Dzisiaj swatche najnowszej, jeszcze ciepłej palety Sleek Make Up - Glory, pochodzącej z limitowanej kolekcji Olympic Collection, zaprojektowanej przez markę z okazji Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Obok palety w serii ukazał się róż Honour oraz koloryzujący balsam do ust Pride Pout.
Jako sleekomaniaczka oczywiście musiałam zamówić, jak tylko pojawiła się w sprzedaży.
Nazwy i kolory cieni pochodzą od linii londyńskiego metra.
Górny rząd od lewej:
- Tube: kremowy opalizujący złotem
- Overground: z pozoru beżowy, jednak na oku delikatny odcień łososia
- Bakerloo: perłowy, miedziany brąz
- Jubilee: iskrzące srebro, lekko opalizujące na wrzosowo
- Platform: matowa szarość
- Northern: głęboki odcień metalizowanego, atramentowego granatu
W świetle dziennym:
W świetle sztucznym:
Dolny rząd od lewej:
- District: metaliczna zieleń wpadająca w morski
- Hammersmith and City: słabiej napigmentowany odcień perłowego, malinowego różu
- Picadilly: metalizowany odcień kobaltu
- Circle: intensywna, kanarkowa żółć
- Victoria: śliczny, perłowy, lazurowy błękit
- Central: matowa, malinowa czerwień
W świetle dziennym:
W świetle sztucznym:
Po dwóch paletach matowych Darks i Brights (swatche tutaj: KLIK) Sleek wyprodukował coś dla mnie, czyli paletę ze znaczną przewagą perłowych cieni (maty znajdziemy w niej jedynie dwa). Zachwyciły mnie barwy Glory, szczególnie jestem pod wrażeniem żółci Circle - moim zdaniem najlepiej napigmentowanej i najładniejszej z dotychczasowych. Śliczny jest także błękit Victoria oraz bardzo oryginalne odcienie Overground i Jubilee. W zasadzie nie ma w palecie koloru, który by mi nie odpowiadał. Może tylko wymieniłabym jeden z cieni Northern i Picadilly na jakiś fiolecik.
Przyznam, że według mnie to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza limitowana edycja Sleeka. Górny rząd pozwala nam wyczarować dzienne makijaże w brązach i szarościach. Dodając do takiego dzienniaka odrobinę dowolnego koloru z dolnego rzędu, mamy już mnóstwo kombinacji na codzienny, ale nie nudny makijaż.
Glory jest naprawdę uniwersalna, można poszaleć z barwami, jak i wykonać całkowicie stonowany i tradycyjny make up. Chociaż dostałam ją dopiero dzisiaj to wiem, że będzie to jedna z palet używanych przeze mnie najczęściej.
Glory jest też kolejną po Darks i Brights paletą w mojej kolekcji, pozbawioną charakterystycznego dla Sleeka tłoczenia - krateczki. Bardzo żałuję, że firma zrezygnowała z produkcji cieni z tym 'gofrowym' ornamentem. O ile przy matowych paletach tak tego nie odczułam, o tyle cienie perłowe znacznie bardziej kruszą się w opakowaniu. Tylko po zrobieniu swatchy na ręce paleta Glory (tzn. jej odcienie perłowe) wygląda jakby była używana przeze mnie przynajmniej kilka tygodni. Mam wrażenie, że cienie będą się szybciej zużywały. Poza tym dzięki tłoczeniom Sleek był rozpoznawalny, oryginalny pośród setek palet innych firm. Szkoda, mam nadzieję, że kiedyś krateczki powrócą.
Przy okazji zapraszam do polubienia profilu Księżniczkowych pasji bez ładu i składu na Facebooku: