Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lutego 2013

Peeling parafinowy do dłoni Ziaja Pro


Peeling do dłoni to kosmetyk, z którego zakupu można zrezygnować. Wystarczy przecież użyć peelingu do ciała, czy też domowym sposobem zmieszać cukier z oliwką, by stworzyć własny preparat  złuszczający naskórek.

Oczywiście jako kosmetykomaniaczka "muszę" mieć oddzielny peeling do każdej części ciała (no, może prawie każdej), więc i peeling do dłoni zawsze mam na stanie. Obecnie używam fantastycznego produktu od Ziai z linii Ziaja Pro - teoretycznie przeznaczonej do użytku profesjonalnego w gabinetach kosmetycznych. Kosmetyki z tej serii można nabyć np. na allegro, czy też w drogeriach internetowych. Bardzo trudno trafić na nie w stacjonarnych sklepach.

Opis producenta:

Bawełniany program do pielęgnacji dłoni

Najnowszy program ZIAJA PRO został opracowany z myślą o specjalistycznej pielęgnacji dłoni.
Zabieg złuszczająco-relaksujący: peeling parafinowy z mikrogranulkami mocny

Cel zabiegu:
- poprawa gładkości i miękkości skóry;
- przygotowanie dłoni do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.

Efekt:
- poprawa mikrocyrkulacji i witalności skóry;
 - ułatwiona biodostępność substancji aktywnych.




Pojemność: 250 ml

Cena: 12 zł


Peeling Ziaja Pro tworzą mikroskopijne, syntetyczne drobinki (ze składu wnioskuję, że polietylenowe) zatopione w kremowo-olejowej bazie. Produkt Ziai wyróżnia na tle innych np. cukrowych peelingów to, że granulek jest przeogromna ilość i są one naprawdę tyciutkie.

Nieprzeciętny jest także zapach ... Odbieram go jako korzenny, przyprawowy i nieco męski. Kojarzy mi się z męskimi perfumami o złożonej, aromatycznej i ciepłej kompozycji.



Teraz najważniejsze, czyli działanie. Przymiotnik "mocny" idealnie charakteryzuje ten produkt. Nie jest on tak bardzo inwazyjny, by podrażniać skórę i powodować zaczerwienienia, a jednocześnie jest na tyle ostry, by idealnie wygładzić dłonie. Po kilkuminutowym masażu peelingiem Ziai skóra dłoni jest nie do poznania: jaśniejsza, jednolita, aksamitna w dotyku. Za każdym razem nie mogę się nadziwić, jak taki niepozorny krem, w którym nawet nie widać złuszczających drobin, może być tak skuteczny. Efekt utrzymuje się dużo dłużej w porównaniu do używanych przeze mnie wcześniej peelingów cukrowych.

Nie wysusza, ale też specjalnie nie natłuszcza dłoni. Pozostawia na nich parafinowy film, podobny do oliwek na parafinie typu Johnson&Johnson. Zawsze po złuszczaniu w zastępstwie maseczki nakładam grubszą warstwą aktualnie używany krem do rąk.

Opakowanie minimalistyczne, charakterystyczne dla wszystkich kosmetyków Ziaja Pro. Chociaż plastik jest nieprzezroczysty, to pod światło dokładnie widać ilość zużytego produktu. Dzięki dołączeniu do butelki pompki kosmetyk dozuje się wygodnie i higienicznie.

Pojemność jest przeogromna jak na domowy użytek, więc warto po zakupie podzielić się produktem lub używać z kimś na spółkę. Cenę ma naprawdę niską biorąc pod uwagę jakość i wielomiesięczną wydajność. Szkoda tylko, że kosmetyki Ziaja Pro nie są szerzej dostępne.

piątek, 18 stycznia 2013

Wyniki rozdania kremu do rąk z naparu babki płesznika firmy Kosmetyki DLA


 

Dziękuję bardzo wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie. Maszyna losująca ze strony random.org zadziałała i wybrała ...





fraglesik 

Serdecznie gratuluję wygranej, zaraz prześlę maila z prośbą o podanie adresu do wysyłki nagrody.
Zapraszam na kolejne rozdania i konkursy na blogu "Księżniczkowe pasje bez ładu i składu".

czwartek, 3 stycznia 2013

Premierowe rozdanie - Krem do rąk z naparu babki płesznika firmy Kosmetyki DLA


Do firmy Kosmetyki DLA mam ogromny sentyment przez to, że ich kremy "Niszcz pryszcz" doprowadziły moją problemową skórę do ładu (pisałam o tym tutaj: klik). Używam ich niezmiennie od prawie roku i nadal mnie zachwycają. Mam nadzieję, że zawsze będą je produkować, bo ciężko będzie mi znaleźć na rynku coś równie dobrego dla mojej skóry.

Krem do rąk na naparze z babki płesznika to nowość w asortymencie firmy. Krem różni się zdecydowanie od innych dostępnych na rynku tym, że wyprodukowany jest na naparze ziołowym, a nie na wodzie, która nie ma żadnych właściwości. Dzięki temu krem pielęgnuje skórę bardziej efektywnie i jest to od razu zauważalne. Miałam to szczęście, że otrzymałam go do testów już w wakacje, kiedy jeszcze trwały jego badania dermatologiczne. Przebierałam nogami, żeby Wam o nim napisać, ale czekałam aż pojawi się w sprzedaży. No i wreszcie jest!

Opis ze strony producenta:

KREM DO RĄK na bazie naparu babki płesznika
 - chroni skórę rąk przed szkodliwym wpływem detergentów, chemikaliów i czynników zewnętrznych (wiatr, mróz, UV);
- doskonale nawilża i odżywia naskórek;
- regeneruje, wygładza i przyspiesza gojenie się mikrourazów skóry;
- zapobiega pierzchnięciu skóry rąk, regeneruje szorstkie i popękane dłonie, przywraca im gładkość oraz miękkość.

Intensywne działanie kremu zapewniają:
Świeży napar z nasion babki płesznika - zawiera śluzy (ok. 12%),  olej tłusty (ok.5%),  aukubinę, garbniki, kwas galakturonowy, skrobię, ramnozę, arabinozę, ksylozę, flawonoidy, białka, sole i in., dzięki czemu zapobiega wysychaniu skóry, dobrze nawilża, odżywia oraz ujędrnia skórę (zawartość w kremie aż 60%).
Masło Shea - ma właściwości odżywcze; zmiękcza i wygładza skórę. Jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym (zawartość w kremie 10%).
Gliceryna - działa zmiękczająco i nawilżająco na skórę.
Alantoina i d-pantenol – działają łagodząco i kojąco, przyspieszają regenerację i gojenie podrażnień.
Olej lniany bogaty w NNKT – doskonale nawilża, przyspiesza regenerację naskórka, skutecznie poprawia kondycję skóry. Jest bardzo dobrze tolerowany przez skórę.
Olej z ogórecznika – naturalne źródło kwasu gamma-linolenowego, witamin i fosfolipidów gwarantuje długotrwałe nawilżenie.
Witamina E  - niszczy wolne rodniki, zapobiega powstawaniu podrażnień i spowalnia proces starzenia się skóry.





 
Cena: 12 zł

Pojemność: 125 ml 


Krem do rąk jest gęsty, puszysty i treściwy, ale nietłusty. Konsystencją przypomina mi trochę ubitą na sztywno śmietankę do deserów. Najbardziej obawiałam się o jego zapach (znając zapachy pozostałych produktów firmy, spodziewałam się raczej kontrowersji), ale jest przyjemny, choć bardzo specyficzny i trudno mi określić, co przypomina. 




O ile wśród kremów do stóp uwielbiam tłuste i treściwe smarowidła, to w kremach do rąk cenię sobie łatwość aplikacji i długotrwałe nawilżenie, ale bez uczucia lepkości dłoni. Dokładnie taki jest ten krem.
Mimo swojej gęstości wchłania się bardzo szybko, otula dłonie niezwykle przyjemnym filmem. Nawilża rewelacyjnie i zapewnia pielęgnację na długie godziny - to chyba pierwszy w mojej karierze krem, który nie wymaga tak częstych aplikacji jak inne specyfiki.

Sprawdza się szczególnie w trudnych warunkach, kiedy skóra przesuszona jest od wiatru i mrozu czy ogrzewania. Na zimę jest naprawdę idealny! Nakładam go też grubszą warstwą po sprzątaniu lub zmywaniu - doskonale regeneruje naskórek narażony na działanie detergentów. Dla mnie jest świetny zarówno do codziennego stosowania, jak i do zadań specjalnych.

Skład produktu (jak na krem do rąk) moim zdaniem jest imponujący. Oprócz przewodniego naparu z babki płesznika mamy tutaj na drugim miejscu masło Shea, a dalej alantoinę, d-pantenol, czy cenne oleje - z ogórecznika i lniany (o właściwościach poszczególnych składników można poczytać w opisie producenta).




Jeszcze parę słów o opakowaniu. Tubka kremu do rąk (podobnie jak buteleczki air-less kremów do twarzy) jest minimalistyczna, a także estetyczna, szczególnie dzięki oryginalnej grafice splecionych dłoni. Przeszkadza mi w niej to, że jest odkręcana - zdecydowanie wolę klikowe zamknięcia w przypadku takich produktów, bo znacznie oszczędzają czas. Poza tym na tylnej ściance tubki informacje na temat produktu napisane są mikroskopijną czcionką. Zapewne firma chciała umieścić wiele szczegółów dotyczących kremu, niestety opis mocno stracił przez to na czytelności.

Jeśli chodzi o cenę, to biorąc pod uwagę zawartość, jest jak najbardziej do przyjęcia. Tym bardziej, że nie pożałowali kremu - w tubce jest aż 125 ml.

Możemy nabyć krem w sklepie internetowym producenta (tutaj: klik), a także w większych miastach (dokładna lista sklepów znajduje się tutaj: klik).





Już od dawna nie było żadnego rozdania ani konkursu na blogu, więc pomyślałam, że może ucieszy
Was upominek w postaci kremu do rąk z naparu babki płesznika. Sponsorem nagrody jestem ja :)


Warunkiem uczestnictwa w losowaniu jest publiczne obserwowanie mojego bloga (1 los).

Dodatkowe losy można uzyskać za:
- polubienie "Księżniczkowych pasji" na Facebooku (2 losy)
- informację o rozdaniu na swoim blogu w osobnej notce, ze zdjęciem i linkiem do tego posta lub w pasku bocznym (2 losy)
- dodanie mojego bloga do blogrolla (2 losy)


Chciałabym docenić też najbardziej aktywne komentatorki:
Alieneczka, Beauty Wizaż, Chabrowa, CześćKotku, Dagusia, Magdalena B, Ola, Orlica, Przeszkoda, SexiChic, Tygrysek, Wielki Kufer, Yasinisi, babski punkt widzenia, butterfly, mart_91, sauria80, stri-linga, tova1, zoila, Łowczyni.
Jeśli zechcą wziąć udział w rozdaniu, otrzymają dodatkowe 2 losy.


Zgłoszenie do udziału w rozdaniu umieść w komentarzu pod tym postem według schematu:


Obserwuję jako: nick
Mój e-mail: mail
Polubienie "Księżniczkowych pasji" na Facebooku: tak (nazwa profilu)/nie
Notka o rozdaniu: link do notki/nie
Blogroll: link do bloga/nie
Aktywna komentatorka: tak/nie


Rozdanie zakończy się 17.01.2013 o godzinie 23.59. Zwycięzcę ogłoszę następnego dnia. Zapraszam!
Oczywiście zachęcam także do komentowania poza zgłoszeniami na rozdanie.

czwartek, 6 grudnia 2012

Mleczko do ciała i krem do rąk z serii Body Art Dr Ireny Eris


Kosmetyki z serii Body Art dr Ireny Eris otrzymałam na czerwcowym zjeździe warszawskich blogerek. Przyznam, że był to jeden z tych prezentów, który najbardziej mnie ucieszył. Dlaczego? Ano dlatego, że sama nie kupuję produktów do pielęgnacji w tak wysokich (oczywiście dla mnie) cenach. Na balsam, oliwkę, mleczko, tudzież inny specyfik do nawilżania ciała, wydaję nie więcej niż 10-15 zł, a zwykle poniżej dyszki. Z kremem do rąk jestem nawet bardziej oszczędna, bo znam dobre produkty tego typu już w cenie 3-4 zł. Jak więc wypadły testy Body Art? Czy warto czasem wydać więcej na drogie kosmetyki? Zapraszam do przeczytania recenzji.


GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCE MLECZKO DO CIAŁA

Najpierw słowo od producenta o głęboko nawilżającym mleczku do ciała:

Mleczko do ciała o działaniu intensywnie i długotrwale nawilżającym. Zawiera szereg cennych składników, które stymulują procesy odżywiania skóry i pozwalają utrzymać właściwy poziom jej nawilżenia nawet do kilkunastu godzin po aplikacji. Dodatek allantoiny i D - pantenolu łagodzi wszelkie podrażnienia, co zwiększa natychmiastowe uczucie komfortu i odświeżenia nawet najbardziej delikatnej i przesuszonej skóry. Doskonałe do codziennej pielęgnacji, jak również do stosowania po kąpieli lub opalaniu.




Skład: Aqua, Glycerin, Sucrose Distearate, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Methyl Gluceth-20, Dimethicone, Isopropyl Isostearate, Panthenol, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Sucrose Stearate, Cetyl Alcohol, Carbomer, Allantoin, Tromethamine, Glyceryl Polymethacrylate, Xanthan Gum, BHA, Aleuritic Acid, Glycoproteins, Yeast (Faex) Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, DMDM Hydantoin, Propylparaben, Parfum, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool, Hydroxycitronellal, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Geraniol, CI 17200.

Cena: 59 zł 

Pojemność: 200 ml


Mleczko ma konsystencję bardzo rzadkiego, lejącego balsamu, jednak nie jest aż tak płynne, by trudno było opanować smarowanie. Kolor produktu to mleczny, jaśniutki róż. Zapach mleczka nie przypomina mi niczego szczególnego - jest przyjemny, delikatny, może trochę kwiatowy i taki ... luksusowy.




Kosmetyk gładko się rozprowadza i ślizga po skórze, nie trzeba go mocno wcierać. Chociaż nie wchłania się natychmiastowo po aplikacji, to za jakiś czas warstwa produktu znika z powierzchni skóry. Mleczko pozostawia ciało subtelnie pachnące i dobrze nawilżone. Szkoda tylko, że nawilżenie szybko "ucieka" - po kilku godzinach mam wrażenie, jakbym nie stosowała nawilżacza w ogóle. Nie bardzo wiem, co o tym sądzić. Może mleczko wnika do głębszych warstw skóry niż dotychczasowo używane przeze mnie produkty? Muszę przyznać, że od kiedy smaruję ciało tym mleczkiem, zauważyłam poprawę kondycji skóry: jest bardziej gładka i napięta. Zwykle takie efekty uzyskuję podczas używania preparatów antycellulitowych, wygładzających, ujędrniających itp. Nie spodziewałam się tego po mleczku nawilżającym, tym bardziej że producent o tym nie zapewnia. Myślę, że może to świadczyć o naprawdę głębokim działaniu kosmetyku. Mimo wszystko szkoda, że kosmetyk nie zapewnia odczucia długotrwałego nawilżenia skóry.




Nie mam zwyczaju oszczędzania preparatów do nawilżania (duże zapasy balsamów i maseł do ciała wymuszają hojną aplikację), więc i mleczka Eris sobie nie żałowałam. Po zaledwie kilku użyciach zauważyłam pod światło, że zniknęła już ponad połowa tubki. Pod koniec opakowania smarowałam więc mniejszą ilość, ale bardzo żałuję, że mleczko okazało się tak niewydajne.



Tubka niezwykle elegancka, z pięknymi, różanymi ornamentami, lekka i wygodna. Mleczko nie osadza się na ściankach, spływa do samego końca, przez co nie trzeba rozcinać opakowania, by wydobyć resztki produktu. Kartonowe pudełko, w które zapakowana jest tuba z mleczkiem, sugestywnie zachęca do zakupu.

Niestety cena jest dla mnie z kosmosu. Nie mogę sobie pozwolić na takie wydatki kosmetyczne (ok. 60 zł za trzy tygodnie używania to raczej przesada), choć nie ukrywam, że z chęcią przygarnęłabym jeszcze kiedyś ten kosmetyk.




REGENERUJĄCO - WYGŁADZAJĄCY KREM DO DŁONI

Opis producenta:


Regenerujący krem do dłoni z zawartością cennego kompleksu Ureamix (wysoka koncentracja mocznika i wosku z oliwek) zapewnia miękką, aksamitną skórę dłoni, poczucie komfortu i perfekcyjnego wygładzenia. Kombinacja wyciągów ze szlachetnych azjatyckich roślin (lotos, bambus, lilia wodna) silnie regeneruje i długotrwale nawilża. Olej z avocado głęboko odżywia skórę i tworzy delikatny film ochronny. Systematycznie stosowany krem już po 2 tygodniach zapewnia znaczną poprawę stanu skóry dłoni: wygładzenie skóry (78%*), nawilżenie skóry (67%*), odżywienie skóry (59%*).
* % Recenzentek o potwierdzonej poprawie skóry w teście in vivo w Centrum Naukowo - Badawczym Dr Irena Eris. 



Skład: Aqua, Glycerin, Isopropyl Isostearate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Urea, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Betaine, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, Propylene Glycol, Sorbitol, Panthenol, Nymphaea Alba (Water Lily) roqt Extract, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leaf/Stem Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Parfum, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool, Hydroxycitronellal, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Geraniol, CI 16035.


Cena: 59 zł 

Pojemność: 100 ml


Krem do rąk ma gęstszą konsystencję od mleczka (jednak jak na tego typu produkt jest dość lejący), a także bardziej różowiutki kolor. Pachnie dokładnie tak jak mleczko, czyli przyjemnie, delikatnie, trochę kwiatowo i luksusowo.


Potrzeba dosłownie odrobinkę kremu, by nawilżyć dłonie, przez co kosmetyk jest bardzo wydajny. Rozsmarowuje się swobodnie, nie maże i szybko wchłania. Pozostawia skórę nawilżoną, usuwa uczucie ściągnięcia, działa też ochronnie zostawiając leciutką powłoczkę. Niestety dość często trzeba powtarzać aplikację, bo wspomniane efekty nie utrzymują się długo na skórze. Zauważyłam, że tak samo jak przy mleczku, na dłuższą metę działa znacznie lepiej - dłonie stały się gładsze i bardziej zadbane.

Krem stosowałam też jako maseczkę do rąk. Po starannym peelingu nakładałam grubą warstwę, wmasowywałam w skórę przez kilka minut, a nadmiar wycierałam. Po takim użyciu pozytywne działanie było znacznie bardziej długotrwałe i nie trzeba było zbyt często używać kremu.




Opakowanie jest niezwykle eleganckie, estetyczne i wygodne, zupełnie nietypowe. Kosmetyk dzięki pompce nakłada się sprawnie i higienicznie, łatwo też można regulować porcję kremu naciskając z odpowiednią siłą. Pod światło widać ubytek preparatu - używam już ponad dwa miesiące, a całkiem sporo jeszcze pozostało.

Cena tak samo jak w przypadku mleczka jest zbyt wysoka. Myślę, że na krem do rąk nie potrzeba wydawać takiej fortuny. 


Oba kosmetyki bardzo polubiłam, przyjemnie się ich używało, efekty także były zadowalające. Mimo wszystko nie jestem przekonana, że są warte zakupu za taką cenę.

niedziela, 15 lipca 2012

Krem ochronny (nie tylko) do rąk Be Beauty z masłem Shea i olejem kokosowym



Niedawno recenzowałam masła do ciała z Biedronki z serii Be Beauty: ujędrniające Brazylia i odżywcze Afryka (poczytać można tutaj: KLIK). Zapowiedziałam wtedy recenzję kremu ochronnego do rąk - prawdziwej perełki kosmetycznej za grosze.


Najpierw opis ze strony Be Beauty:



Krem do codziennej pielęgnacji suchej skóry rąk. Intensywnie regeneruje, przynosząc ulgę szorstkim i spierzchniętym dłoniom. Jego formuła łączy działanie oleju kokosowego i masła Shea, zapewniając optymalny poziom nawilżenia, a także chroniąc przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Krem został wzbogacony o glicerynę, która nadaje skórze elastyczność, miękkość i jedwabistą gładkość. Subtelny zapach daje długotrwałe uczucie świeżości, a lekka konsystencja sprawia, że łatwo rozprowadza się na skórze.

Pojemność: 125 ml

Cena: 3,50 zł

źródło: www.bebeautycare.pl




Pierwszą tubkę tego kremu kupiłam ponad rok temu. Potrzebowałam na szybko jakiś nawilżacz do rąk, byłam akurat w Biedronce, więc spośród trzech propozycji Be Beauty wybrałam krem ochronny w jaskrawozielonym opakowaniu - jego skład wydał mi się najlepszy. Kończę zużywać właśnie trzecią z kolei tubkę kremu Be Beauty. W międzyczasie miałam kilka innych kremów do rąk, ale żaden nie spisywał się tak dobrze jak ten.

Bardzo denerwują mnie reklamy kosmetyków, które deklarują się jako naturalne albo że swoje działanie zawdzięczają naturalnym składnikom, a w rzeczywistości zawierają olej czy ekstrakt na końcu składu. Krem ochronny Be Beauty w INCI zaraz za wodą ma olej kokosowy (nawilża, odżywia, regeneruje, uelastycznia), a następnie masło Shea (nawilża, koi, wygładza, uzupełnia niedobory witamin, zapobiega zmarszczkom). W dalszej kolejności zawiera także emolienty.




Krem jest gęsty, ma biały kolor i delikatny zapach, trudny do określenia. Po prostu przyjemnie naperfumowany, znam go z jakiegoś innego kosmetyku, którego używałam dawno temu, ale nie mogę skojarzyć jakiego. Krem gładko się rozsmarowuje, szybko wchłania i pozostawia na skórze ochronny film. Nie jest to jednak nieprzyjemna, tłusta warstwa, która uniemożliwia funkcjonowanie, jak to bywa przy wielu preparatach do rąk.

Dłonie są dzięki niemu świetnie nawilżone i elastyczne. Przynosi ulgę skórze wysuszonej detergentami, czy zmianami temperatury. Nie mam zanadto wysuszonych dłoni czy problemów z pękającą skórą, nie wiem czy sprawdzi się wśród bardziej wymagających konsumentek, ale moim dłoniom wystarcza w stu procentach.

Skład kremu i kilka informacji w internecie zachęciło mnie do użycia kremu na ... włosy. Olej kokosowy jest przecież podstawowym olejem w pielęgnacji włosów zapewniającym ochronę, nawilżenie i odbudowę struktury włosów, podobnie jak masło Shea, które w szczególności chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych. Wielokrotnie nakładałam krem Be Beauty na końcówki - były świetnie zabezpieczone przed rozdwajaniem i odpowiednio nawilżone. Można więc schować w kąt wszystkie silikonowe jedwabie i wybrać się po krem do Biedronki, by zapewnić odpowiednią pielęgnację i ochronę końcówkom.

Opakowanie ma wygodne, klikowe zamknięcie. Tubka ma pojemność 125 ml, czyli więcej niż standardowe 100 ml dla kremu do rąk. Cena jak na taki skład jest bajeczna - 3 złote z groszami. Polecam!

niedziela, 12 lutego 2012

Ekspresowe manicure z peelingiem do dłoni Eveline

Dzisiaj kilka słów o peelingu cukrowym do dłoni od Eveline. Oczywiście jest to produkt z kategorii zbędnych. Producenci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych kosmetyków, "niezbędnych" do naszej pielęgnacji. Peeling jest tu świetnym przykładem. Mamy przecież peeling do ciała, twarzy, stóp, dłoni, paznokci, a nawet ust. W rzeczywistości w naszej kosmetyczce potrzebny jest jeden kosmetyk peelingujący, albo nawet żaden, bo przecież możemy wykorzystać mieloną kawę, aby wygładzić ciało (o znanym peelingu kawowym pisała na swoim blogu Wielki Kufer Monika -> możecie poczytać tutaj klik).

Najpierw kila słów od producenta o tym wynalazku:

NATURALNA ODNOWA I REGENERACJA TWOICH DŁONI
Cukrowa kuracja złuszczająca do domowego manicure, to unikalna mieszanka kryształków cukru i naturalnych składników aktywnych, która doskonale usuwa martwy naskórek z dłoni oraz skórki narastające na paznokcie. Regularne stosowanie peelingu (min. 2 razy w tygodniu) zmniejsza widoczność przebarwień i plam pigmentacyjnych, wyraźnie wygładza i idealnie nawilża.
Wyjątkowa konsystencja i zmysłowy zapach peelingu w połączeniu z automasażem sprawiają, że po ekspresowym manicure dłonie są satynowo miękkie i wypoczęte jak po ekskluzywnym zabiegu w gabinecie kosmetycznym.

SKŁADNIKI AKTYWNE:
olej sojowy, olej migdałowy, kompleks witaminowy, oliwa z oliwek, krzem koloidalny i naturalny cukier.

Opakowanie: 100 ml

Skład: Glucose, Glycine Soya Oil, Olea Europaea, PG-40 Hydrogenated Castrol Oil, Silica, Sweet Almond Oil, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Fragrance.

Cena: ok. 10 zł

źródło: www.eveline.eu

To mój drugi peeling do dłoni, poprzednio miałam orzechowo-cukrowy Dax Cosmetics. Do kupna zachęciły mnie pozytywne recenzje i tytuł Doskonałości Roku Twojego Stylu.

Przy każdej aplikacji peelingu z tubki wylatuje olejowata ciecz, zanim wyciśnie się pasta cukrowa. Nie pomaga wstrząsanie opakowania, bo cukier nie miesza się dobrze z olejem i zawsze wylewa się pierwszy. Widać to na zdjęciu obok - pasta pływa na powierzchni olejowej cieczy.

Pachnie nieciekawie, trochę cytrusowo, ale jak odświeżacz powietrza, a nie prawdziwe owoce. Używanie nie jest przez te wady komfortowe.
Sam peeling spełnia swoje zadanie, bo wygładza i nieźle złuszcza naskórek. Zaledwie minutowy masaż wystarcza, by uzyskać pożądany rezultat. Peelingu potrzeba jednak używać często i regularnie, żeby podtrzymać efekt gładkich dłoni.

Niestety po zmyciu pasty i rozpuszczeniu cukru, dłonie pozostają bardzo suche i trzeba użyć kremu, żeby je nawilżyć. Czuję się rozczarowana, bo liczyłam, że oleje zawarte w produkcie odpowiednio natłuszczą skórę. U mnie świetnie sprawdza się w tej roli krem na zimę do rąk z Yves Rocher z serii Arnica, który nakładam grubą warstwą na świeżo wypeelingowane dłonie.

Wydajność i cena tego produktu jak najbardziej na plus, ale więcej nie skuszę się na Eveline. Następnym razem powrócę do Daxa, który ścierał jeszcze mocniej, pięknie orzechowo pachniał, a do tego natłuszczał dłonie.

Nadal uważam jednak, że to zbędny produkt. Wystarczy nalać w zagłębienie dłoni oliwkę dla dzieci (polecam Hipp lub Babydream), dosypać cukru i już będziemy mieli gotowy kosmetyk. Bez wydawania pieniędzy, zajmowania miejsca na półce i bez gderania rodziny, że znowu coś kupujemy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...