Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dax Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dax Cosmetics. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2012

Solny peeling wyszczuplający z czarną porzeczką i kofeiną Perfecta Spa od Dax Cosmetix


Kosmetyk, o którym mowa dzisiaj, dostałam na zjeździe blogerek w czerwcu. To moje pierwsze opakowanie peelingu solnego, do tej pory miałam do czynienia głównie z cukrowymi czy z syntetycznymi drobinkami. Zanim przedstawię swoją opinię, kilka słów od producenta:

Solny peeling do ciała o właściwościach złuszczających i wygładzających zawiera naturalne kryształki soli i drobinki suszonej czarnej porzeczki, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Kofeina przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej i działa antycellulitowo. Olejek z zielonej kawy regeneruje,poprawia elastyczność i łagodzi podrażnienia skóry. Peeling regulując mikrokrążenie, ujędrnia i odmładza skórę, a energetyzujący zapach czarnej porzeczki i grapefruita relaksuje i poprawia nastrój na cały dzień.

Skład: Paraffinum Liquidum, Sodium Chloride, Silica, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Ribes Nigrum Fruit, Parfum, Coffea Arabica Seed Extract, Caffeine, Sodium Propylparaben, D-Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citral, CI 14720, Ci 42090.

Cena: ok. 20 zł

Pojemność: 225 ml

Ma dziwną konsystencję, zbija się w grudy soli, ciężko wydobywa się go ze słoika. Zapach mnie nie porwał, na początku był całkiem znośny, ale z czasem okazał się naprawdę męczący. To taka mieszanka intensywnych, chemicznych, cytrusowych nut a la grejpfrutowy płyn do zmywania naczyń i soli. Szkoda, bo buraczany kolor produktu sugeruje aromat czysto czarno-porzeczkowy, którego niestety nie uświadczymy.

Zdecydowanie nie jest to mocny zdzierak i fanki silnego złuszczania z pewnością nie będą nim zachwycone. Nakładany na suchą skórę rozprowadza się bardzo opornie, w dodatku częściowo się zsypuje. Drobinki soli są wtedy całkiem ostre i (przy niebywałej zręczności) można złuszczyć ciało w zadowalającym stopniu. Peeling nałożony na mokrą skórę rozprowadza się gładko, łatwo się ślizga (to taki parafinowy poślizg) i choć używa się go znacznie wygodniej i przyjemniej, to kryształki soli w kontakcie z wodą momentalnie się rozpuszczają. W efekcie peelingujemy się tylko nierozpuszczalnymi, czarnymi pesteczkami, których jest w produkcie mniej, a ich właściwości ścierające także pozostawiają wiele do życzenia (bardziej jest to masaż niż typowe złuszczanie). Peeling nakładany na mokro jest więc dużo mniej skuteczny.




Po kilkukrotnym użyciu peelingu na całe ciało stwierdziłam, że szkoda czasu na zabawę z tak słabym zdzierakiem, za to świetnie nadał się do złuszczania wrażliwych partii skóry jak dekolt i biust.

Obietnice wyszczuplenia w przypadku tego typu kosmetyku traktuję z przymrużeniem oka. Z peelingiem solnym Daxa nie możemy liczyć na dobre ścieranie, więc o wyszczuplaniu nie ma się już co rozwodzić i pastwić nad zapewnieniami producenta. Trzeba mu jednak przyznać, że nie pozostawia skóry wysuszonej, a lekko natłuszczoną. Jest to takie natłuszczenie jak po użyciu niewielkiej ilości oliwki dla dzieci na ciekłej parafinie np. Johnson&Johnson. Nie zmusza nas więc do używania balsamu czy masła do ciała.



Opakowanie estetyczne, od nowości zabezpieczone sreberkiem, można dzięki niemu zużyć kosmetyk do końca. Niestety używając pod prysznicem trzeba je co chwilę zakręcać. Do słoika bardzo łatwo dostaje się woda (jeśli nie ze strumienia to z naszych dłoni), przez co sól się rozpuszcza, a peeling miejscowo zmienia kolor na nieco jaśniejszy.

Produkt nie należy do tanich kosmetyków, można kupić znacznie tańsze a skuteczniejsze, chociażby antycellulitowy peeling Lirene.


sobota, 11 sierpnia 2012

Kokosowy olejek do opalania ze złocistym pyłem SPF 6 Dax Cosmetics






O olejku kokosowym Daxa czytałam mnóstwo pozytywnych opinii, więc skusiłam się na niego przed wyjazdem nad morze do Łeby. To moje pierwsze zetknięcie z formułą olejku jeśli chodzi o opalanie, do tej pory używałam wyłącznie balsamów i kremów.


Opis producenta:

Kokosowy olejek SPF 6 zapewnia bezpieczeństwo skórze o niskiej wrażliwości na promienie słoneczne lub mocno opalonej.
Skuteczną ochronę przed oparzeniami słonecznymi gwarantuje fotostabilny system filtrów ochronnych UVA / UVB Balance, zgodny ze standardami UE. Intensywną pielęgnację zapewnia olej kokosowy. Chroni skórę przed wysuszeniem, odpowiednio nawilża, uelastycznia i wygładza. Rozświetlenie opalenizny zapewniają złote drobinki, które nadają skórze dyskretny, złocisty blask.



 


Skład: Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Octocrylenre, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Coco Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, BHA, Parfum, Polyethylene Terephthalate, Aluminum, CI 15850, CI 19140.

Pojemność: 150 ml

Cena: ok. 18 zł




Dla mnie to kosmetyk denerwujący i zachwycający jednocześnie.

Dlaczego denerwujący?

Ano ze względu na konsystencję. Jak wskazuje nazwa produktu jest to olejek, dość tłusty. Psikając go na skórę i wcierając dłońmi pozostawia ciało delikatnie natłuszczone i nieco lepkie - da się przeżyć. Gorzej z dłońmi, bo leżąc na plaży nie ma jak się umyć i wytrzeć, a ręce kleją się do wszystkiego, po chwili są już całe w piasku, grrrr. Przy takim używaniu olejek jest bardzo wydajny, jednak chroni skórę w mniejszym stopniu.

Używałam go też psikając bezpośrednio ciało i nie wcierając. Aplikacja jest dość żmudna, ale dłonie pozostają suche, przez co zwiększa się komfort dłuższego przebywania na słońcu. Skóra chroniona jest dużo lepiej ze względu na grubszą, ochronną warstwę preparatu. Niestety, wyglądam i czuję się wtedy jak polana olejem słonecznikowym, cała świecąca, tłusta i lepka. Olejek ubywa też z opakowania w błyskawicznym tempie.

Idealnym rozwiązaniem wydaje się być naolejkowanie przed wyjściem na plażę, ale to także odpada przynajmniej w moim przypadku, gdyż ubrania kleją się do ciała i czuję się niekomfortowo.

Bez wątpienia olejek Daxa wyróżnia zapach - cudowny, przesmakowity aromat kokosowo-waniliowych ciasteczek, intensywny i długotrwały. Normalnie chciałoby się nim polewać gofry! Słodkość i intensywność zapachu przykuwa uwagę jednak nie przystojnych plażowiczów, a chmar owadów, głównie żądnych słodyczy os ...

Dlaczego zachwycający?

Przede wszystkim przez zawartość cudnie iskrzących drobinek, które wyglądają prześlicznie, szczególnie na opalonej skórze. Nie jest to tandetny, wielki brokat, a takie złociste, dyskretne ale zauważalne rozświetlenie, naprawdę bardzo mi się podoba. Jeśli chce się uzyskać efekt roziskrzonej skóry, ale faktor tego produktu jest dla nas za słaby, można używać też olejku na inny produkt do opalania np. balsam z wysokim filtrem.
 




Olejek jest odporny na wodę przez duże W. Chroni rewelacyjnie podczas kąpieli. Nie trzeba nawet powtarzać aplikacji preparatu po zamoczeniu w wodzie - sprawdziłam na własnej skórze. Wydaje mi się jednak, że po wytarciu ręcznikiem przyda się dodatkowa warstwa.


Mam skórę podatną na oparzenia słoneczne, powinnam smarować się filtrami o znacznie wyższym faktorze, jednak chęć opalenia się jest zazwyczaj większa niż zdrowy rozsądek. Olejek Daxa sprawdził się na mojej skórze znakomicie w największych w te wakacje upałach (trafiliśmy na najlepszą pogodę!). Miałam opaleniznę niemal od razu zbrązowiałą, choć zazwyczaj spalam się na czerwono a potem cierpię, kiedy złazi mi skóra. A tutaj rewelacja! Żadnych cierpień, łuszczenia i poparzeń. To chyba moje pierwsze opalanie bez Pantenolu od wielu lat.







Opakowanie estetyczne, wygodnie trzyma się je w dłoni. Aplikator świetny, nie zacina się, bez problemu przepsikują się przez niego iskrzące drobinki. Obawiałam się, że ze względu na tłustą formułę opakowanie będzie się oblepiać, otłuszczać, a naklejka odlepiać od butelki, jednak nic takiego się nie działo. Zresztą na zdjęciu można zobaczyć, że wygląda jak z półki sklepowej.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...