Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2013

Żel i płyn micelarny BeBeauty


Dzisiaj post o blogowych hitach - żelu i płynie micelarnym z Biedronki. Zapewne większości z Was znudziły się już notki o tych produktach, ale może dacie radę przeczytać jeszcze jedną.


Najpierw o żelu micelarnym ze strony BeBeauty:

Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje uczucie świeżości i komfortu.

źródło: www.bebeautycare.pl




Cena: 5 zł

Pojemność: 150 ml


Od dawna wykreśliłam ze swojej pielęgnacji wszelkie żele z SLS-em (do tej pory nie mogę zrozumieć jak przez kilka lat mogłam katować moją skórę preparatami do mycia skóry problemowej, które tylko pogarszały sytuację wysuszając i powodując wzmożoną produkcję sebum). Teraz oczyszczam twarz głównie płynami micelarnymi, ale także olejkami hydrofilnymi lub żelami bez drażniących składników.

Żel BeBeauty od razu zwrócił moją uwagę w Biedronce, chociaż zakupiłam go dopiero po pierwszej fali internetowych zachwytów. Ma konsystencję kisielu (kiślu? nigdy nie wiem), jest przezroczysty i odrobinę lepkawy. Pachnie oryginalnie, delikatnie, coś jak jagody pomieszane z budyniem, kojarzy mi się z zapachem limitowanego żelu pod prysznic 'Borówka i wanilia' z Alterry (pisałam o nim tutaj). Podoba mi się, chociaż kłóci się to z ideą kosmetyku hypoalergicznego, który powinien być raczej bezzapachowy.




Żel praktycznie się nie pieni, co jest dla mnie ogromnym plusem, ale osobom przyzwyczajonym do drogeryjnych żeli może to przeszkadzać. Nie potrzeba go wiele, by dobrze oczyścić twarz z zanieczyszczeń - mnie wystarcza porcja wielkości laskowego orzecha. Jeśli chodzi o mycie twarzy nie mam do niego zastrzeżeń pod względem skuteczności, jednak zupełnie nie nadaje się do oczu. Makijaż potwornie się rozmazuje, zarówno ten wyjściowy jak i codzienny, pozostaje na powiekach i wokół nich w postaci ciemnego kleksa. Do tego oczy po użyciu preparatu okropnie szczypią, są zaczerwienione i podrażnione, a nie mam ich jakoś specjalnie wrażliwych. Podsumowując - zmywając makijaż oczu tym żelem wyglądam jak zapłakana panda z czarnymi podkówkami.

Jestem przeczulona na punkcie ściągania i wysuszania twarzy przez wszelkie preparaty oczyszczające i niestety żel BeBeauty powoduje u mnie w tej kwestii lekki dyskomfort. Myślę, że dla większości osób będzie odpowiedni, jednak doradzałabym ostrożność w przypadku suchych cer (ja mam tłustą i odczuwam odrobinę ściągnięcia po myciu).




Opakowanie wygodne, higieniczne i o przyjemnej estetyce. Tubę stawia się na zakrętce i szczególnie pod koniec używania nie trzeba męczyć się z wyciskaniem preparatu. Cena świetna jak to zwykle bywa przy produktach Be Beauty.

Nie jest to zły żel, chociaż nie podzielam zachwytów większości. Moim zdaniem nieporównywalnie lepiej spełniają swoje zadanie np. olejki myjące z Biochemii Urody - łagodnie oczyszczają zarówno twarz jak i oczy (o olejku myjącym 'Drzewo herbaciane' pisałam tutaj). Zużyję oczywiście do końca, ale nie przewiduję ponownego zakupu.



Na drugi rzut opiszę płyn micelarny. Pomimo tego, że już od dawna jest w sprzedaży nie ma o nim jeszcze informacji na stronie BeBeauty. Zacytowane poniżej obietnice producenta pochodzą z opakowania produktu:

Delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy oraz oczu z makijażu, także wodoodpornego oraz zanieczyszczeń. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. Przywraca komfort czystej skóry bez uczucia ściągnięcia.



Cena: 4,50 zł

Pojemność: 200 ml



Przetestowałam już sporo płynów micelarnych, w większości z niższej półki cenowej. Ponieważ to jeden z produktów, który zużywam w dużych ilościach na bieżąco, ciągle szukam ideału o jak najniższej cenie. Płyn BeBeauty wydawał się więc perfekcyjnym kandydatem.

Pachnie dość intensywnie zieloną herbatą i chociaż nie znoszę tego zapachu w przypadku kosmetyków typu żel do mycia czy balsam do ciała, to w płynie BeBeauty wyjątkowo mi pasuje. Jest niezwykle orzeźwiający (złamany trochę aromatem kwiatowym), co przy porannej toalecie jest jak najbardziej wskazane. Z drugiej strony płyn BeBeauty jest rekomendowany (podobnie jak żel) jako produkt przeznaczony dla skóry wrażliwej i hypoalergiczny, więc trudno zrozumieć dlaczego jest tak mocno naperfumowany.

Oczyszcza skutecznie, ale nie idealnie i czasem przy mocniejszym makijażu muszę użyć kilku wacików, by pozbyć się wszystkich resztek. Przy porannym oczyszczaniu wystarcza mi tylko jeden płatek z płynem, więc nie jest źle. Odświeża rewelacyjnie, choć w moim odczuciu nie działa nawilżająco tak jak tonik i zawsze po zastosowaniu tego płynu używam dodatkowo hydrolatu.

Skóra po przemyciu płynem nie lepi się, jest świeża i oczyszczona. Używałam tego płynu w duecie z żelem micelarnym i zauważyłam, że twarz z czasem stała się bardziej wysuszona - musiałam wspomagać się nawilżającymi maseczkami i tłustszym kremem. Nie wiem, czy to tylko "zasługa" żelu micelarnego czy także płynu.

Do oczu jest świetny - rozpuszcza i dokładnie oczyszcza powieki z wszelkiego makijażu. Przy mocnejszym trzeba oczywiście użyć dwóch wacików, ale naprawdę rzadko spotyka się płyn micelarny o takiej skuteczności w zmywaniu make-upu ocznego. Nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia ani szczypania. W tej roli wolę jednak mimo wszystko płyny dwufazowe, bo przyzwyczajona jestem do tłustej powłoczki wokół oczu, a po tym płynie mam niestety uczucie lekkiego ściągnięcia.





Butelka jest świetna! Nieduża, poręczna i estetycznie wykonana. Na największą uwagę zasługuje genialnie zaprojektowany dozownik - wystarczy tylko lekko nacisnąć, a klapka odchyla się i uwalnia otwór dozujący. Dzięki temu zaoszczędzamy trochę czasu, szczególnie w porannym pośpiechu. Dziurka jest co prawda nieco za szeroka, ale szybko można się przyzwyczaić, by nie wylewać przez nią zbyt dużo płynu.

Cena naprawdę niska - nie wiem, czy można gdzieć kupić jeszcze tańszy płyn micelarny (choć możliwe, że jakimś markecie). Wydajność tego płynu jest jednak nieco słabsza niż innych używanych przeze mnie dotychczas.


Moja opinia wyrażona najprościej to: dobre, tanie, ale bez szału.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Delikatny płyn do demakijażu oczu od Lirene



Płyny dwufazowe to moja ulubiona forma zmywania makijażu oczu. Testowałam ich już całkiem sporo. Najbardziej lubię chyba płyn dwufazowy Yves Rocher z bławatkiem, o którym pisałam już na blogu tutaj, ale całkiem niedawno odkryłam jego godnego rywala - dwufazówkę Lirene. Przyznam szczerze, że produkty firmy Eris nie zawsze spełniają moje oczekiwania, ale tym razem naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona.

Opis ze strony Lirene:

Czy ten płyn jest odpowiedni dla mnie?
To właściwy kosmetyk dla Ciebie, jeśli chcesz skutecznie usunąć makijaż, również wodoodporny, bez podrażniania delikatnej skóry okolic oczu. Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy.
Jak działa?
zestaw olejków w fazie jasnej - skutecznie  usuwa makijaż, również wodoodporny
faza niebieska - działa kojąco i tonizująco

W efekcie rzęsy i powieki są idealnie oczyszczone – bez podrażnień i pozostawiania tłustej warstwy.

źródło: www.lirene.pl





Cena: 12 zł

Pojemność: 125 ml


Po ostatnich podrażnieniach i łzawieniu, które powodowała u mnie dwufaza Nivea (recenzja tutaj: klik) podeszłam do testów płynu Lirene z większą ostrożnością. Na szczęście tym razem obyło się bez sensacji.

Warstwy płynu bardzo dobrze się mieszają, połączone cieszą oczy niebieściutkim kolorem. Płyn jest faktycznie bezzapachowy, co na pewno ma duże znaczenie dla wrażliwych oczu.

Doskonale radzi sobie z demakijażem powiek, nawet wodoodpornym. Nie straszne mu przesadzone ilości cieni, kredki i wiele warstw tuszu. Wystarczy przycisnąć na dłuższą chwilę wacik nasączony płynem, a cały makijaż przenosi się na płatek. Nie trzeba nic pocierać i poprawiać kilka razy, wyrywając sobie przy tym rzęsy.

Używany przez kilka tygodni ani razu mnie nie podrażnił, nie spowodował łzawienia, czy zaczerwienienia oczu. Pozostawiał powiekę leciutko natłuszczoną, co bardzo sobie cenię, bo nie cierpię uczucia wysuszenia wokół oczu po demakijażu. Nie jest to jednak tłusta warstwa powodująca dyskomfort.

Opakowanie bardzo estetyczne i nietypowe. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że płyn jakoś niewygodnie się przez nie dozuje. Wieczko opakowania jest dość szerokie i nie zawsze udawało mi się trafić otworem w środek wacika, przez co parę kropel płynu ściekało po plastiku i się marnowało. Na pewno można to opanować, tylko za bardzo jestem przyzwyczajona do cienkiej szyjki płynu Yves Rocher, dlatego trochę mnie to denerwowało.

Cena w granicach rozsądku jak na płyn do demakijażu oczu. Wydajność podobna do innych płynów dwufazowych - starczył mi na ponad miesiąc stosowania, co może wyczynem nie jest, ale za tą cenę mnie zadowala. Na pewno nie raz do niego wrócę. Polecam!

poniedziałek, 22 października 2012

Płyny micelarne: Delia Dermo System vs Eveline Hydra Expert


Płyn micelarny to kosmetyk, z którym zaczynam każdy dzień. Używam go właśnie do porannego  przemywania twarzy, a czasem także jako produkt do demakijażu. Testowałam już wiele płynów, szczególnie polskich marek, wśród których mam kilku ulubieńców. Dzisiaj opiszę dwa płyny: Delia Dermo System, który dostałam w blogboxie oraz Eveline Hydra Expert (musiałam wypróbować).

W pierwszej kolejności recenzja płynu Delia. Najpierw opis producenta:

Bezzapachowy kosmetyk o nowoczesnej formule do łagodnego i dokładnego demakijażu oraz codziennej pielęgnacji oczu, twarzy i dekoltu. Oparty na łagodnych środkach powierzchniowo-czynnych wiążących nadmiar sebum, przywraca równowagę wodno-tłuszczową skóry.

Składniki aktywne
• ekstrakt z ryżu, pantenol i alantoina, dynamicznie wspomagają proces odnowy komórkowej, działają kojąco i łagodzą podrażnienia
• naturalna betaina, dzięki niezwykłym właściwościom wiązania wody, zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, wpływając na poprawę jej elastyczności i jędrności. Niweluje efekt ściągnięcia skóry.





Pojemność: 210 ml

Cena: 7 zł



To niewątpliwie jeden z najtańszych, dostępnych na rynku płynów micelarnych, w promocji można go dostać nawet za ok. 6 zł. W dodatku ma nieco większą pojemność niż standardowa, bo 210 ml. Niestety dla mnie zalety kosmetyku na tym się kończą.

Bardzo mocno się pieni, nie tylko w butelce, ale też na waciku. Po wylaniu odrobiny na płatek kosmetyczny mam wrażenie jakbym potarła go przed chwilą mydłem. Resztki lekkiej pianki pozostają też po użyciu na twarzy, co powoduje u mnie dyskomfort. Konieczne jest więc zastosowanie toniku do usunięcia pozostałości po Delii. Absolutnie nie jest bezzapachowy, a delikatnie, trochę mydlano naperfumowany.

Jako poranny oczyszczacz twarzy radził sobie nie najgorzej - usuwał sebum i nocne zanieczyszczenia skóry, ale z demakijażem było już kiepsko. Trzeba użyć kilku płatków, by dobrze usunąć makijaż, który pod wpływem płynu wolno się rozpuszcza. Nie pielęgnuje jakoś szczególnie skóry, nie zauważyłam większego nawilżenia, ale też muszę przyznać, że nie ściąga skóry jak niektóre micele. Zupełnie odradzam stosowanie do oczu! Za każdym razem spowodował u mnie dotkliwe podrażnienia, szczypanie i łzawienie.



Wściekałam się też na zakręcaną butelkę, która jest bardzo niewygodna - traci się przez jej odkręcanie dużo czasu, co szczególnie w porannym pośpiechu ma dla mnie znaczenie. Chociaż płyn ma znacznie więcej wad niż zalet, to nie wykluczam jego zakupu w czasie finansowego kryzysu. Głównie używam tego typu kosmetyków do oczyszczania twarzy rano, a z tym jako tako sobie poradził (makijaż zmywam najczęściej olejkiem myjącym, a oczy płynem dwufazowym). Może po przelaniu do innego dozownika bardziej bym go polubiła. Odradzam jednak zakup w celu stosowania do demakijażu, a oczu w szczególności.


Drugi płyn to moje prawdziwe odkrycie, ale po kolei. Najpierw obietnice producenta:


Płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu oczu, twarzy i szyi 3 w 1
Hipoalergiczny - nie zawiera kompozycji zapachowej.
Płyn micelarny dzięki lekkiej formule bogatej w składniki nawilżające i łagodzące daje uczucie natychmiastowego ukojenia skóry.

Micele – cząsteczki, które skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny) z powierzchni skóry. Ekstrakt z orchidei – jest naturalnym źródłem energii dla komórek skóry, zapewniając jej witalność, jędrność i blask. Kwas hialuronowy – silnie nawilżająca, naturalna substancja nadaje skórze miękkość, elastyczność i jedwabistą gładkość. Algi laminaria – sole mineralne zawarte w algach wzmacniają strukturę szkieletu skóry, czyniąc ją sprężystą i jędrną. Kompleks witamin A+E+F – głęboko odżywiają i regeneruje skórę, zapewniając jej elastyczność. D-pantenol – wpływa na prawidłowy proces regeneracji komórek skóry; działa łagodząco i przeciwzapalnie.



Pojemność: 200 ml

Cena: 10 zł



Miałam już kilka miceli od Eveline i z każdego byłam bardzo zadowolona. Podobnie, a nawet lepiej, jest z płynem z serii Hydra Expert.

Świetnie usuwa wszystkie zanieczyszczenia i sebum, a także bezbłędnie radzi sobie z makijażem. Nie trzeba używać stosu płatków, wystarczy parę ruchów i skóra jest absolutnie czysta. Nadaje się także do demakijażu oczu, bo w przeciwieństwie do płynu Delii nie powoduje podrażnień i łzawienia, a szybko rozpuszcza nawet kilka warstw cieni i tuszu. Nie sprawdzałam jedynie jak zmywa tusz wodoodporny.

Podczas stosowania płyn daje wyjątkowe uczucie odświeżenia (uwielbiam za to micele Eveline), wręcz lekkiego, przyjemnego mrowienia. Po wyschnięciu zostawia skórę trochę lepką, ale dla mnie to nie wada, bo i tak za chwilę nakładam krem lub używam hydrolatu. Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest dzięki niemu lepiej nawilżona, napięta i jędrna. Uważam, że w zupełności może zastąpić w pielęgnacji produkty takie jak tonik i mleczko do demakijażu.




Butelka smukła, estetyczna, nie zajmuje wiele miejsca na półce, a przy tym wygodnie otwiera się na zatrzask. Cena niewygórowana, wydajność standardowa. Myślę, że przy kolejnych zakupach płynu micelarnego wybiorę go ponownie z oferty Eveline. Polecam!



niedziela, 5 sierpnia 2012

Pianka myjąca do twarzy i oczu Lirene Design Your Style 20+


Piankę otrzymałam od marki Lirene na zjeździe blogerek w Warszawie. Przyznam, że wcześniej nie używałam żadnej pianki do oczyszczania i demakijażu twarzy, więc chętnie zabrałam się za testy.

Najpierw obietnice producenta:

Wyrafinowane oczyszczanie: miękka jak puszek bawełny, piankowa konsystencja to niezwykła przyjemność dla skóry twarzy. Składniki oczyszczające i pielęgnujące zapewnią skuteczny demakijaż, odpowiedni poziom nawilżenia i ochrony.

 


Podstawa skuteczności:
• olejek bawełniany  - odżywia, zmiękcza i odbudowuje naturalną warstwę lipidową
• wyciąg ze słonecznika - zabezpiecza skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników
• gliceryna - nawilża głębokie warstwy naskórka
Widoczny efekt:
oczyszczona i odświeżona skóra

Idealna formuła dla:
kobiet po 20 roku życia; dla każdego rodzaju cery





Cena: ok. 16 zł

Pojemność: 150 ml


źródło: www.lirene.pl



Do oczyszczania i demakijażu twarzy używam głównie dwóch produktów - płynu micelarnego (na blogu recenzowałam już kilka m.in. Eveline, Yves Rocher, Ziaja) oraz olejku hydrofilnego (tutaj recenzja olejku z Biochemii Urody). Poza tym rzadko skuszę się na inną formę oczyszczania, od dawna nie miałam żadnego żelu do twarzy czy specjalistycznego mydła. Pianka Lirene była więc dla mnie zupełną nowością w pielęgnacji.

Produkt wyglądem przypomina piankę do włosów, a nawet bardziej bitą śmietanę w sprayu. Do jednorazowego zastosowania kosmetyku wystarczy wstrząsnąć opakowaniem i delikatnie nacisnąć aplikator. Pianka wydostaje się z opakowania w zawrotnym tempie, więc trudno jest wycisnąć mniejszą ilość niż tę widoczną na zdjęciu.






Pianka jest błyskawiczna i przyjemna w użyciu. Wystarczy dosłownie dotknąć delikatnym "obłoczkiem" (konsystencja cudowna!) do twarzy i spłukać. Nie potrzeba pocierania i mydlenia jak przy produktach myjących typu żel czy mydło. Ogromna oszczędność czasu oraz wyraźna ulga dla skóry. 

Po zastosowaniu pianki buzia jest dokładnie oczyszczona i gładka. Mam cerę tłustą i problemową, nie każdy kosmetyk do oczyszczania sobie z nią radzi, ale pianka Lirene naprawdę spisuje się świetnie bez względu na to czy zmywam jedynie lekki brud czy kilka warstw podkładu i pudru. W żadnym wypadku nie podrażnia. Niestety odrobinę ściąga skórę, choć producent zapewnia że pianka zapobiega ściągnięciu i wysuszeniu twarzy. No właśnie, z tym wysuszeniem to też nie do końca się zgadza. Trudno, żeby produkt do oczyszczania miał nawilżać, bo tego oczywiście nie wymagam, ale pianka nie tylko ściąga, ale i odrobinę wysusza. Nie jest to dla mnie dużym problemem, bo mam dobre produkty do nawilżania m.in. hydrolaty (np. oczarowy) i kremy (moje ulubione DLA), jednak cery suche lub skłonne do przesuszeń mogą być rozczarowane. Nie wzmaga na szczęście przetłuszczania mojej problemowej cery, co bardzo sobie cenię.

Według producenta pianka jest przeznaczona także do demakijażu oczu. Faktycznie, kosmetyk usuwa makijaż i to całkiem skutecznie, jednak kiedy preparat dostanie się do oczu powoduje podrażnienie i szczypanie. Spróbowałam tylko raz i niestety o jeden raz za dużo.

Trudno jest oszacować, ile kosmetyku ubyło przez nieprzezroczyste opakowanie. Używam pianki od trzech miesięcy, raz na 1-2 dni i po wadze nie zauważyłam praktycznie ubytku! Mam wrażenie, że przy tym tempie zużywania będzie mi służyć około roku. Cena wysoka jak na produkt do demakijażu i oczyszczania (kojarzę, że inne pianki są jeszcze droższe), ale biorąc pod uwagę wydajność jest jak najbardziej odpowiednia.


Czy kupię ponownie? Trudno powiedzieć. Spisała się dużo lepiej niż się spodziewałam, jednak taka forma demakijażu nie do końca mi odpowiada. Konsystencja pianki nieodłącznie kojarzy mi się z goleniem i przyznam szczerze, że często czuję się niekomfortowo nakładając ją na twarz.

wtorek, 10 lipca 2012

Płyn micelarny Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej




Płyn micelarny Ziaja Ulga to kolejny testowany przeze mnie płyn. Micel to u mnie towar deficytowy, który używam i zużywam na potęgę, więc na blogu często będą pojawiać się recenzje tej formy oczyszczania i demakijażu.

Najpierw słowo ze strony Ziai:

Dwufunkcyjny płyn micelarny do demakijażu i oczyszczania każdego rodzaju skóry wrażliwej. Zapewnia bezpieczeństwo stosowania, działa jak kojący kompres, zawiera tylko niezbędne składniki receptury.
preparat hypoalergiczny, bezzapachowy
0% barwników
0% parabenów
0% alkoholu
minimalna bezpieczna ilość konserwantów
przebadany okulistycznie
testowany pod kontrolą dermatologiczną

•  Łagodnie usuwa makijaż.
•  Delikatnie oczyszcza skórę.
•  Zmiękcza naskórek.
•  Przywraca naturalne pH




Cena: ok. 7 zł

Pojemność: 200 ml

źródło: www.ziaja.com

Skład: Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, Propylene Glycol, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Citric Acid.



Nie mam wrażliwej i alergicznej cery, mimo to lubię testować hypoalergiczne kosmetyki bez barwników i alkoholu w składzie, dlatego zdecydowałam się kupić "Ulgę". Używałam płynu do porannego przemywania twarzy oraz demakijażu po pracy. Jest łagodny, bezzapachowy, nie podrażnia twarzy ani oczu.

Dobrze oczyszcza skórę z makijażu, sebum, kurzu. Pozostawia na twarzy delikatną, prawie niewyczuwalną warstwę. Osoby, którym przeszkadza uczucie lepkości, czy denerwujący film na twarzy, mogą śmiało testować Ulgę. Mnie osobiście trochę brakuje uczucia świeżości przy tym płynie, choć rzeczywiście czuć nawilżenie skóry.

Płyn pieni się na waciku, co wydaje mi się dość dziwne jak na tego typu produkt i budzi nieco wątpliwości.
Dużo wcześniej używałam jeszcze dwóch miceli Ziai: Sopot Spa i z serii Jaśmin. Według mnie są bardzo podobne w działaniu do płynu Ulga, no i mają jedną wspólną cechę - nie radzą sobie z demakijażem oczu. O ile z cieniami jakoś Uldze szło, tak tusz do rzęs jedynie rozmazywała, a nie usuwała. Pozbyć się makijażu z tuszem wodoodpornym czy żelowym eyelinerem przy pomocy Ulgi jest już naprawdę trudno.

Płyn wystarczył mi na niewiele ponad miesiąc stosowania, ale micela używam w dużych ilościach, więc myślę, że normalnie starcza na dłużej. Butelka typowa dla Ziai - minimalistyczna, higieniczna, wygodna, przezroczysta, estetyczna.

Na kilku blogach oraz w katalogu Kosmetyk Wszech Czasów czytałam niepochlebne recenzje o płynie Ulga ze względu na konserwant DMDM Hydantoin (z powodu artykułu na Snobce). Nie dajmy się zwariować. Jeśli kosmetyk zwiera setną procenta nawet najgorszego konserwantu, to raczej nie spowoduje to raka ani przedwczesnego starzenia skóry. Negatywna ocena tylko ze względu na jeden obecny składnik wydaje mi się nieco przesadzona.

Polecam Ulgę do przemywania twarzy, do demakijażu oczu niekoniecznie. Myślę, że jeszcze nie raz sięgnę po różne płyny Ziai, przede wszystkim ze względu na niską cenę. Nieskuteczność w demakijażu oczu mi nie przeszkadza, bo używam miceli głównie do twarzy, do oczu wybieram płyny dwufazowe.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Koszmarki minionego czerwca - Lactacyd i płyn dwufazowy Nivea




W czerwcu przyszło mi używać dwóch wyjątkowo nieudanych kosmetyków, o których dziś napiszę parę słów. Na pierwszy ogień - emulsja do codziennej higieny intymnej Lactacyd.

Zapewnienia producenta:

Naturalna ochrona przed podrażnieniami okolic intymnych. Ze względu na zawartość naturalnego kwasu mlekowego, wspomaga naturalne mechanizmy obronne ciała przed zewnętrznymi podrażnieniami okolic intymnych dlatego szczególnie polecana do codziennej pielęgnacji okolic intymnych. Myje i odświeża oraz sprawia, że czujesz się komfortowo. Dostępna również w wariancie z pompką. Nie zawiera mydła. Zawiera kwas mlekowy.



Skład: Aqua, Magnesium laureth sulfate, Disodium laureth sulfosuccinate, Cocamidopropyl Betaine, Głyceryl Laurate, Głycol Distearate, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide Mea, Laureth-10, Methyl Isothiazolinone, Methyl Chloro-lsothiazolinone, PEG-7 Głyceryl cocoate, Lactose, Milk Protein, PEG-55 Propylene Głycol Oleate, Propylene Głycol, Phenoxyethanol, Parfume, 5-Bromo-5-Nitro-1, 3-Dioxane, Propylene Głycol, Lactic Acid, Sodium Chloride.

źródło: www.lactacyd.pl


Cena: ok. 12 zł

Pojemność: 200 ml



Generalnie, kiedy mogę kupić polski kosmetyk - kupuję polski. Tak też jest z kosmetykami do higieny intymnej. Do tej pory używałam zamiennie płynów Mincera i Ziai (na blogu pisałam recenzję płynu Ziaja Med: KLIK), z których byłam bardzo zadowolona.

Kiedy czytam o różnych płynach do higieny intymnej na blogach czy forach, w kółko w komentarzach czy dyskusji pojawiają się stwierdzenia "ja używam Lactacyd", "polecam Lactacyd" itd. W radiu, telewizji też tylko Lactacyd i Lactacyd. Pomyślałam - coś w tym Lactacydzie musi być, skoro wszyscy kupują i polecają.

Przebolałam więc wyższą cenę oraz (co przyszło mi z większym trudem) producenta (Glaxo Smith Kline - brytyjski koncern farmaceutyczny, który wykupił akcje Polfy S.A - polskiego producenta leków, w dodatku testujący swoje produkty na zwierzętach) i kupiłam emulsję Lactacyd. Wszystko po to, by przekonać, się czy rzeczywiście jest taka dobra. Spodziewałam się porządnego produktu, jednak bez większych fajerwerków. Niestety, rzeczywistość okazała się być bardziej brutalna.

Emulsja ma kolor perłowy, jest lekko żółtawa i delikatnie (choć nieco sztucznie) pachnie rumiankiem, silnie się pieni. Wydawało mi się, że łagodny płyn do higieny intymnej powinien być raczej przezroczysty i bezzapachowy. Dalej jest już tylko gorzej ...

Od pierwszego użycia się nie polubiliśmy. Lactacyd spowodował potworne pieczenie, dosłownie jakbym się nacierała sproszkowaną papryczką chili (!). Po spłukaniu piany było już lepiej, pieczenie ustało, chociaż nie czułam odświeżenia, a jedynie lekką suchość i dyskomfort. Mniej więcej po tygodniu używania, podczas którego nadal towarzyszyły mi piekące sensacje, dorobiłam się strasznych, bolących podrażnień. Niestety używałam Lactacydu jeszcze przez kilka dni, później kupiłam nowy płyn (AA Intymna Pro Harmony) i dzięki temu wszystko wróciło do normy już po dwóch dniach.

Nie zrezygnowałam z Lactacydu od razu, bo nie byłam przekonana o tym, że to on wyrządza mi tyle krzywdy. Owszem, wszystko mnie piekło po użyciu, ale nigdy wcześniej nie miałam żadnych sensacji spowodowanych przez kosmetyk do higieny intymnej i praktycznie nie brałam go pod uwagę jako winowajcę podrażnień. Obawiałam się nawet, że nabawiłam się jakiegoś grzyba, czy innej choroby. Miałam wrażenie, że wyniszczyła się cała flora bakteryjna. Dobrze, że przyszło mi do głowy, żeby zmienić płyn do higieny intymnej zanim zrobiłam z siebie czubka u lekarza.

Nigdy więcej!




A teraz drugi koszmarek - płyn dwufazowy do demakijażu oczu Nivea Visage.


Obietnice producenta:

Delikatnie i efektywnie usuwa nawet najbardziej trwały makijaż oraz tusz. Chroni delikatne okolice oczu i pielęgnuje rzęsy. Wzbogacony w ekstrakt z bławatka. 




Skład: Aqua, Isododecane, Cyclomethicone, Isopropyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Centaurea Cyanus Flower Extract, Sodium Chloride, Trisodium EDTA , Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, CI 60725 , CI 61565.


źródło: www.nivea.pl

Cena: ok. 13 zł

Pojemność: 125 ml 


Pod koniec maja skończył się mój ulubiony płyn dwufazowy do demakijażu z bławatkiem Yves Rocher (pisałam jego recenzję na blogu tutaj: KLIK), musiałam kupić coś na szybko. Wybór padł na dwufazę Nivei. Miałam już ją kilka lat temu, kiedy dostałam w ramach testów z Klubu Recenzentki na portalu Wizaz.pl. Wspominałam całkiem dobrze, więc wrzuciłam do koszyka.

Fazy płynu trudno się mieszają (w zasadzie to właściwie się nie łączą), trzeba potrząsać butelką znacznie dłużej niż przy innych płynach, a i tak błyskawicznie się rozwarstwia. W efekcie na płatek kosmetyczny wylewamy tylko jedną fazę płynu.

Usuwa makijaż całkiem nieźle - bardzo dobrze rozpuszcza tusz do rzęs, oczywiście także cienie i kredki. Nie rozmazuje, a właśnie rozpuszcza i zbiera na płatek, choć nie zawsze idealnie i do końca. Niestety serwuje przy tym potworne pieczenie i podrażnienie powiek. W kontakcie z płynem oczy szczypią i łzawią, spojówki są zaczerwienione, jednak już po chwili te objawy ustępują.

Męczę się i męczę z Niveą, bo jest w miarę skuteczna i szkoda mi jej wyrzucić, jednak komfort stosowania pozostawia wiele do życzenia. Cena dość wysoka, opakowanie standardowe - nawet ładne i wygodne.

Nie wiem, co zmieniło się przez ten czas - czy moje oczy zrobiły się bardziej wymagające, czy może zmienili coś w składzie płynu. Kiedyś mi służył, a teraz już wiem, że na pewno nie powtórzę zakupu.




Obydwa produkty, Lactacyd i płyn Nivea, odradzam alergikom i wrażliwcom. Ja do takich nie należę, a narobiły mi mnóstwo szkody. Pisząc tego posta skojarzyła mi się scena z Kariery Nikosia Dyzmy, kiedy to Nikoś na konferencji prasowej przekonuje, że tylko to co polskie, jest dobre, a co zagraniczne szkodzi. Tyle razy wybieram polskie marki i jestem zadowolona, dobrze mi służą, czego zwykle nie mogę powiedzieć o kosmetykach zagranicznych koncernów, reklamowanych, droższych i testowanych na zwierzętach.



niedziela, 17 czerwca 2012

Olejek myjący - drzewo herbaciane z Biochemii Urody


Kiedy pierwszy raz odkryłam Biochemię Urody zamówiłam polecany pomarańczowy olejek myjący. Od tamtej pory olejku hydrofilnego używam już kilka lat, ostatnio skusiłam się na wersję z dodatkiem eterycznego olejku z drzewa herbacianego, przeznaczonej dla tłustej cery.

Na stronie Biochemii Urody znajdziemy wyczerpujący opis produktu:

Bazą olejku jest zimnotłoczony olej słonecznikowy, wybrany ze względu na gojące i nawilżające właściwości, dodatkowo olejek dostarcza skórze witaminę E i ekstrakt z rozmarynu - antyoksydanty.
Ponieważ formuła olejku nie zawiera wody, dlatego jest on trwały i nie wymaga dodatku substancji konserwujących. 
Olejek myjący zawiera dodatek naturalnego olejku eterycznego drzewka herbacianego, o charakterystycznym, mocnym, ziołowym zapachu i silnych własnościach antyseptycznych i gojących.
Drzewo herbaciane to wiecznie-zielone, średniej wielkości drzewo, występujące głównie w Australii. Drzewo to nie ma nic wspólnego z herbatą, nazwa 'drzewo herbaciane' została mu nadana przez Kapitana Cooka i innych brytyjskich kolonizatorów Australii, którzy na wzór Aborygenów używali listków do parzenia aromatycznego napoju zastępującego herbatę.



Olejek drzewka herbacianego wykazuje działanie antyseptyczne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze oraz działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest w przypadku cery tłustej, trądzikowej oraz przy skłonnościach do wyprysków, podrażnień i stanów zapalnych skóry.
Od strony aromatycznej, zapach olejku działa na organizm uspokajająco, łagodzi zdenerwowanie i napięcie.
 
W przeciwieństwie do tradycyjnych środków myjących, zawierających często silne detergenty (substancje myjące), olejek działa łagodnie i nie wysusza skóry, jednocześnie bardzo skutecznie zmywa wszelkie zanieczyszczenia skóry - tłuszcz, makijaż oraz nawet grube warstwy wodoodpornych produktów z filtrami UV.
Olejkiem można zmywać okolice oczu, jest on łagodny i nie powoduje szczypania, a dodatkowo zmywa makijaż, także wodoodporny tusz do rzęs.
Wbrew pozorom olejek nie pozostawia wrażenia tłustości na skórze ani nie działa w żaden sposób komedogennie (nie zatyka porów), natomiast zmywa się kompletnie po spłukaniu wodą.
Olejek daje dobry poślizg, dzięki czemu w trakcie mycia skóra nie jest naciągana.
W odróżnieniu od tradycyjnych żeli myjących olejek nie pieni się, co jest również oznaką jego łagodności. Po zmieszaniu olejku z wodą tworzy się mleczno-biała emulsja micelarna, która naśladuje pienienie się i wiąże cząsteczki brudu i makijażu. Wszelkie zanieczyszczenia związane przez micele, są następnie spłukiwane wraz z wodą, pozostawiając skórę czystą i nawilżoną, bez poczucia ściągnięcia i wysuszenia.
Przeznaczenie produktu: dla każdego typu cery, zwłaszcza dla cery tłustej, trądzikowej, zanieczyszczonej, jak i dla skóry podrażnionej i przesuszonej np. po kuracjach kwasami lub retinoidami.

Cena: 11,80 zł

Pojemność: 120 ml


Skład: Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Cocoate (emulgator), Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Mixed Tocopherols (witamina E), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract


źródło tekstu i zdjęcia: www.biochemiaurody.com


W zasadzie moja recenzja nie jest tu potrzebna - wystarczy, że wczytacie się dokładnie w powyższy opis, bo olejek spełnia wszystkie zawarte w nim obietnice.

Zanim odkryłam Biochemię Urody używałam drogeryjnych żeli do mycia twarzy. Wybierałam te przeznaczone do młodej i problemowej skóry, popularnych i reklamowanych marek. Niestety skutki stosowania tych żeli nie były zadowalające. Przez silne detergenty moja cera była wiecznie przesuszona i do tego potwornie się przetłuszczała. Wiem, że brzmi to co najmniej dziwnie, ale tak właśnie było. Zbyt silne działanie wysuszające i ściągające żeli powodowało jeszcze większą produkcję sebum, takie błędne koło.

Olejek pachnie lekko ziołowo, jednak w sposób który do końca mi nie odpowiada, choć generalnie lubię ziołowe zapachy. Pod względem zapachowym zdecydowanie bardziej pasował mi olejek pomarańczowy.

Jak używam olejku? Nakładam odrobinę na zwilżone dłonie (w kontakcie z wodą olejek zamienia się w białawą emulsję), a następnie masuję twarz i zmywam wodą. Olejek hydrofilny jest niezwykle łagodny, nie powoduje uczucia ściągnięcia twarzy. Oczyszcza rewelacyjnie - usuwa kurz, brud, tłuszcz, makijaż. Radzi sobie także z demakijażem oczu, wygrywa nawet w starciu z kilkoma warstwami cieni, wodoodpornego tuszu do rzęs, czy kredek. Zwykle "rozpuszczam" makijaż olejkiem, a następnie przecieram powieki wacikiem nasączonym płynem micelarnym lub płynem dwufazowym. Jest to najszybszy i najbardziej efektywny (a do tego ograniczający zużycie płatków kosmetycznych) sposób na demakijaż oczu, jaki wypraktykowałam.

Olejek nie pozostawia uczucia tłustości na twarzy, nie zapycha porów. Mimo niewielkiej pojemności jest bardzo wydajny - butelka starcza mi na 4-5 miesięcy codziennego stosowania. To dlatego, że na jedno użycie wystarcza dosłownie kropla w zagłębieniu dłoni. Przy tej wydajności cena nie odstrasza, chociaż trzeba też doliczyć koszty wysyłki.

Poprzednio olejek był pakowany w białe, szerokie, nieprzezroczyste opakowania, które nie były poręczne. Obecne są wąskie, zajmują mniej miejsca i wykonane są z estetycznego, szafirowego, transparentnego plastiku.

Chociaż czasem zdradzam olejek hydrofilny z innym produktem do oczyszczania twarzy (właśnie zaczęłam używać pianki Young Style Lirene), to zawsze do niego wracam. Polecam szczególnie wersję pomarańczową.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Płyn micelarny Eveline Magia Młodości


 
Płyn micelarny od pewnego czasu stał się niezbędnikiem mojej pielęgnacji. Za namową kosmetyczki zrezygnowałam z porannego mycia twarzy wodą, a jedynie przecieram twarz płatkiem nasączonym płynem.  Używam go też do zmywania makijażu, choć znacznie częściej korzystam z olejku myjącego z Biochemii Urody oraz dwufazowego płynu do demakijażu oczu.

Nie kupuję drogich, aptecznych płynów micelarnych. Wybieram zwykle spośród polskich, niedrogich firm. Testowałam już Ziaję Jaśminową, Ziaję Sopocką oraz Eveline Royal Pearl. Miałam też okazję używać micela Yves Rocher z Serii Trzech Herbat, który dostałam jako gratis w sklepie firmowym (pisałam o nim tutaj: KLIK), a także miniaturę micela La Roche Posay.


Eveline, Magia Młodości, Aktywnie odmładzający płyn micelarny

Po bardzo pozytywnych doświadczeniach z micelem Royal Pearl Eveline, zdecydowałam się na zakup Magii Młodości. Zanim przedstawię swoją opinię, parę słów od producenta o tym kosmetyku:

Aktywnie odmładzający płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu oczu, twarzy i szyi. Do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii, nie zawiera kompozycji zapachowej.
Płyn micelarny Magia Młodości to łagodne oczyszczanie i skuteczny demakijaż okolic oczu, twarzy i szyi. Zastępuje mleczko i tonik. Posiada pH neutralne dla skóry, dzięki czemu nie zaburza jej bariery hydro - lipidowej. Zapewnia uczucie natychmiastowego ukojenia i odświeżenia. Skóra staje się promienna i odzyskuje młodzieńczy blask.
Składniki aktywne:
- Micele - skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny),
- ActiGen 3a - opatentowana formuła zabezpieczająca komórki przed utratą młodości,
- AntiOxyGen - pomaga chronić kod genetyczny skóry przed atakiem wolnych rodników,
- Kwas hialuronowy - głęboko nawilża,
- Kolagen i elastyna - wzmacniają strukturę szkieletu skóry,
- Retinol - maksymalnie wygładza zmarszczki,
- Roślinne komórki macierzyste - dają początek nowym komórkom, a skóra odzyskuje zdolność samoregeneracji,
- D - pantenol i alantoina - działają kojąco i łagodząco.


Pojemność: 200 ml

Cena: 12 zł

Kosmetyk jest bardzo łagodny, nie podrażnia twarzy, nie pachnie intensywnie (choć nie jest bezzapachowy w moim odczuciu). Skóra przemyta rano płatkiem nasączonym płynem Eveline jest od razu oczyszczona z nadmiaru sebum, odświeżona, nawilżona. Płyn pozostawia na twarzy uczucie delikatnego, bardzo przyjemnego, orzeźwiającego mrowienia - to lubię w nim najbardziej. Micel z powodzeniem zastępuje też tonik, chociaż ja zawsze stosowałam jeszcze po nim hydrolat (ale to moje widzimisię a nie rzeczywista konieczność).

A co z demakijażem? Płyn Eveline Magia Młodości bardzo dobrze usuwa makijaż (puder, podkład, cienie do powiek) i zanieczyszczenia po całym dniu. Zostawia twarz pokrytą delikatnie lepkim filmem (ale nie jest on denerwujący jak w przypadku innych miceli). Zaskakująco dobrze sprawdza się także przy usuwaniu tuszu do rzęs - dokładnie rozpuszcza, nie trzeba trzeć po powiekach. Rzadko używałam go jednak do oczu, bo w tej roli wolę płyny dwufazowe lub oliwkę, które pozostawiają skórę natłuszczoną.

Wydajność taka jak każdego płynu. U mnie starczył na miesiąc, ale używałam go w dość dużych ilościach - przynajmniej raz dziennie, zwykle dwa, a czasem nawet więcej razy. Butelka z wygodnym dozownikiem i zatyczką, przyjazny design, rozsądna cena. Na pewno jeszcze nie raz kupię ten płyn, ale najpierw w kolejce czekają na mnie micele z zapasów: Ziaja Ulga oraz Eveline Hydra Expert.

poniedziałek, 12 marca 2012

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z bławatkiem Yves Rocher oraz płatki kosmetyczne z Lidla


Moja przygoda z firmą Yves Rocher sięga czasów końca podstawówki, kiedy to wspólnie z mamą składałyśmy zamówienia wysyłkowe. Dzisiaj napiszę recenzję jednego z moich ulubionych produktów tej marki - dwufazowego płynu do demakijażu oczu. Używam go od wielu, wielu lat. Oczywiście przez ten czas miałam mnóstwo innych płynów (np. Nivea, Bielenda, Ziaja, Lancome, Delia, L'Oreal), ale zawsze wracam do tego.

Najpierw opis ze strony Yves Rocher:

Dwufazowy płyn do demakijażu oczy błyskawicznie usuwa makijaż, nawet wodoodporny. Składnikiem aktywnym jest woda z bławatka pochodzącego z ekologicznych upraw w la Gacilly we Francji o działaniu łagodzącym.

Skuteczny demakijaż 94%.*
Szybko usuwa makijaż nawet wodoodporny 91%.*
(*Test stosowania – przeprowadzony na 47 ochotniczkach, w ciągu 3 tygodni)

Formuła testowana pod kontrolą okulistyczną. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.


Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Cyclohexasiloxane, Centaurea Cyanus, Methylpropanediol, Propylene Glycol, Hexyl Laurate, Sodium Chloride, Magnesium Chloride, Caprylyl/Capryl Glucoside, Methylparaben, Tetrasodium EDTA, Ethylparaben


Cena: 24 zł

Pojemność: 125 ml



Płyn ma dwie warstwy - przezroczystą i kobaltową, które idealnie i szybko się ze sobą mieszają. Zapach ma delikatnie mydlany, nie drażniący.
Usuwa makijaż oczu perfekcyjnie, bez pocierania i maltretowania powiek. Cienie i tusz (także wodoodporne) znikają błyskawicznie - wystarczy przyłożyć nasączony płatek do oka, chwilę przytrzymać, a wszystko idealnie się rozpuszcza. Jest niezwykle łagodny - nie uczula, nie szczypie w oczy, nic nie podrażnia. Zostawia cienką, oleistą warstwę, co zupełnie mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - wolę delikatne natłuszczenie wokół oczu niż wysuszoną skórę.
Przez to, że jest tak skuteczny plusuje wydajnością. Na jedno użycie (w sensie zmycie mocnego makijażu: cieni, tuszu i kredki) starcza mi ilość płynu na płatku widoczna na zdjęciu.


Przy codziennym demakijażu zużywam butelkę mniej więcej w trzy miesiące, co jest naprawdę dobrym wynikiem.
Niestety ma jedną, poważna wadę, a mianowicie za bardzo wygórowaną cenę - 24 złote za 125 ml płynu to stanowczo za dużo. Na szczęście w Yves Rocher często zdarzają się promocje np. 2 w cenie 1 albo -40%, wtedy koszt spada do 12-14 zł za butelkę. Warto się zaopatrzyć na zapas, kiedy jest okazja.



Przy okazji recenzji płynu chciałabym Wam zareklamować świetne płatki kosmetyczne Iseree dostępne w dyskoncie Lidl. Za 120 sztuk zapłacimy ok. 2,70 zł. Może nie są to najtańsze płatki (np. w hipermarkecie Auchan można dostać firmowe płatki za ok. 1,80 zł ), ale na pewno ich cena jest korzystna w porównaniu do Bell czy Cleanic.







Przede wszystkim są rewelacyjnie przeszyte, przez co się nie rozwarstwiają ani nie wydostają się z nich żadne kłaczki. W stu procentach bawełniane, przyjemne w użyciu, miękkie i zdecydowanie najbardziej mocne i wytrzymałe spośród tych, jakie używałam. Gwarantuję, że zakochacie się w nich od razu!


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Seria Trzech Herbat Yves Rocher


Dziś zamieszczę recenzje dwóch produktów Yves Rocher z nowej serii Trzech Herbat: płynu micelarnego i pianki do demakijażu.
Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z Trzech Herbat
Kompleksowy demakijaż twarzy i oczu dzięki działaniu wody zawierającej micele (zmywające makijaż) połączony z efektem rewitalizującym. Wyjątkowa formuła 3 w 1, która dokładnie oczyszcza twarz z makijażu i wszelkich zanieczyszczeń. Nie podrażnia skóry. Polecany do wszystkich rodzajów cery.


Pojemność: 200 ml
Cena: 37 zł

źródło: www.yves-rocher.com.pl

Kilka miesięcy temu dostałam gratis miniaturkę płynu micelarnego przy zakupach wysyłkowych. Zużyłam bez większych zachwytów i raczej nie planowałam ponownego zakupu. Niedawno znów natrafiła się okazja i odebrałam ten płyn w pełnowymiarowej wersji, dzięki promocyjnemu mailingowi.
Oczyszcza nieźle, chociaż nie idealnie i nie zawsze przy pierwszym waciku. Trzeba przemyć twarz zwykle dwa razy i zużyć więcej płynu, dlatego jest mało wydajny. Zostawia na twarzy lepką powłoczkę, przez co zawsze muszę użyć po nim hydrolatu. Pachnie przyjemnie, trochę jak zielona herbata (chociaż może to siła sugestii opakowania).
U mnie płyn nie wywołał żadnych podrażnień. Z makijażem oczu o dziwo radził sobie dobrze, nawet lepiej niż niejeden płyn przeznaczony tylko do tego celu.
Używałam go głównie rano, przemywając twarz wacikiem. Za namową mojej kosmetyczki zrezygnowałam z porannego mycia twarzy wodą właśnie na rzecz płynów micelarnych. Zauważyłam dużą poprawę nawilżenia skóry, mniejszą skłonność do łojotoku i przesuszeń.
W cenie regularnej (37 zł!) jest za drogi, ale myślę że nawet w promocji się na niego nie skuszę, bo znam podobnie działające płyny za mniejszą cenę. Jednak kolejną darmową butelką na pewno nie pogardzę.


Pianka peelingująca do demakijażu z wyciągiem z Trzech Herbat

Delikatna konsystencja pianki z drobinkami peelingującymi, polecana przy skórze mieszanej i tłustej - codziennie; przy innych rodzajach skóry - okazjonalnie. Rezultat: dokładny demakijaż, błyskawicznie oczyszczona i wygładzona skóra, rozświetlona cera.



Pojemność: 150 ml
Cena: 32 zł
źródło: www.yves-rocher.com.pl

Kupiłam tę piankę jak tylko pojawiła się seria Trzech Herbat w Yves Rocher. Kiedyś używałam produktu o podobnym działaniu z serii Inositol, był to krem do mycia twarzy. Byłam z niego bardzo zadowolona, dlatego sięgnęłam po ten z nowej serii.
Konsystencja nie jest piankowa, to taki "napompowany" krem z zatopionymi wieloma drobinkami, przypominającymi ziarenka maku. Potrzeba naprawdę odrobinę, by oczyścić całą twarz z makijażu i brudu. Używałam pianki przez ponad cztery miesiące codziennie, więc wydajność tego produktu jest naprawdę godna pochwały.
Oczyszcza rewelacyjnie, lekko ściąga skórę, nie wysusza. Zmywa świetnie makijaż, cały podkład, brud i tłuszcz. Niestety nie nadaje się do oczu (producent zaleca omijanie ich okolic) o czym wielokrotnie się przekonałam, kiedy preparat przez przypadek dostał się do oczu: potwornie mnie szczypały i były zaczerwienione. Szkoda, że pianka nie jest produktem uniwersalnym do demakijażu, także oczu.
Efekt peelingu delikatny, ale odczuwalny. Można bez obaw stosować ją codziennie.
Tuba bardzo wygodna i higieniczna, plus także za jej przezroczystość. Cena wysoka (32 zł), ale na szczęście można kupić w promocji. Przy takiej wydajności warto się jednak skusić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...