The Original), to cieszę się, że ją kupiłam. Kolory są świetnie dobrane i myślę, że zaspokoją potrzebę posiadania odcieni do dziennych makijaży. Oczywiście mówiąc 'zaspokoją' mam na myśli wszystkich, którzy kupują kolorówkę w rozsądnych ilościach, a nie cieniomaniaków jak na przykład ja.

poniedziałek, 5 marca 2012

Post dla blondynek o szamponie Reflets Naturels od Yves Rocher


Dzisiaj recenzja szamponu do włosów blond firmy Yves Rocher z serii Reflets Naturels.

Najpierw kuszący wywód o kosmetyku od producenta:

Masz ochotę na słoneczne refleksy we włosach?
Podwójne działanie - rozjaśnia i łagodzi. Włosy blond są rozświetlone i mienią się słonecznymi refleksami. Są też miękkie i jedwabiste.
Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z rumianku z upraw biologicznych, baza myjąca pochodzenia roślinnego.
Ożywione refleksy blond na włosach: 87%(1)
(1) Test stosowania przeprowadzony przez 46 kobiety przez 4 tygodnie. Formuła bez silikonu.


Nasze zobowiązania:
• Wybieramy rośliny dbając o ich pochodzenie, sposób uprawy, zbioru i metodę ekstrakcji.
• Stosowane przez nas formuły łatwo ulegają biodegradacji
• Butelki zawierają aż do 25% plastiku z recyklingu, co ogranicza zużycie plastiku


Cena: 12 zł

Pojemność: 200 ml

źródło: www.yves-rocher.com.pl


Jestem blondynką i uwielbiam mój kolor włosów. Nie pokusiłam się ani razu na farbowanie (z wyjątkiem 2-3 szamponetek użytych dla odreagowania codzienności) i dopóki nie osiwieję na pewno nie będę eksperymentować na trwale z kolorami.

Szampony rumiankowe dla blondynek testuję z wielką chęcią i nie odpuszczę żadnej nowości. Kiedy wypatrzyłam nową (w zasadzie odnowioną) serię Yves Rocher Reflets Naturels musiałam wypróbować.

Szampon jest dość rzadki, ale dobrze się pieni i nie jest przez to mniej wydajny. Ma przyjemny, jaskrawożółty kolor i piękny (choć według mnie daleko mu do pełni naturalności) zapach rumianku.

Niestety oczyszcza włosy słabo. Kiedy włosy trzeszczą i skrzypią pod palcami wiem, że cały brud, kurz, tłuszcz i środki do stylizacji zostały zmyte. Z szamponem Yves Rocher nie jestem o tym przekonana.

Gorsze jest jeszcze to, że nie odświeża włosów na długo. Mam kłopoty także z przetłuszczaniem skóry głowy. Po umyciu szamponem Reflets Naturels już wieczorem tego samego dnia wyglądają nieciekawie, są przyklapnięte i nieco tłuste, więc jestem zmuszona myć je codziennie. Przy większości szamponów moje włosy są w stanie wytrzymać od półtora do dwóch dni w niezłej formie.

A co z obietnicą złocistych refleksów i rozświetlenia koloru? Muszę przyznać, że tu jestem pod wrażeniem! Już od pierwszego mycia można zauważyć różnicę. Włosy stają się rozświetlone, pełne blasku i w bardzo widoczny sposób rozjaśnione nawet o kilka tonów. Właśnie takiego efektu oczekuję od szamponu z rumiankiem.

Butelka świetna, przyjemna dla oka, wąska i wysoka, przez co nie zajmuje dużo miejsca na półce. Do tego wygodny dozownik, który łatwo się otwiera nawet mokrymi rękami.

niedziela, 4 marca 2012

Żel punktowy do cery trądzikowej z serii Best polskiej firmy Herba Studio


Kiedy kończyłam podstawówkę pojawiły się u mnie pierwsze zaskórniki, rozszerzone pory i młodzieńczy trądzik. Od tego czasu minęło już jakieś 12 lat, a ja niezmiennie walczę z problematyczną cerą na wiele sposobów. Dopiero ostatnio dzięki zmasowanemu atakowi - używaniu niemal wyłącznie biochemicznych preparatów oraz częstym wizytom u kosmetyczki, udało mi się znacznie ograniczyć przetłuszczanie skóry i powstawanie ropnych wykwitów.

Przetestowałam dziesiątki preparatów punktowych. Były takie, które nie działały albo wyrządzały szkody (najgorzej wspominam żel Synergen z drogerii Rossmann), goiły wypryski przeciętnie albo były uciążliwe w stosowaniu (Papka do cery trądzikowej Jadwiga, Flos Lek Ideal Skin) oraz takie, które działały rewelacyjnie i zużyłam ich kilka opakowań (Eveline Pure Control, Perfecta No Problem Dax Cosmetics, Acnefan). Dzisiaj napiszę szczegółową recenzję preparatu punktowego z serii Best firmy Herba Studio.

Na początek kilka informacji od producenta:

Kosmetyki serii Best przeznaczone są do pielęgnacji cery młodej ze skłonnością do łojotoku i trądziku.

Działanie:

  • Skutecznie usuwa zmiany trądzikowe i zapobiega powstawaniu nowych
  • Zmniejsza wydzielanie sebum
  • Zapewnia prawidłowe nawilżenie
  • Nadaje skórze młodzieńczej zdrowy koloryt i wygląd.

źródło: www.herbastudio.pl

Cena: ok. 6 zł

Pojemność: 30 ml


Żel ma bursztynowy kolor, jest lekko lepki i dość gęsty. Wchłania się szybko jeśli nałożymy cieńszą warstwę.

Przede wszystkim spełnia swoje podstawowe zadanie, czyli przyspiesza gojenie krostek. Działa głównie wysuszająco i łagodząco, sprawia że zaognione zmiany stają się mniej widoczne. Zmniejsza także podskórne gule, posmarowane wcześnie bardzo szybko znikają. Mógłby trochę lepiej działać ściągająco, czyli wyciągać na wierzch ropne krostki.
Szybkie efekty uzyskamy szczególnie nakładając żel regularnie, kilka razy w ciągu dnia. Cienką warstwą możemy stosować go pod makijaż, a grubszą na noc (przy większej ilości żelu tworzą się grudki zaschniętego preparatu).


Cena bardzo korzystna w stosunku do pojemności. Żele na wypryski mają zazwyczaj po 15 ml i są droższe, a wcale nie lepsze jakościowo od naszej rodzimej serii Best. Zwykle preparat punktowy kosztuje ok. 10-15 zł za dwukrotnie mniejszą pojemność kosmetyku.

Opakowanie tubkowe ma przyjemny design, jest trwałe i higieniczne. Zamiast nakrętki mogłoby mieć zatrzask, co zaoszczędziłoby trochę czasu na odkręcaniu. Przy tej cenie jednak nie ma na co narzekać.


Z serii Best wypróbowałam też krem na dzień do cery trądzikowej (całkiem niezły) oraz maseczkę z glinki, którą byłam niestety rozczarowana. W zapasach mam jeszcze żel do mycia twarzy, mam nadzieję że się sprawdzi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...