Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

Marion Nature Therapy: kąpiel odbudowująca i spray regenerujący włosy z octem z malin


Odkąd w sprzedaży pojawiła się płukanka octowa z malin Yves Rocher, jest ona jednym z nieodłącznych elementów mojej włosowej pielęgnacji (pełną recenzję tej płukanki można przeczytać tutaj: klik). Używam jej bez przerwy. Nie wiem, ile opakowań przeszło do tej pory przez moje ręce, ale na pewno sporo. Polska marka Marion sprytnie wyczuła dobry interes i wprowadziła podobny produkt, czyli kąpiel odbudowującą z octem z malin, a wraz z nią dwa inne, octowe kosmetyki w serii Nature Therapy: spray regenerujący i maseczkę.

Tak o całej serii możemy przeczytać na stronie producenta:

Panujący obecnie trend powrotu do natury, zainspirował Laboratorium Marion Kosmetyki do stworzenia nowej serii do pielęgnacji  włosów opartej na occie z malin, wzbogaconej dodatkowo owocowymi ekstraktami. Właściwości octu znane były od wieków, jednakże dopiero nowa biotechnologia potrafi w pełni wykorzystać jego dobroczynne działanie. Seria Nature therapy to wyjątkowa kombinacja natury i nowoczesnej technologii dla naturalnie zdrowych włosów, nie zawiera parabenów, SLES i SLS. Stworzona  została do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie wymagających wzmocnienia, w celu przywrócenia im blasku, siły i elastyczności.

źródło: www.marionkosmetyki.pl


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na zakup. Ceny kosmetyków Marion są atrakcyjne, więc podczas allegrowych zakupów oprócz kąpieli kliknęłam też spray do kompletu.

Na pierwszy rzut opiszę jak sprawdziła się kąpiel odbudowująca. Zacznę od opisu producenta:


Kąpiel odbudowująca włosy. Zanieczyszczone powietrze, stres  mogą powodować utratę koloru i matowienie Twoich włosów, dlatego Nature Therapy stworzona została, aby przywrócić włosom blask, siłę i elastyczność.  Preparat o świeżym zapachu malin delikatnie oczyszcza, usuwa resztki szamponu z włosów oraz pomaga przywrócić naturalną kwasowość skóry głowy.

źródło: www.marionkosmetyki.pl





Pojemność: 130 ml

Cena: 7 zł


Moim zdaniem nazwa tego produktu jest myląca. "Kąpiel" kojarzy mi się raczej z błogim odmaczaniem swojego ciała niż pielęgnacją włosów, natomiast "odbudowująca" sugeruje, że jest to kosmetyk służący regeneracji zniszczonych kudłów, tymczasem jego działanie niewiele ma z tym wspólnego.

Kąpiel jest płynem o ślicznym, czerwonym zabarwieniu, jaskrawym jak sorbet truskawkowy. Pachnie delikatnie i przyjemnie, podobnie do malinowej oranżady w proszku. Używałam kąpieli według zaleceń producenta - po spłukaniu szamponu i odżywki, skrapiałam płynem włosy, lekko wcierałam i pozostawiałam na minutę lub dwie, a następnie ponownie płukałam wodą.

Kosmetyk oczyszcza włosy z pozostałości po szamponie i odżywce oraz widocznie nabłyszcza.
Działa dokładnie tak jak w opisie sugeruje producent i tak jak tego oczekiwałam. Nie jest to cudowna maska, olej, czy inny wymyślny produkt, który odmieni nagle zniszczone włosy w zdrowe. Trzeba pamiętać, że płukanka jest uzupełnieniem codziennej walki o piękną czuprynę, a nie podstawowym kosmetykiem, więc nie należy od niej wymagać zbyt dużo.

Na opakowaniu produktu znajduje się informacja, że wystarcza na 5 użyć na długich włosach. Gdyby tak było, to przy częstotliwości mojego mycia (raz na 1-2 dni) zużywałabym w miesiącu kilka opakowań. Staram się być jednak oszczędna w dozowaniu płukanki - wylewam niewielką ilość i wgniatam równomiernie we włosy. Dzięki temu nawet przy użyciu niewielkiej ilości działa tak jak powinna.

Butelka estetyczna, lekka, wygodna, jednak muszę ponarzekać na zbyt duży otwór w opakowaniu. Trudno jest przez to (szczególnie na początku stosowania) nie przesadzić z ilością.

Chciałabym na koniec porównać kąpiel Marion z używaną przeze mnie od dłuższego czasu płukanką octową z malin od Yves Rocher. Przede wszystkim mimo, że zapach kąpieli jest przyjemny, to nie umywa się do cudownego, uzależniającego, intensywnego aromatu płukanki Yves Rocher, który sprawia, że każde jej użycie jest zastrzykiem energii na nowy dzień. Pojemność produktu Yves Rocher jest większa o 20 ml, ale i cenę ma znacznie wyższą. Mimo tego, że kąpiele nie różnią się znacząco w działaniu (chociaż mam wrażenie, że po płukance Yves Rocher błyszczą mocniej i wyglądają nieco lepiej), to jednak przyjemność używania francuskiej jest na tyle większa, że jestem w stanie przeboleć jej cenę.

Na niekorzyść Marionu przemawia też obecność silikonu (pod koniec listy składników, ale i tak mnie to razi, bo od wielu miesięcy służy mi bezsilikonowa pielęgnacja) oraz to, że ocet jest tu znacznie dalej - po połowie składu. W produkcie Yves Rocher ocet jest na samym początku, a skład krótki, bo bez zbędnych wypełniaczy. Z tych powodów z pewnością pozostanę przy płukance Yves Rocher i do Marionu nie wrócę, jednak polecam wypróbować polski odpowiednik, bo także jest godny uwagi.



Teraz opis sprayu regenerującego:

Spray regenerujący włosy. Zanieczyszczone powietrze, stres  mogą powodować utratę koloru i matowienie Twoich włosów, dlatego Nature Therapy stworzona została, aby przywrócić włosom blask, siłę i elastyczność.  Spray o świeżym zapachu malin regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza.




Pojemność: 120 ml

Cena: 7 zł


Spray jest kosmetykiem łudząco podobnym do opisywanej wyżej kąpieli. Ma taki sam, delikatny i malinowy zapach oraz kolor, ale zawarty jest w buteleczce z atomizerem.

Recenzja tego produktu będzie krótka, bo w zasadzie nie mam o nim za wiele do powiedzenia. Dla mnie to po prostu zapachowa mgiełka, która nieco wygładza włosy. Producent obiecuje regenerację od wewnątrz i wygładzenie. Z tym drugim się właśnie zgadzam, natomiast nie sądzę by spray przyczyniał się do poprawy stanu włosów. Moje są teraz w wyjątkowo dobrej formie za sprawą zaostrzonej i bardziej regularnej pielęgnacji (częstego olejowania, odżywiania i maseczkowania), więc ta mgiełka jest tylko dodatkiem i myślę, że cudów nie działa.

Nie pomaga szczególnie w rozczesywaniu, nabłyszcza nieco (kąpiel jest znacznie skuteczniejsza pod tym względem), trochę zapobiega elektryzowaniu włosów. Nic z tych rzeczy producent nie obiecuje i w sumie jak się dobrze zastanowić, to spray nie daje nic poza tym, co mogą zdziałać przeciętne odżywki ze spłukiwaniem lub bez. Plusem jest to, że nie obciąża nawet nałożony w sporej ilości, no i jest znacznie bardziej wydajny od kąpieli - psikam i psikam, a sprayu wcale nie ubywa. Buteleczka ma też świetny atomizer, który się nie zacina i idealnie rozpyla płyn (na pewno po opróżnieniu wykorzystam opakowanie do dozowania innych produktów).

Dla mnie spray jest zupełnie zbędny i chociaż nie kosztuje dużo, to nie widzę potrzeby kupowania go ponownie. 

sobota, 5 stycznia 2013

Odżywka Mango i kwiat tiare do włosów normalnych Garnier Naturalna Pielęgnacja

 
Z reguły produkty koncernu L'Oreal omijam szerokim łukiem. Nie mam zaufania do kosmetyków reklamowanych na wielką skalę i jestem wobec nich bardziej krytyczna. Z wyjątkiem jednej z ulubionych pomadek do ust - Glam Shine Cream od L'Oreala, jeszcze żaden produkt tej marki nie zagościł u mnie na stałe.

Kosmetyki do włosów Garnier Naturalna Pielęgnacja (znane wcześniej jako Ultra Doux) wydawały mi się jednak ciekawą propozycją. Mimo tego, że kiedyś obiecałam sobie, że już nigdy nie tknę nic od Garniera do włosów (szampon Fructis zafundował mi straszny łupież), postanowiłam wypróbować odżywkę do włosów normalnych. Kupiłam ją w promocji za ok. 6 złotych w drogerii Natura.

Opis ze strony Garniera:

Pragniesz odżywki, która sprawi, że Twoje włosy będą miękkie niczym satyna?

Odkryj odżywkę Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré, stworzoną, aby nadać Twoim włosom miękkość i blask.
Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré zawiera mango znane z właściwości uelastyczniających oraz kwiat tiaré, znanym ze względu na swój przyjemny zapach. Ma lekką konsystencję, która nie obciąża włosów. 

Twoje włosy odnajdują swoją elastyczność. Stają się błyszczące, miękkie w dotyku niczym satyna i łatwe w rozczesywaniu. Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem karité odżywia włosy i sprawia, że staką się łatwiejsze w rozczesywaniu. Świeży, egoztyczny zapach mango i kwiatu tiaré sprawia, że stosowanie odżywki staje się chwilą relaksu.
źródło: www.garnier.pl




Cena: 8 zł

Pojemność: 200 ml


Odżywka ma dość rzadką konsystencję (coś jak lekkie mleczko), ale nie przelewa się przez palce i nie spływa z włosów. Łatwo się ją rozprowadza. Szybko wnika we włosy (przez co można przesadzić z nakładaną ilością), jednak wbrew pozorom nie potrzeba jej dużo.

Najbardziej zauroczył mnie jej zapach ... Cudowny i rześki, jak owocowo-owocowy koktajl egzotyczny, ale z owoców, których zapach uwielbiam, czyli mango! Bardzo naturalny i tak soczysty, że chciałoby się jeść ten kosmetyk, a nie nakładać na włosy. Podczas użycia zapach wypełnia całą łazienkę. Szkoda tylko, że szybko ulatnia się z włosów.



Skład odżywki, jak na markę Garnier, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mamy tu sporo naturalnych olejów: począwszy od oleju palmowego, przez kokosowy, skończywszy na ekstraktach z mango i kwiatu tiare. Wkradł się co prawda silikon, których unikam w pielęgnacji, ale nie jest on na początku składu i nie należy do grupy ciężkich silikonów (amodimethicone usuwany jest już za pomocą delikatnego szamponu bez SLS np. Babydream).

Jakie są efekty stosowania? Odżywka spełnia wszystkie wymagania, których oczekuję od codziennej odżywki do włosów. Przede wszystkim wygładza i ułatwia rozczesywanie, a także pozostawia włosy lśniące, zadbane i dobrze nawilżone. Ani razu nie obciążyła i nie spowodowała nadmiernego przetłuszczania czy elektryzowania. Trzeba pamiętać, że jest to odżywka do włosów normalnych, więc nie naprawi zniszczonych czy farbowanych. Nie polecam jej komuś, kto chce zregenerować włosy, bo sądzę, że nie dałaby rady (nie odżywia jakoś spektakularnie).

Opakowanie w energetycznym, pomarańczowym kolorze, świetnie zaprojektowane graficznie (jak cała seria Naturalna Pielęgnacja). Klapka otwiera się swobodnie i jest naprawdę solidna. Wydobycie kosmetyku nie sprawia problemów dzięki temu, że odżywka stoi na zakrętce - dla mnie to duże ułatwienie i oszczędność czasu, bo włosy myję zawsze rano.

Jedyne do czego mogę się naprawdę przyczepić to wydajność, a raczej jej brak. Starczyła mi zaledwie na miesiąc czasu, chociaż nakładałam dość oszczędnie i nie używałam jej dzień w dzień. Nie jest jednak droga i na pewno jeszcze do niej wrócę, ale wcześniej na pewno wypróbuję inną odżywkę z Naturalnej Pielęgnacji - może awokado i masło karite?

czwartek, 1 listopada 2012

Seria Silicone Free Syoss - recenzje szamponu, odżywki i maski do włosów normalnych po zniszczone




Marka Syoss, od kiedy pojawiła się w sprzedaży, zawsze kojarzyła mi się z kosmetykami do pielęgnacji włosów pełnymi silikonów. Często przypatrywałam się składom i nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego dla siebie. Zaciekawiła mnie dopiero seria Silicone Free, a szczególnie szampon, o którym czytałam sporo pozytywnych opinii. Zbierałam się jakiś czas do zakupu, a wtedy pani Asia z firmy Henkel zaproponowała współpracę z moim blogiem i otrzymałam całą serię do testowania.


Najpierw opis producenta dotyczący całej serii Silicone Free:

Cienkie, delikatne i słabe włosy wymagają szczególnej opieki. Dlatego Syoss wprowadza nową linię – Syoss Silicone-Free, której formuła nie zawiera silikonów, parabenów i parafin. Teraz każdy może mieć lekkie, zdrowo wyglądające i lśniące włosy jak z salonu fryzjerskiego. A to wszystko w rozsądnej cenie.
Znalezienie produktu, który głęboko pielęgnuje włosy, ale nadmiernie ich nie obciąża – nie jest wcale łatwe. Formuła Syoss Silicone-Free, stworzona i testowana przez profesjonalnych fryzjerów i stylistów, zapewnia lekką pielęgnację cienkim i delikatnym włosom, jednocześnie otaczając je świeżym zapachem.

Szampon i odżywka odbudowują zniszczone włosy pozostawiając je wypielęgnowane, elastyczne, pełne objętości i lekkości. Dzięki temu problem przeciążonych nadmierną pielęgnacją włosów stanie się przeszłością.

źródło: www.henkel.pl


SZAMPON





Pojemność: 500 ml

Cena: 15 zł


Szampon ma lekko lejącą konsystencję, zupełnie przezroczysty kolor i bardzo energetyczny, mocno odświeżający zapach (coś jak pomieszanie ogórka, aloesu z jakimiś zielonymi nutami), który pozostaje na włosach jeszcze długo po użyciu. Pieni się intensywnie, jedna porcja szamponu starcza na dokładne umycie, dlatego jest naprawdę wydajny.

Oczyszcza rewelacyjnie! Rzadko spotyka się drogeryjne szampony, który tak dobrze usuwają zabrudzenia, łój i środki do stylizacji jak ten produkt Syoss. W zasadzie z testowanych do tej pory szamponów, ustępuje pod tym względem tylko mojej ulubionej, polskiej Barwie. Kiedy nie zastosujemy po nim odżywki nieco usztywnia i plącze włosy tak jak szampony o ziołowym, prostym składzie. Mam za to wrażenie, że trochę dodaje objętości. Nie wzmaga przetłuszczania, nie obciąża, ale też nie przedłuża znacznie świeżości włosów - muszę standardowo myć je codziennie.




Oczywiście głównym zadaniem szamponu jest mycie. Jeśli dobrze oczyszcza, nie powoduje łupieżu i nadmiernego wysuszenia, to jest dla mnie dobrym szamponem. Syoss w zupełności spełnia te wymagania. Nie regeneruje, nie nawilża, nie odbudowuje, bo najzwyczajniej nie jest od tego. Obietnicę producenta dotyczącą głębokiej regeneracji włosów trzeba potraktować z przymrużeniem oka.




Opakowanie estetyczne, przezroczyste i w miarę wygodne, chociaż ze względu na pojemność dosyć ciężkie. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby umieszczenie w nim dozownika. Klapka łatwo się otwiera także mokrymi rękami. Otwór jest dość duży, więc czasem można przesadzić z dozowaniem szamponu. Cena jak na taką pojemność korzystna, szczególnie w promocji, kiedy możemy nabyć szampon za ok. 10 zł.

Syoss to świetny szampon rodzinny. Jeśli każdemu z domowników odpowiada bezsilikonowa pielęgnacja, to na pewno przypadnie wszystkim do gustu. Odpowiedni dla młodszych i starszych, zarówno kobiet i mężczyzn ze względu na uniwersalny, odświeżający zapach.





ODŻYWKA






Pojemność: 500 ml

Cena: 15 zł


Odżywka ma dość rzadką konsystencję (choć nie spływa z włosów), biały kolor i identyczny zapach jak w przypadku szamponu, tyle że mniej intensywny. Znika z opakowania dość szybko, bo za każdym razem trzeba użyć sporą porcję, by pokryć całe włosy (mam je długie, więc w sumie nie ma się co dziwić).

Na początku stosowałam odżywkę tak jak każdą inną, czyli nakładałam na włosy, zakładałam ręcznik z mikrofibry, czekałam kilka minut i spłukiwałam. Wtedy odżywka Syoss mocno obciążała moje włosy, wieczorem bywały już nieco tłuste i pozbawione objętości. Któregoś dnia mnie olśniło i przeczytałam na etykiecie sposób użycia (hmm, bardzo to odkrywcze) i postanowiłam zastosować się do niego wbrew przyzwyczajeniom. Nakładałam więc odżywkę, wmasowywałam chwilę i od razu spłukiwałam. Efekty były o niebo lepsze, a włosy absolutnie nie były obciążone! Wniosek z tego taki, że czasem dobrze jest przeczytać uwagi producenta.




Odżywka łatwo się wypłukuje, znacznie ułatwia rozczesywanie włosów, ale najbardziej lubię ją za to, że dzięki niej fryzura znacznie lepiej się układa. Z czystym sumieniem polecam tę odżywkę wszystkim kręconowłosym! Moje loki po zastosowaniu są bardziej sprężyste, jakby "mięsiste" (brakuje mi odpowiednich określeń, ale myślę że wiecie o co chodzi), kręcą się bliżej nasady włosów niż po innych odżywkach. Doszło nawet do tego , że z czasem w trakcie używania odzywki odstawiłam piankę do loków, bo przestała być już potrzebna. Jedyne do czego mogę się przyczepić w kwestii działania to to, że włosy nie są po niej przyjemnie miękkie.





Nie zauważyłam jakiejś głębokiej regeneracji czy odbudowy włosów, to po prostu świetna, codzienna odżywka o doraźnym działaniu. Myślę, że będzie niewystarczającą pielęgnacją dla mocno zniszczonych włosów.

Opakowanie tak jak w przypadku szamponu mogłoby mieć pompkę, co ułatwiłoby korzystanie z kosmetyku. Butelka nie jest przezroczysta, ale pod światło widać ubytek. Cena niewygórowana biorąc pod uwagę pojemność i właściwości.





MASKA




Pojemność: 250 ml

Cena: 15 zł



Maska ma gęstszą konsystencję niż odżywka, ale dokładnie ten sam zapach i kolor. W przeciwieństwie do poprzednich produktów zamknięta jest w wygodnej tubie z precyzyjnym dozownikiem, dzięki czemu łatwiej jest ją wydobyć. Włosy bardzo absorbują maseczkę, wchłaniają jak gąbka wodę, przez co trudno jest wymierzyć odpowiednią ilość. Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotkałam się z takim "zachowaniem" maski do włosów.



Niestety jest to zdecydowanie najsłabszy produkt z całej serii, znacznie odbiegający od poziomu pozostałych. Nakładałam maseczkę zarówno według sposobu użycia producenta (2 minuty i płukanie), jak i zgodnie ze swoim przepisem na korzystanie z masek do włosów (na gorąco, pod czepek i ręcznik oraz minimum półgodzinne posiedzenie). No i lipa. Włosy były splątane, napuszone jak nigdy. O regeneracji, odbudowie, czy innych cudach nie było mowy. Działała jak słaba odżywka albo nawet gorzej. Zużyłam połowę opakowania i chyba nie dam rady więcej dawać jej szansy.




Podsumowując - gorąco polecam szampon i odżywkę, szczególnie w duecie, a maseczki radzę unikać.

Produkty otrzymałam do testów od firmy Henkel, nie wpływa to jednak na moją ocenę.


niedziela, 13 maja 2012

Seria jajeczna Joanny - recenzje odżywki i szamponu



Bardzo lubię produkty Joanny, a szczególnie te z serii Naturia oraz Z Apteczki Babuni. Dzisiaj przedstawię recenzje odżywki jajecznej i szamponu jajecznego przeznaczonych do włosów rozjaśnianych i farbowanych.


Najpierw kilka słów ze strony Joanny o odżywce:

Odżywka jajeczna z ekstraktem z żółtka i olejem rycynowym do włosów rozjaśnianych i farbowanych

Odżywka pielęgnująco - odżywcza zapewnia optymalną pielęgnację włosów farbowanych i rozjaśnianych. Dzięki zawartości składników naturalnych i pielęgnujących poprawia wygląd oraz kondycję włosów. W rezultacie otrzymasz:
 - włosy o zdrowym wyglądzie
 - lśniące i elastyczne
 - optymalnie wypielęgnowane



Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Ricinus Communis Seed Oil, Stearalkonium Chloride, Peg-20 Stearate, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Polyquaternium-28, Glycerin, Propylene Glycol, Triticum Vulgare Germ Extract, Amica Montana Flower Extract, Panax Ginseng Root Extract, Luteum Ovi Extract, Cinchona Succirubra Bark Extract, Pollen Extract, Urtica Dioica Leaf Extract, Capsium Frutestens Fruit Extract, Tocopherol, Trietholamine, Parfum, Benzyl Salicytate, Hexyl Cinnamal, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 16255

Cena: ok. 5 zł

Pojemność: 200 ml




Odżywkę jajeczną Joanny odkryłam w zeszłym roku. Powaliła mnie na kolana! Wcześniej nie kupiłam dwa razy tego samego produktu do pielęgnacji włosów, a teraz jestem już w trakcie używania trzeciego z kolei opakowania odżywki jajecznej.




Pachnie obłędnie koglem moglem - można się uzależnić od tego zapachu. Ma bardzo rzadką konsystencję, przelewającą się pomiędzy palcami. Jest lekka, nie obciąża włosów, nie wzmaga ich przetłuszczania. Dzięki odżywce włosy stają się miękkie, gładkie (w końcu się nie puszą), sypkie, lśniące jak tafla! Skutecznie wspomaga też rozczesywanie, układanie i dba o piękny skręt moich fal. Włosy nie są po niej ulizane, a nawet mają większą objętość.

Joanna ma świetny skład bez silikonów, a z mnóstwem naturalnych ekstraktów (olejek rycynowy, pokrzywa, żółtko, ekstrakt z pszenicy), genialnie odżywia i zmiękcza. Poprawia wizualnie stan nawet zniszczonych włosów. Oczywiście nie jest cudotwórcą i nie wskrzesi nagle zaniedbanych, nękanych zabiegami fryzjerskimi i farbowaniem, zaniedbanych kłaków. Takie nadają się tylko do obcięcia.

Wypróbowałam wiele odżywek i żadna nie może się jej równać. Mogłabym wymienić kilka masek, które także mnie zachwyciły (moją ulubioną maską Gloria Polleny Malwy albo regenerująca maska Wax L'Biotici), ale nie będzie wśród nich drugiej, codziennej odżywki.



Joanna ma tylko jedną wielką wadę - jest zaskakująco niewydajna, normalnie znika w oczach.  Przy pierwszym opakowaniu szpiegowałam nawet kto mi ją kradnie. Podejrzewam, że to wina rzadkiej konsystencji, no i pewnie tego, że nie żałuję jej sobie. Ale przy tym działaniu jestem w stanie to wybaczyć, tym bardziej że cena nie jest wysoka.

Ostatnio wymieniono opakowania na nowy design. Szkoda, bo wolałam te bardziej "retro" - pasowały mi estetycznie, no i były przezroczyste. Oba opakowania są jednak lekkie, wygodne i pozwalają wykorzystać produkt do samego końca.






Szampon jajeczny z ekstraktem z żółtka i olejem rycynowym do włosów rozjaśnianych i farbowanych

Szampon odżywczo - pielęgnujący dzięki zawartości składników naturalnych, korzystnie wpływa na strukturę włosów, poprawia ich wygląd i kondycję. W rezultacie otrzymasz:
- dokładnie i skutecznie oczyszczone włosy i skórę głowy
- włosy bardziej lśniące i gładkie
- aksamitnie miękkie i przyjemne w dotyku.




Cena: ok. 6 zł

Pojemność: 300 ml 

 

Zachwycona działaniem odżywki postanowiłam kupić szampon do kompletu.
Ma żółciutki kolor, lekko transparentny i perłowy - ciekawy i nietypowy jak na szampon. Zapach ma bardzo podobny do kogla mogla z odżywki, nieco mniej intensywny, ale za to utrzymujący się dłużej na włosach.



Dobrze spełnia swoją podstawową funkcję, czyli oczyszcza włosy z kurzu, brudu, tłuszczu, a także z produktów do stylizacji włosów - pianek, wosków, żeli itd. Nadaje się też do zmywania naturalnych olejów, choć częściej używam w tej roli dziecięcego Babydreamu. Idealnie się pieni, na jedno użycie wystarcza niewielka  ilość szamponu. Zwykle myję włosy dwukrotnie, ale przy tym szamponie już po jednym umyciu mam pewność, że są dobrze oczyszczone.

Ziołowe szampony mają to do siebie, że mocno plączą włosy. Ten o dziwo nie powoduje żadnego kołtunienia! Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Świetnie uzupełnia się z odżywką: nawilża włosy od nasady po końce, nabłyszcza i pomaga w łatwiejszym układaniu. Sprawdziłam też jego działanie odstawiając na kilka dni odżywkę i testując szampon solo. Dał radę i nie wysuszył włosów.


Nie obciąża, nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje łupieżu. Mam wrażenie, że nieco rozjaśnia włosy, ale mnie to akurat cieszy. Skład ma bogaty w naturalne ekstrakty, podobnie jak odżywka.

Tani i w przeciwieństwie do odżywki bardzo wydajny, a do tego jest go więcej w opakowaniu (300 ml) w porównaniu do innych szamponów.

wtorek, 6 grudnia 2011

Bananowy post

Dziś będzie bananowo. Na początek przepis na proste drobiowe curry z bananami i rodzynkami.
Składniki:
- ok. 0,5 kg piersi z kurczaka
- 3-4 dojrzałe banany w zależności od wielkości
- spora cebula
- garść rodzynek
- kieliszek wódki
- 1,5 szklanki bulionu
- 3 łyżeczki curry
- 0,5 łyżeczki słodkiej papryki
- sól, pieprz
- oliwa do smażenia

Potrzebne akcesoria:
duża patelnia lub rondel

Ilość porcji: 6
Koszt potrawy: ok. 18 zł
Cena za porcję: 3 zł
Trudność: Łatwe
Czas przygotowania: 15 min
Czas smażenia i duszenia: ok. 20 minut
Rodzynki namaczamy w wódce aż napęcznieją. Piersi i cebulę kroimy w kostkę.
Na dużej patelni lub w rondlu rozgrzewamy oliwę, dodajemy cebulę i kurczaka. Kiedy się podsmażą, dolewamy bulion i wrzucamy przyprawy. Dusimy przez kilkanaście minut. W tym czasie obieramy banany i kroimy w plastry grubości centymetra. Kiedy mięso jest już miękkie dodajemy rodzynki (razem z wódką) i banany. Chwilę podgotowujemy, aż banany zaczną się lekko rozpadać, a sos zgęstnieje.
Podajemy z ryżem (najbardziej smakuje mi biały zmieszany z brązowym w proporcji 2:1).
To świetne danie obiadowe dla wszystkich wielbicieli bananów i mięs z owocami. Mój mąż raczej nie przepada za takimi wynalazkami na obiad (mięso musi smakować jak mięso, a nie jak dżem), ale to danie wyjątkowo lubi. Przygotowywałam je na dwa przyjęcia: z rodziną i ze znajomymi. Wszyscy bez wyjątku chwalili i chociaż zrobiłam więcej na zapas, nie została ani jedna porcja.
Teraz kosmetycznie, czyli odżywka bananowa z The Body Shop. Najpierw kilka słów od producenta:
Lekka bananowa odżywka do włosów swoje właściwości odżywcze i intensywny zapach zawdzięcza ekwadorskim bananom, które stanowią główny jej składnik. Dzięki odżywce bananowej włosy są miękkie, lśniące i odżywione. Nowa seria Anita`s Favourites ma w swojej ofercie kultowe produkty firmy The Body Shop, stawia również mocno na ekologię. Bananowa odżywka do włosów została po raz pierwszy wypuszczona na rynek w roku 1988.
Źródło: www.wizaz.pl

Skład: Aqua, Musa Paradisica Fruit, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Lecithin, Propylene Glycol, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Ascorbic Acid, CI 15985, CI 19140.
Jeśli chodzi o sam skład to mamy w niej nawilżające emolienty, które zapobiegają utracie wody, antystatyk, wzmacniający pantenol, składniki odżywcze: banana (już na drugim miejscu w składzie) i lecytynę. (Pomoc: klik)
Opakowanie: 250 ml
Cena: 19 zł
Nie kupuję raczej drogich kosmetyków, zwykle wybieram tanie i sprawdzone polskie firmy. W TBSie byłam kilka razy, zawsze zachwycałam się wszystkim co na półkach i wychodziłam z pustymi rękami. To dla tego, że nie lubię przepłacać i jeśli wiem, że mogę kupić np. dobre masło do ciała w cenie 10 zł, to nie wydam na nie ponad 6 razy tyle tylko dlatego, że zachwyca mnie opakowanie i zapach. Jednak coś mnie do tego sklepu ciągle ciągnęło. Od kiedy pierwszy raz niuchnęłam zapach bananowej serii do włosów - przepadłam i musiałam skusić się na zakup. Wybór padł na odżywkę.
Przede wszystkim wspomniany zapach jest genialny, bardziej bananowy od samych bananów i według mnie jeszcze bardziej smakowity. Często wchodzę do łazienki, otwieram butelkę i pierwsze co robię to ją niucham. Konsystencja także wspaniała (jak zmiksowane banany a la gerberek dla maluchów), gęsta, niespływająca z włosów, o pięknym kolorze surowego żółtka. Wszystko to sprawia, że pod względem przyjemności używania nie ma sobie równych.
Nigdzie na opakowaniu nie ma informacji w jaki sposób jej używać (spłukiwać czy nie, ile trzymać na włosach itp.). Nakładałam ją na włosy po myciu, wmasowywałam chwilę i spłukiwałam. Czasami jeśli miałam więcej czasu rano, trzymałam ją parę chwil dłużej. W takim wydaniu niestety nie była idealna. Owszem odżywiała porządnie, bo włosy stały się dzięki niej zdrowsze i bardziej lśniące. Chroniła też końcówki. Jednak zdarzało jej się obciążać i o dziwo nie pomagała w rozczesywaniu, co zwykle potrafią nawet bardzo słabe odżywki. Z czasem odkryłam, że po dłuższym płukaniu nie było już takich efektów ubocznych.
Któregoś dnia skończyła się maska Wax L'Biotici i w jej zastępstwie użyłam odżywki TBSowej. W ciepłej kąpieli nałożyłam odżywkę, założyłam czepek i długo się namaczałam (uwielbiam od czasu do czasu wyleżeć się w wannie). Efekt mnie powalił - włosy stały się genialnie miękkie, pięknie układające i błyszczące. Polubiłam ją tak jak dwie moje inne topowe maski: wspomnianą Wax i Glorię Polleny-Malwy.
Zaskakująco wydajna, używam jej mniej więcej co drugi dzień (choć oszczędnie) od czterech miesięcy i dopiero dobijam do dna. Dawno nie miałam tak wydajnego produktu do włosów. Rekompensuje to wysoką cenę. Nie przeszkadza mi twarda butla (plus za recykling), dla mnie jest wygodna. Podoba mi się też design opakowania.
Żeby było już całkiem bananowo - piosenka na koniec. Chyba każdy wie już jaka.
Dla mnie maksymalnie energetyczna i pozytywna, zawsze jak widzę to nagranie z Opola to nogi mi się same podrywają i buzia śmieje. Niby o jakiś bananach, szumie morza, hamaku i śniadych pięknościach, ale w czasach komuny to musiało "dech zapierać".
Żałuję czasami, że nie jestem jakieś piętnaście lat starsza. Pewnie wtedy zamiast do Briana i reszty Backstreet Boys, wzdychałabym do tych białych garniturów i lakierków. Ach, cudowne lata 80.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...