Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Ziołowe szampony: brzozowy Polleny-Malwy i tataro-chmielowy od Barwy
Szampony polskich firm, o prostym składzie i z ziołowymi ekstraktami należą do moich ulubionych - są tanie i skuteczne. Najczęściej sięgam po sprawdzoną Barwę (tym razem tataro-chmielową, którą mam po raz pierwszy), a ostatnio skusiłam się też na zakup Polleny Ewy w wersji brzozowej do włosów normalnych. Przez kilka tygodni używałam ich zamiennie, po kilka dni jednego, a potem drugiego szamponu.
Zacznę od recenzji produktu Barwy i oczywiście opisu producenta:
Krystalicznie czysty szampon, przeznaczony do włosów łamliwych i zniszczonych. Siła odżywczych składników chmielu odbudowuje zniszczone włosy i zapobiega ich łamaniu, zaś moc ekstraktu z tataraku wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu. Regularne stosowanie sprawia, że włosy stają się miękkie, błyszczące, idealnie gładkie i wzmocnione. Produkt nie testowany na zwierzętach.
źródło: www.barwa.com.pl
Pojemność: 250 ml
Cena: 4 zł
Ta wersja ma jaskrawy, marchewkowo-pomarańczowy i wpadający w bursztyn kolor. Pachnie dość intensywnie, ziołowo (jakie to odkrywcze) i przyjemnie, ale trudno mi sprecyzować dokładnie ten zapach. Wyczuwam w nim coś podobnego do aromatu piwnego, więc może są to rzeczone szyszki chmielu.
Szampon nawet jak na Barwę jest wyjątkowo rzadki, wręcz płynny niczym żelowa woda. Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Przyzwyczaiłam się już do konsystencji, jak i szerokiego otworu butelek, na które wszyscy narzekają. Po prostu bardzo lubię szampony Barwy i te niedogodności w żaden sposób nie ujmują dla mnie ich wartości.
Tataro-chmielowa wersja błyskawicznie i obficie się pieni, dzięki czemu bez problemu możemy umyć włosy tylko raz, nawet te długie. Oczyszcza genialnie każdy brud, łój, oleje - wszystko co tylko znajdzie się na włosach. Przy spłukiwaniu włosy aż skrzypią pod palcami! Uwielbiam to uczucie, kiedy używam szamponów Barwy.
Wersja tataro-chmielowa ma dodatkowo wzmacniać włosy i zapobiegać łamaniu. O ile o wypadaniu niewiele mogę powiedzieć, bo nie narzekam (tfu tfu) teraz na ten problem, to jeśli chodzi o uszkodzenia naprawdę widać różnicę! Pod koniec butelki włosy były wzmocnione, a przy czesaniu nie tak podatne na złamania jak wcześniej. Rzadko kiedy zdarza się, by szampon miał jakikolwiek wpływ na poprawę stanu włosów, a tym razem się o tym przekonałam.
Szampon nie powoduje problemów z rozczesywaniem, jednak wydaje mi się, że wynika to z bardzo dobrej kondycji moich włosów w ostatnim czasie. Przez zimę wzięłam się porządnie nie tylko za odżywkowanie, ale też maseczkowanie i olejowanie (wcześniej bywało z tym różnie). Niedawno byłam u fryzjerki podciąć końcówki - nie było akurat mojej i obcinała mnie inna pani z salonu. Stwierdziła, że jeszcze nigdy tak łatwo nie rozczesywała kręconych włosów i dopytywała co stosuję, że są tak zdrowe. Możliwe, że przy trochę zniszczonych kudełkach, będzie je kołtunił, tak jak to bywa przy ziołowych szamponach bez silikonów.
W moim odczuciu szampon nie ma wpływu na przetłuszczanie włosów. Na drugi dzień rano może nie są jeszcze nieświeże, ale wiem że będą takie za parę godzin, więc zmuszona jestem myć je codziennie.
Trochę mogę się przyczepić do tego, że nieco usztywnia włosy. Bez użycia odżywki nie są one tak miękkie, jakbym sobie tego życzyła. Dodatek odżywiającego produktu powoduje jednak, że lepiej się układają i sprawiają wrażenie lżejszych. Od szamponu powinnam wymagać dobrego mycia, a tu Barwa sprawdza się doskonale - od całej reszty jest arsenał odżywkowy, więc wspomnianego lekkiego usztywniania nie uznaję za wadę.
Butelka standardowa dla Barwy, niezmienna od lat, przezroczysta, o szerokim otworze, o którym wspominałam i niewygodnej nakrętce. Niby denerwująca, ale w sumie nie chciałabym żeby ją zmienili, bo wyróżnia się wśród innych, a przede wszystkim kojarzy mi się z dobrym produktem. Cena tak niska, że każdy może sobie pozwolić na eksperyment i wypróbować. Tych, którzy używają Barwy regularnie zapewne cieszy ona jeszcze bardziej.
Ostatnio zmieniono nazwę produktu z tataro-chmielowego, na tatarako-chmielowy (kolor etykiety także zmienł się z brązowego na zielony). Nie wiem, czy zmianie uległ także skład, ale mam nadzieję, że nic przy nim nie majstrowali, bo moim zdaniem nie potrzebuje ulepszania. Ta wersja ma tylko jedną, ale bardzo zasadniczą wadę - jest chyba najtrudniej dostępna ze wszystkich. Spotkałam ją tylko raz w sklepie zielarskim i oczywiście ostatnią sztukę. W marketach czy osiedlowych drogeriach widuję wiele wersji szamponów Barwy: pokrzywową, rumiankową, jabłkową, żurawinową, itd. a tej tataro-chmielowej po prostu nie ma nigdzie, przynajmniej w mojej okolicy.
Dla porównania recenzja szamponu brzozowego Polleny Malwy. Najpierw opis producenta:
Naturalny ekstrakt z liści brzozy wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom elastyczność, koi podrażnienia skóry. Sprawia, że włosy odzyskują zdrowy wygląd, są łatwe w rozczesywaniu, mają miły zapach.
źródło: opakowanie produktu
Pojemność: 300 ml
Cena: 4 zł
Szampon brzozowy Polleny Malwy także jest rzadki, choć nie tak płynny jak opisany wyżej szampon Barwy i bardziej żelowy. Ma transparentny, jasny i brązowawy odcień. Pachnie typowo jak szampon czy woda brzozowa.
Nie będę się o nim tak rozpisywać jak o poprzedniku, bo w zasadzie wiele cech mają wspólnych. Pollena Malwa także doskonale oczyszcza włosy z wszelkich nieczystości, ale nie pieni się już tak dobrze. W zasadzie to czasami miałam wrażenie, że prawie wcale się nie pieni. Często musiałam myć włosy dwa razy pod rząd, żeby mieć pewność, że są dobrze umyte, przez co szampon tracił na wydajności. Przy tej cenie nie ma to jednak większego znaczenia.
Czym wygrywa z Barwą? Na moich włosach sprawdził się lepiej pod względem odświeżenia i ograniczenia przetłuszczania (choć jest przeznaczony do włosów normalnych) - mogłam spokojnie myć nim włosy co drugi dzień. Zużycie szamponów było więc podobne - z Barwą myłam włosy codziennie jednokrotnie, a z Polleną Malwą dwukrotnie co drugi dzień.
Tataro-chmielowy szampon zapobiegał uszkodzeniu włosów, natomiast ten moim zdaniem miał większy wpływ na wzmocnienie cebulek. Trudno mi to dokładnie sprawdzić, przez to, że moje włosy są w dobrej formie, ale od zawsze służyło mi wszystko z dodatkiem ekstraktu z brzozy (szczególnie polecam wodę brzozową firmy Kulpol, o której pisałam na blogu tutaj: klik), także ten szampon.
Mimo krótkiego składu z SLSem na początku nie odczułam wysuszenia kosmków ani podrażnień skóry głowy, dla której mam wrażenie, jest wyjątkowo łagodny.
Butelka idealnie przezroczysta i wygodna, z miękkiego plastiku, z wąskim otworem dozującym i przyjemną, skromną estetyką. Szampon brzozowy jest świetnie dostępny - znajdziemy go w marketach, osiedlowych drogeriach, jak i w sieciówce Rossmann (często bywa tu w promocji nawet poniżej 3 złotych).
Obydwa szampony bardzo dobrze mi służyły i z pewnością będę do nich wracać. Są stuprocentowo skuteczne, tanie i polskie. Czego chcieć więcej?
Na wiosnę i lato wybiorę jednak pewnie coś innego np. z rumiankiem do włosów blond, żeby podkreślić ich kolor.
poniedziałek, 11 marca 2013
Marion Nature Therapy: kąpiel odbudowująca i spray regenerujący włosy z octem z malin
Odkąd w sprzedaży pojawiła się płukanka octowa z malin Yves Rocher, jest ona jednym z nieodłącznych elementów mojej włosowej pielęgnacji (pełną recenzję tej płukanki można przeczytać tutaj: klik). Używam jej bez przerwy. Nie wiem, ile opakowań przeszło do tej pory przez moje ręce, ale na pewno sporo. Polska marka Marion sprytnie wyczuła dobry interes i wprowadziła podobny produkt, czyli kąpiel odbudowującą z octem z malin, a wraz z nią dwa inne, octowe kosmetyki w serii Nature Therapy: spray regenerujący i maseczkę.
Tak o całej serii możemy przeczytać na stronie producenta:
Panujący obecnie trend powrotu do natury, zainspirował Laboratorium Marion Kosmetyki do stworzenia nowej serii do pielęgnacji włosów opartej na occie z malin, wzbogaconej dodatkowo owocowymi ekstraktami. Właściwości octu znane były od wieków, jednakże dopiero nowa biotechnologia potrafi w pełni wykorzystać jego dobroczynne działanie. Seria Nature therapy to wyjątkowa kombinacja natury i nowoczesnej technologii dla naturalnie zdrowych włosów, nie zawiera parabenów, SLES i SLS. Stworzona została do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie wymagających wzmocnienia, w celu przywrócenia im blasku, siły i elastyczności.
źródło: www.marionkosmetyki.pl
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na zakup. Ceny kosmetyków Marion są atrakcyjne, więc podczas allegrowych zakupów oprócz kąpieli kliknęłam też spray do kompletu.
Na pierwszy rzut opiszę jak sprawdziła się kąpiel odbudowująca. Zacznę od opisu producenta:
Kąpiel odbudowująca włosy. Zanieczyszczone powietrze, stres mogą powodować utratę koloru i matowienie Twoich włosów, dlatego Nature Therapy stworzona została, aby przywrócić włosom blask, siłę i elastyczność. Preparat o świeżym zapachu malin delikatnie oczyszcza, usuwa resztki szamponu z włosów oraz pomaga przywrócić naturalną kwasowość skóry głowy.
źródło: www.marionkosmetyki.pl
Pojemność: 130 ml
Cena: 7 zł
Moim zdaniem nazwa tego produktu jest myląca. "Kąpiel" kojarzy mi się raczej z błogim odmaczaniem swojego ciała niż pielęgnacją włosów, natomiast "odbudowująca" sugeruje, że jest to kosmetyk służący regeneracji zniszczonych kudłów, tymczasem jego działanie niewiele ma z tym wspólnego.
Kąpiel jest płynem o ślicznym, czerwonym zabarwieniu, jaskrawym jak sorbet truskawkowy. Pachnie delikatnie i przyjemnie, podobnie do malinowej oranżady w proszku. Używałam kąpieli według zaleceń producenta - po spłukaniu szamponu i odżywki, skrapiałam płynem włosy, lekko wcierałam i pozostawiałam na minutę lub dwie, a następnie ponownie płukałam wodą.
Kosmetyk oczyszcza włosy z pozostałości po szamponie i odżywce oraz widocznie nabłyszcza.
Działa dokładnie tak jak w opisie sugeruje producent i tak jak tego oczekiwałam. Nie jest to cudowna maska, olej, czy inny wymyślny produkt, który odmieni nagle zniszczone włosy w zdrowe. Trzeba pamiętać, że płukanka jest uzupełnieniem codziennej walki o piękną czuprynę, a nie podstawowym kosmetykiem, więc nie należy od niej wymagać zbyt dużo.
Na opakowaniu produktu znajduje się informacja, że wystarcza na 5 użyć na długich włosach. Gdyby tak było, to przy częstotliwości mojego mycia (raz na 1-2 dni) zużywałabym w miesiącu kilka opakowań. Staram się być jednak oszczędna w dozowaniu płukanki - wylewam niewielką ilość i wgniatam równomiernie we włosy. Dzięki temu nawet przy użyciu niewielkiej ilości działa tak jak powinna.
Butelka estetyczna, lekka, wygodna, jednak muszę ponarzekać na zbyt duży otwór w opakowaniu. Trudno jest przez to (szczególnie na początku stosowania) nie przesadzić z ilością.
Chciałabym na koniec porównać kąpiel Marion z używaną przeze mnie od dłuższego czasu płukanką octową z malin od Yves Rocher. Przede wszystkim mimo, że zapach kąpieli jest przyjemny, to nie umywa się do cudownego, uzależniającego, intensywnego aromatu płukanki Yves Rocher, który sprawia, że każde jej użycie jest zastrzykiem energii na nowy dzień. Pojemność produktu Yves Rocher jest większa o 20 ml, ale i cenę ma znacznie wyższą. Mimo tego, że kąpiele nie różnią się znacząco w działaniu (chociaż mam wrażenie, że po płukance Yves Rocher błyszczą mocniej i wyglądają nieco lepiej), to jednak przyjemność używania francuskiej jest na tyle większa, że jestem w stanie przeboleć jej cenę.
Na niekorzyść Marionu przemawia też obecność silikonu (pod koniec listy składników, ale i tak mnie to razi, bo od wielu miesięcy służy mi bezsilikonowa pielęgnacja) oraz to, że ocet jest tu znacznie dalej - po połowie składu. W produkcie Yves Rocher ocet jest na samym początku, a skład krótki, bo bez zbędnych wypełniaczy. Z tych powodów z pewnością pozostanę przy płukance Yves Rocher i do Marionu nie wrócę, jednak polecam wypróbować polski odpowiednik, bo także jest godny uwagi.
Teraz opis sprayu regenerującego:
Spray regenerujący włosy. Zanieczyszczone powietrze, stres mogą powodować utratę koloru i matowienie Twoich włosów, dlatego Nature Therapy stworzona została, aby przywrócić włosom blask, siłę i elastyczność. Spray o świeżym zapachu malin regeneruje włosy od wewnątrz i wygładza.
Pojemność: 120 ml
Cena: 7 zł
Spray jest kosmetykiem łudząco podobnym do opisywanej wyżej kąpieli. Ma taki sam, delikatny i malinowy zapach oraz kolor, ale zawarty jest w buteleczce z atomizerem.
Recenzja tego produktu będzie krótka, bo w zasadzie nie mam o nim za wiele do powiedzenia. Dla mnie to po prostu zapachowa mgiełka, która nieco wygładza włosy. Producent obiecuje regenerację od wewnątrz i wygładzenie. Z tym drugim się właśnie zgadzam, natomiast nie sądzę by spray przyczyniał się do poprawy stanu włosów. Moje są teraz w wyjątkowo dobrej formie za sprawą zaostrzonej i bardziej regularnej pielęgnacji (częstego olejowania, odżywiania i maseczkowania), więc ta mgiełka jest tylko dodatkiem i myślę, że cudów nie działa.
Nie pomaga szczególnie w rozczesywaniu, nabłyszcza nieco (kąpiel jest znacznie skuteczniejsza pod tym względem), trochę zapobiega elektryzowaniu włosów. Nic z tych rzeczy producent nie obiecuje i w sumie jak się dobrze zastanowić, to spray nie daje nic poza tym, co mogą zdziałać przeciętne odżywki ze spłukiwaniem lub bez. Plusem jest to, że nie obciąża nawet nałożony w sporej ilości, no i jest znacznie bardziej wydajny od kąpieli - psikam i psikam, a sprayu wcale nie ubywa. Buteleczka ma też świetny atomizer, który się nie zacina i idealnie rozpyla płyn (na pewno po opróżnieniu wykorzystam opakowanie do dozowania innych produktów).
Dla mnie spray jest zupełnie zbędny i chociaż nie kosztuje dużo, to nie widzę potrzeby kupowania go ponownie.
sobota, 5 stycznia 2013
Odżywka Mango i kwiat tiare do włosów normalnych Garnier Naturalna Pielęgnacja
Z reguły produkty koncernu L'Oreal omijam szerokim łukiem. Nie mam zaufania do kosmetyków reklamowanych na wielką skalę i jestem wobec nich bardziej krytyczna. Z wyjątkiem jednej z ulubionych pomadek do ust - Glam Shine Cream od L'Oreala, jeszcze żaden produkt tej marki nie zagościł u mnie na stałe.
Kosmetyki do włosów Garnier Naturalna Pielęgnacja (znane wcześniej jako Ultra Doux) wydawały mi się jednak ciekawą propozycją. Mimo tego, że kiedyś obiecałam sobie, że już nigdy nie tknę nic od Garniera do włosów (szampon Fructis zafundował mi straszny łupież), postanowiłam wypróbować odżywkę do włosów normalnych. Kupiłam ją w promocji za ok. 6 złotych w drogerii Natura.
Opis ze strony Garniera:
Pragniesz odżywki, która sprawi, że Twoje włosy będą miękkie niczym satyna?
Odkryj odżywkę Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré, stworzoną, aby nadać Twoim włosom miękkość i blask.
Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré zawiera mango znane z właściwości uelastyczniających oraz kwiat tiaré, znanym ze względu na swój przyjemny zapach. Ma lekką konsystencję, która nie obciąża włosów.
Odkryj odżywkę Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré, stworzoną, aby nadać Twoim włosom miękkość i blask.
Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem tiaré zawiera mango znane z właściwości uelastyczniających oraz kwiat tiaré, znanym ze względu na swój przyjemny zapach. Ma lekką konsystencję, która nie obciąża włosów.
Twoje włosy odnajdują swoją elastyczność. Stają się błyszczące, miękkie w dotyku niczym satyna i łatwe w rozczesywaniu. Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z mango i kwiatem karité odżywia włosy i sprawia, że staką się łatwiejsze w rozczesywaniu. Świeży, egoztyczny zapach mango i kwiatu tiaré sprawia, że stosowanie odżywki staje się chwilą relaksu.
źródło: www.garnier.pl
Cena: 8 zł
Pojemność: 200 ml
Odżywka ma dość rzadką konsystencję (coś jak lekkie mleczko), ale nie przelewa się przez palce i nie spływa z włosów. Łatwo się ją rozprowadza. Szybko wnika we włosy (przez co można przesadzić z nakładaną ilością), jednak wbrew pozorom nie potrzeba jej dużo.
Najbardziej zauroczył mnie jej zapach ... Cudowny i rześki, jak owocowo-owocowy koktajl egzotyczny, ale z owoców, których zapach uwielbiam, czyli mango! Bardzo naturalny i tak soczysty, że chciałoby się jeść ten kosmetyk, a nie nakładać na włosy. Podczas użycia zapach wypełnia całą łazienkę. Szkoda tylko, że szybko ulatnia się z włosów.
Skład odżywki, jak na markę Garnier, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mamy tu sporo naturalnych olejów: począwszy od oleju palmowego, przez kokosowy, skończywszy na ekstraktach z mango i kwiatu tiare. Wkradł się co prawda silikon, których unikam w pielęgnacji, ale nie jest on na początku składu i nie należy do grupy ciężkich silikonów (amodimethicone usuwany jest już za pomocą delikatnego szamponu bez SLS np. Babydream).
Jakie są efekty stosowania? Odżywka spełnia wszystkie wymagania, których oczekuję od codziennej odżywki do włosów. Przede wszystkim wygładza i ułatwia rozczesywanie, a także pozostawia włosy lśniące, zadbane i dobrze nawilżone. Ani razu nie obciążyła i nie spowodowała nadmiernego przetłuszczania czy elektryzowania. Trzeba pamiętać, że jest to odżywka do włosów normalnych, więc nie naprawi zniszczonych czy farbowanych. Nie polecam jej komuś, kto chce zregenerować włosy, bo sądzę, że nie dałaby rady (nie odżywia jakoś spektakularnie).
Opakowanie w energetycznym, pomarańczowym kolorze, świetnie zaprojektowane graficznie (jak cała seria Naturalna Pielęgnacja). Klapka otwiera się swobodnie i jest naprawdę solidna. Wydobycie kosmetyku nie sprawia problemów dzięki temu, że odżywka stoi na zakrętce - dla mnie to duże ułatwienie i oszczędność czasu, bo włosy myję zawsze rano.
Jedyne do czego mogę się naprawdę przyczepić to wydajność, a raczej jej brak. Starczyła mi zaledwie na miesiąc czasu, chociaż nakładałam dość oszczędnie i nie używałam jej dzień w dzień. Nie jest jednak droga i na pewno jeszcze do niej wrócę, ale wcześniej na pewno wypróbuję inną odżywkę z Naturalnej Pielęgnacji - może awokado i masło karite?
czwartek, 1 listopada 2012
Seria Silicone Free Syoss - recenzje szamponu, odżywki i maski do włosów normalnych po zniszczone
Marka Syoss, od kiedy pojawiła się w sprzedaży, zawsze kojarzyła mi się z kosmetykami do pielęgnacji włosów pełnymi silikonów. Często przypatrywałam się składom i nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego dla siebie. Zaciekawiła mnie dopiero seria Silicone Free, a szczególnie szampon, o którym czytałam sporo pozytywnych opinii. Zbierałam się jakiś czas do zakupu, a wtedy pani Asia z firmy Henkel zaproponowała współpracę z moim blogiem i otrzymałam całą serię do testowania.
Najpierw opis producenta dotyczący całej serii Silicone Free:
Znalezienie produktu, który głęboko pielęgnuje włosy, ale nadmiernie ich nie obciąża – nie jest wcale łatwe. Formuła Syoss Silicone-Free, stworzona i testowana przez profesjonalnych fryzjerów i stylistów, zapewnia lekką pielęgnację cienkim i delikatnym włosom, jednocześnie otaczając je świeżym zapachem.
Szampon i odżywka odbudowują zniszczone włosy pozostawiając je wypielęgnowane, elastyczne, pełne objętości i lekkości. Dzięki temu problem przeciążonych nadmierną pielęgnacją włosów stanie się przeszłością.
źródło: www.henkel.pl
SZAMPON
Pojemność: 500 ml
Cena: 15 zł
Szampon ma lekko lejącą konsystencję, zupełnie przezroczysty kolor i bardzo energetyczny, mocno odświeżający zapach (coś jak pomieszanie ogórka, aloesu z jakimiś zielonymi nutami), który pozostaje na włosach jeszcze długo po użyciu. Pieni się intensywnie, jedna porcja szamponu starcza na dokładne umycie, dlatego jest naprawdę wydajny.
Oczyszcza rewelacyjnie! Rzadko spotyka się drogeryjne szampony, który tak dobrze usuwają zabrudzenia, łój i środki do stylizacji jak ten produkt Syoss. W zasadzie z testowanych do tej pory szamponów, ustępuje pod tym względem tylko mojej ulubionej, polskiej Barwie. Kiedy nie zastosujemy po nim odżywki nieco usztywnia i plącze włosy tak jak szampony o ziołowym, prostym składzie. Mam za to wrażenie, że trochę dodaje objętości. Nie wzmaga przetłuszczania, nie obciąża, ale też nie przedłuża znacznie świeżości włosów - muszę standardowo myć je codziennie.
Oczywiście głównym zadaniem szamponu jest mycie. Jeśli dobrze oczyszcza, nie powoduje łupieżu i nadmiernego wysuszenia, to jest dla mnie dobrym szamponem. Syoss w zupełności spełnia te wymagania. Nie regeneruje, nie nawilża, nie odbudowuje, bo najzwyczajniej nie jest od tego. Obietnicę producenta dotyczącą głębokiej regeneracji włosów trzeba potraktować z przymrużeniem oka.
Opakowanie estetyczne, przezroczyste i w miarę wygodne, chociaż ze względu na pojemność dosyć ciężkie. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby umieszczenie w nim dozownika. Klapka łatwo się otwiera także mokrymi rękami. Otwór jest dość duży, więc czasem można przesadzić z dozowaniem szamponu. Cena jak na taką pojemność korzystna, szczególnie w promocji, kiedy możemy nabyć szampon za ok. 10 zł.
Syoss to świetny szampon rodzinny. Jeśli każdemu z domowników odpowiada bezsilikonowa pielęgnacja, to na pewno przypadnie wszystkim do gustu. Odpowiedni dla młodszych i starszych, zarówno kobiet i mężczyzn ze względu na uniwersalny, odświeżający zapach.
ODŻYWKA
Pojemność: 500 ml
Cena: 15 zł
Odżywka ma dość rzadką konsystencję (choć nie spływa z włosów), biały kolor i identyczny zapach jak w przypadku szamponu, tyle że mniej intensywny. Znika z opakowania dość szybko, bo za każdym razem trzeba użyć sporą porcję, by pokryć całe włosy (mam je długie, więc w sumie nie ma się co dziwić).
Na początku stosowałam odżywkę tak jak każdą inną, czyli nakładałam na włosy, zakładałam ręcznik z mikrofibry, czekałam kilka minut i spłukiwałam. Wtedy odżywka Syoss mocno obciążała moje włosy, wieczorem bywały już nieco tłuste i pozbawione objętości. Któregoś dnia mnie olśniło i przeczytałam na etykiecie sposób użycia (hmm, bardzo to odkrywcze) i postanowiłam zastosować się do niego wbrew przyzwyczajeniom. Nakładałam więc odżywkę, wmasowywałam chwilę i od razu spłukiwałam. Efekty były o niebo lepsze, a włosy absolutnie nie były obciążone! Wniosek z tego taki, że czasem dobrze jest przeczytać uwagi producenta.
Odżywka łatwo się wypłukuje, znacznie ułatwia rozczesywanie włosów, ale najbardziej lubię ją za to, że dzięki niej fryzura znacznie lepiej się układa. Z czystym sumieniem polecam tę odżywkę wszystkim kręconowłosym! Moje loki po zastosowaniu są bardziej sprężyste, jakby "mięsiste" (brakuje mi odpowiednich określeń, ale myślę że wiecie o co chodzi), kręcą się bliżej nasady włosów niż po innych odżywkach. Doszło nawet do tego , że z czasem w trakcie używania odzywki odstawiłam piankę do loków, bo przestała być już potrzebna. Jedyne do czego mogę się przyczepić w kwestii działania to to, że włosy nie są po niej przyjemnie miękkie.
Nie zauważyłam jakiejś głębokiej regeneracji czy odbudowy włosów, to po prostu świetna, codzienna odżywka o doraźnym działaniu. Myślę, że będzie niewystarczającą pielęgnacją dla mocno zniszczonych włosów.
Opakowanie tak jak w przypadku szamponu mogłoby mieć pompkę, co ułatwiłoby korzystanie z kosmetyku. Butelka nie jest przezroczysta, ale pod światło widać ubytek. Cena niewygórowana biorąc pod uwagę pojemność i właściwości.
MASKA
Pojemność: 250 ml
Cena: 15 zł
Maska ma gęstszą konsystencję niż odżywka, ale dokładnie ten sam zapach i kolor. W przeciwieństwie do poprzednich produktów zamknięta jest w wygodnej tubie z precyzyjnym dozownikiem, dzięki czemu łatwiej jest ją wydobyć. Włosy bardzo absorbują maseczkę, wchłaniają jak gąbka wodę, przez co trudno jest wymierzyć odpowiednią ilość. Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotkałam się z takim "zachowaniem" maski do włosów.
Niestety jest to zdecydowanie najsłabszy produkt z całej serii, znacznie odbiegający od poziomu pozostałych. Nakładałam maseczkę zarówno według sposobu użycia producenta (2 minuty i płukanie), jak i zgodnie ze swoim przepisem na korzystanie z masek do włosów (na gorąco, pod czepek i ręcznik oraz minimum półgodzinne posiedzenie). No i lipa. Włosy były splątane, napuszone jak nigdy. O regeneracji, odbudowie, czy innych cudach nie było mowy. Działała jak słaba odżywka albo nawet gorzej. Zużyłam połowę opakowania i chyba nie dam rady więcej dawać jej szansy.
Podsumowując - gorąco polecam szampon i odżywkę, szczególnie w duecie, a maseczki radzę unikać.
Produkty otrzymałam do testów od firmy Henkel, nie wpływa to jednak na moją ocenę.
środa, 26 września 2012
Szampon Timotei Wymarzona Objętość z serii Jericho Rose
Produkty Timotei zdarzyło się pewnie wypróbować każdej z nas. Kiedyś będąc mniej świadomym konsumentem całkiem je lubiłam, jednak w miarę upływu czasu i wzrostu zainteresowania rynkiem kosmetycznym porzuciłam tę markę na dobre.
Okazuje się, że firma wyszła naprzeciw oczekiwaniom klienta i wprowadziła dwie ciekawie serie produktów: Organic Delight, a następnie Jericho Rose. Pierwsza mnie zaciekawiła, choć mój zapał ostudziły dość wysokie ceny, jednak na Jericho Rose się skusiłam. Wybrałam szampon 'Wymarzona objętość', gdyż jako jedyny z dostępnych wtedy w sklepie nie zawierał silikonów, których unikam od dłuższego czasu. Poza 'Wymarzoną Objętością' znajdziemy też inne serie np. 'Moc i Blask', 'Intensywna odbudowa' itd. a w nich zarówno szampony, odżywki, jak i produkty typu 2 w 1.
Słowo o szamponie od producenta:
Szampon Timotei `Wymarzona objętość` wzbogacony naturalnym ekstraktem z różowych grejpfrutów, pozwala na uzyskanie zachwycającej objętości i witalnego wyglądu Twoich włosów, zapewniając im naturalnie zdrowy wygląd!
Nowa przyjazna środowisku butelka! To opakowanie może być w pełni recyklingowane i jest wykonane z 7% mniej plastiku w porównaniu do poprzedniej butelki szamponu Timotei.
O ile o Organic Delight było w sieci trochę informacji, to kiedy w czerwcu kupiłam szampon Jericho Rose 'Wymarzona Objętość' internet na temat tej serii świecił pustkami. Teraz kampania reklamowa rozkręciła się na dobre.
Szampon jest rzadki, ma konsystencję rozwodnionego kisielu oraz półprzezroczysty, różowy kolor. Spodziewałam się zapachu grejpfruta (choć sam owoc uwielbiam, to w kosmetykach go wręcz nie znoszę - zawsze jest chemiczny i odświeżaczowy), ale na szczęście pachnie kwiatowo i orzeźwiająco, kojarzy mi się z jakimś szamponem ze starej wersji Herbal Essences, kiedy były jeszcze w przezroczystych butlach. Podczas mycia zapach jest bardzo intensywny, wypełnia całą łazienkę.
Oczyszcza bez zarzutu, ale nie aż tak, by włosy skrzypiały pod palcami. Jest delikatny, wyjątkowo dobrze się pieni. Piany podczas mycia jest tak dużo, że nawet przy moich włosach sięgających do połowy pleców, wystarcza tylko jednokrotne umycie. Wydaje się, że szampon zyskuje przez to na wydajności. Niestety, ubywa z opakowania nawet w szybszym tempie niż inne szampony przez swoją konsystencję - lejącego żelu.
Nie przedłuża świeżości włosów, przetłuszczają się standardowo, czyli potrzebują codziennego mycia. Nie plącze włosów jak typowe, ziołowe szampony o prostym składzie. Nazwa 'Wymarzona Objętość' jest moim zdaniem nieuzasadniona, bo nie zauważyłam zmiany w tej kwestii. Co prawda na naturalną objętość swoich włosów nie mogę narzekać, ale przy tym szamponie nie zyskuję jej dodatkowo. Myślę, że osoby, którym zależy właśnie na takim działaniu szamponu, mogą się nieco rozczarować.
Opakowanie rewelacyjne! Bardzo przyjemny design, lekka i zgrabna butelka (mimo dużej pojemności) oraz wygodne zamknięcie-klapka. Cena ok. 10 zł za 400 ml jest bardzo korzystna. Przez niewydajność produktu zużyłam go jednak szybciej niż 400 ml przeciętnego szamponu.
Ogólnie szampon jest niezły, ale niczym szczególnym się nie wyróżnia. Po obiecującym składzie spodziewałam się chyba lepszego działania.
niedziela, 15 lipca 2012
Krem ochronny (nie tylko) do rąk Be Beauty z masłem Shea i olejem kokosowym
Niedawno recenzowałam masła do ciała z Biedronki z serii Be Beauty: ujędrniające Brazylia i odżywcze Afryka (poczytać można tutaj: KLIK). Zapowiedziałam wtedy recenzję kremu ochronnego do rąk - prawdziwej perełki kosmetycznej za grosze.
Najpierw opis ze strony Be Beauty:
Krem do codziennej pielęgnacji suchej skóry rąk. Intensywnie regeneruje, przynosząc ulgę szorstkim i spierzchniętym dłoniom. Jego formuła łączy działanie oleju kokosowego i masła Shea, zapewniając optymalny poziom nawilżenia, a także chroniąc przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Krem został wzbogacony o glicerynę, która nadaje skórze elastyczność, miękkość i jedwabistą gładkość. Subtelny zapach daje długotrwałe uczucie świeżości, a lekka konsystencja sprawia, że łatwo rozprowadza się na skórze.
Pojemność: 125 ml
Cena: 3,50 zł
źródło: www.bebeautycare.pl
Pierwszą tubkę tego kremu kupiłam ponad rok temu. Potrzebowałam na szybko jakiś nawilżacz do rąk, byłam akurat w Biedronce, więc spośród trzech propozycji Be Beauty wybrałam krem ochronny w jaskrawozielonym opakowaniu - jego skład wydał mi się najlepszy. Kończę zużywać właśnie trzecią z kolei tubkę kremu Be Beauty. W międzyczasie miałam kilka innych kremów do rąk, ale żaden nie spisywał się tak dobrze jak ten.
Bardzo denerwują mnie reklamy kosmetyków, które deklarują się jako naturalne albo że swoje działanie zawdzięczają naturalnym składnikom, a w rzeczywistości zawierają olej czy ekstrakt na końcu składu. Krem ochronny Be Beauty w INCI zaraz za wodą ma olej kokosowy (nawilża, odżywia, regeneruje, uelastycznia), a następnie masło Shea (nawilża, koi, wygładza, uzupełnia niedobory witamin, zapobiega zmarszczkom). W dalszej kolejności zawiera także emolienty.
Krem jest gęsty, ma biały kolor i delikatny zapach, trudny do określenia. Po prostu przyjemnie naperfumowany, znam go z jakiegoś innego kosmetyku, którego używałam dawno temu, ale nie mogę skojarzyć jakiego. Krem gładko się rozsmarowuje, szybko wchłania i pozostawia na skórze ochronny film. Nie jest to jednak nieprzyjemna, tłusta warstwa, która uniemożliwia funkcjonowanie, jak to bywa przy wielu preparatach do rąk.
Dłonie są dzięki niemu świetnie nawilżone i elastyczne. Przynosi ulgę skórze wysuszonej detergentami, czy zmianami temperatury. Nie mam zanadto wysuszonych dłoni czy problemów z pękającą skórą, nie wiem czy sprawdzi się wśród bardziej wymagających konsumentek, ale moim dłoniom wystarcza w stu procentach.
Skład kremu i kilka informacji w internecie zachęciło mnie do użycia kremu na ... włosy. Olej kokosowy jest przecież podstawowym olejem w pielęgnacji włosów zapewniającym ochronę, nawilżenie i odbudowę struktury włosów, podobnie jak masło Shea, które w szczególności chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych. Wielokrotnie nakładałam krem Be Beauty na końcówki - były świetnie zabezpieczone przed rozdwajaniem i odpowiednio nawilżone. Można więc schować w kąt wszystkie silikonowe jedwabie i wybrać się po krem do Biedronki, by zapewnić odpowiednią pielęgnację i ochronę końcówkom.
Opakowanie ma wygodne, klikowe zamknięcie. Tubka ma pojemność 125 ml, czyli więcej niż standardowe 100 ml dla kremu do rąk. Cena jak na taki skład jest bajeczna - 3 złote z groszami. Polecam!
piątek, 13 lipca 2012
Szampon Jabłko Antonówka Barwy
Przez moje półki łazienkowe przewinęły się już dziesiątki szamponów. Jedną z szamponowych marek, do której co jakiś czas powracam jest Barwa, istniejąca na polskim rynku już przeszło sześćdziesiąt lat. Dzisiaj zrecenzuję szampon do włosów normalnych Jabłko Antonówka, pochodzący z linii produktów zawierających ekstrakty owocowe - Barwa Naturalna.
Najpierw opis szamponu ze strony producenta:
Krystalicznie czysty szampon z naturalnym ekstraktem z jabłka oraz kompleksem witamin przeznaczony do mycia włosów normalnych. Regularne stosowanie poprawia kondycję włosów, wzmacnia je, nadaje im miękkość oraz ułatwia rozczesywanie.
Skład: Aqua, Sodium Laureth-2 Sulfate, Lauramidopropyl Betaine, Cocamide DEA, PEG-75 Lanolin, Sodium Chloride, Cocamidopropylamine Oxide, Propylene Glycol, Pyrus Malus Fruit Extract, Polysorbate 20, Panthenol, Linoleic Acid, Linolenic Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Bioflavonoids, Biotin, Pyridoxine HCL, Citric Acid, Parfum, Methylchloroidothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI15985
Pojemność: 250 ml
Cena: 3 zł
źródło: www.barwa.com.pl
Od szamponu nie wymagam wiele. Wystarczy, że oczyszcza włosy i jest przyjemny w stosowaniu. Do pielęgnacji mam cały arsenał produktów włosowych: odżywki do spłukiwania i bez spłukiwania, maski regenerujące, spraye ochronne, oleje naturalne i mieszanki olejów.
Żaden z szamponów Barwy jeszcze mnie nie zawiódł, a wypróbowałam już kilka z serii Barwa Naturalna oraz Barwa Ziołowa. Robią dokładnie to, co do nich należy.
Jabłko Antonówka jest przeznaczony do codziennego mycia włosów normalnych. Pachnie ślicznie - dokładnie tak jak znany wszystkim zapach "zielonego jabłuszka", soczysty i w żadnym wypadku nie chemiczny. Szampon jest dość lejący, ale nie potrzeba go dużo na jedno użycie. Pieni się bardzo mocno.
Przede wszystkim genialnie oczyszcza włosy: począwszy od kurzu i brudu, poprzez łój do pozostałości produktów do stylizacji z silikonami. Uwielbiam to charakterystyczne skrzypienie włosów pod palcami przy zmywaniu szamponu! Tak naprawdę tylko używając szamponów Barwy mam pewność, że włosy zostały idealnie doczyszczone, nawet jeśli obciążone były masą odżywek i środków kondycjonujących. Błyskawicznie i skutecznie domywa także naturalne oleje, chociaż po olejowaniu częściej myję włosy Babydreamem.
Jak każdy szampon o prostym składzie mocno plącze włosy i trochę usztywnia. Wystarczy jednak zastosować dowolną odżywkę i kłopot znika. Antonówka nie wzmaga przetłuszczania, nie odświeża też włosów na dłużej. Nie ma jej co winić, bo jest to szampon do włosów normalnych, nie przetłuszczających. Włosy po myciu Antonówką mniej się elektryzują, są sypkie i błyszczące. Nie jest to jednak produkt, który włosy pielęgnuje, ale taki, który przygotowuje je do pielęgnacji. Nie wymagajmy więc od niego za dużo.
Opakowanie serii jest nieco niedzisiejsze, trochę przypomina mi szamponowe butle z lat 90. Odkręcany, duży korek i spory otwór w butelce raczej nie są wygodne w użyciu. Ja się przyzwyczaiłam i zupełnie mi to nie przeszkadza, jednak na początku wylewanie zbyt dużej ilości szamponu może irytować.
Na koniec to, co w Barwie lubię najbardziej, czyli cena. Za 250 ml szamponu bardzo dobrej jakości zapłacimy w markecie (np. w Auchan czy Tesco) całe ... 3 złote. Bardzo polecam, nie tylko Antonówkę, ale i pozostałe propozycje od Barwy.
niedziela, 13 maja 2012
Seria jajeczna Joanny - recenzje odżywki i szamponu
Bardzo lubię produkty Joanny, a szczególnie te z serii Naturia oraz Z Apteczki Babuni. Dzisiaj przedstawię recenzje odżywki jajecznej i szamponu jajecznego przeznaczonych do włosów rozjaśnianych i farbowanych.
Najpierw kilka słów ze strony Joanny o odżywce:
Odżywka jajeczna z ekstraktem z żółtka i olejem rycynowym do włosów rozjaśnianych i farbowanych
Odżywka pielęgnująco - odżywcza zapewnia optymalną pielęgnację włosów farbowanych i rozjaśnianych. Dzięki zawartości składników naturalnych i pielęgnujących poprawia wygląd oraz kondycję włosów. W rezultacie otrzymasz:
- włosy o zdrowym wyglądzie
- lśniące i elastyczne
- optymalnie wypielęgnowane
Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Ricinus Communis Seed Oil, Stearalkonium Chloride, Peg-20 Stearate, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Polyquaternium-28, Glycerin, Propylene Glycol, Triticum Vulgare Germ Extract, Amica Montana Flower Extract, Panax Ginseng Root Extract, Luteum Ovi Extract, Cinchona Succirubra Bark Extract, Pollen Extract, Urtica Dioica Leaf Extract, Capsium Frutestens Fruit Extract, Tocopherol, Trietholamine, Parfum, Benzyl Salicytate, Hexyl Cinnamal, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 16255
Cena: ok. 5 zł
Pojemność: 200 ml
Odżywkę jajeczną Joanny odkryłam w zeszłym roku. Powaliła mnie na kolana! Wcześniej nie kupiłam dwa razy tego samego produktu do pielęgnacji włosów, a teraz jestem już w trakcie używania trzeciego z kolei opakowania odżywki jajecznej.
Pachnie obłędnie koglem moglem - można się uzależnić od tego zapachu. Ma bardzo rzadką konsystencję, przelewającą się pomiędzy palcami. Jest lekka, nie obciąża włosów, nie wzmaga ich przetłuszczania. Dzięki odżywce włosy stają się miękkie, gładkie (w końcu się nie puszą), sypkie, lśniące jak tafla! Skutecznie wspomaga też rozczesywanie, układanie i dba o piękny skręt moich fal. Włosy nie są po niej ulizane, a nawet mają większą objętość.
Joanna ma świetny skład bez silikonów, a z mnóstwem naturalnych ekstraktów (olejek rycynowy, pokrzywa, żółtko, ekstrakt z pszenicy), genialnie odżywia i zmiękcza. Poprawia wizualnie stan nawet zniszczonych włosów. Oczywiście nie jest cudotwórcą i nie wskrzesi nagle zaniedbanych, nękanych zabiegami fryzjerskimi i farbowaniem, zaniedbanych kłaków. Takie nadają się tylko do obcięcia.
Wypróbowałam wiele odżywek i żadna nie może się jej równać. Mogłabym wymienić kilka masek, które także mnie zachwyciły (moją ulubioną maską Gloria Polleny Malwy albo regenerująca maska Wax L'Biotici), ale nie będzie wśród nich drugiej, codziennej odżywki.
Joanna ma tylko jedną wielką wadę - jest zaskakująco niewydajna, normalnie znika w oczach. Przy pierwszym opakowaniu szpiegowałam nawet kto mi ją kradnie. Podejrzewam, że to wina rzadkiej konsystencji, no i pewnie tego, że nie żałuję jej sobie. Ale przy tym działaniu jestem w stanie to wybaczyć, tym bardziej że cena nie jest wysoka.
Ostatnio wymieniono opakowania na nowy design. Szkoda, bo wolałam te bardziej "retro" - pasowały mi estetycznie, no i były przezroczyste. Oba opakowania są jednak lekkie, wygodne i pozwalają wykorzystać produkt do samego końca.
Szampon jajeczny z ekstraktem z żółtka i olejem rycynowym do włosów rozjaśnianych i farbowanych
Szampon odżywczo - pielęgnujący dzięki zawartości składników naturalnych, korzystnie wpływa na strukturę włosów, poprawia ich wygląd i kondycję. W rezultacie otrzymasz:
- dokładnie i skutecznie oczyszczone włosy i skórę głowy
- włosy bardziej lśniące i gładkie
- aksamitnie miękkie i przyjemne w dotyku.
Cena: ok. 6 zł
Pojemność: 300 ml
Zachwycona działaniem odżywki postanowiłam kupić szampon do kompletu.
Ma żółciutki kolor, lekko transparentny i perłowy - ciekawy i nietypowy jak na szampon. Zapach ma bardzo podobny do kogla mogla z odżywki, nieco mniej intensywny, ale za to utrzymujący się dłużej na włosach.
Dobrze spełnia swoją podstawową funkcję, czyli oczyszcza włosy z kurzu, brudu, tłuszczu, a także z produktów do stylizacji włosów - pianek, wosków, żeli itd. Nadaje się też do zmywania naturalnych olejów, choć częściej używam w tej roli dziecięcego Babydreamu. Idealnie się pieni, na jedno użycie wystarcza niewielka ilość szamponu. Zwykle myję włosy dwukrotnie, ale przy tym szamponie już po jednym umyciu mam pewność, że są dobrze oczyszczone.
Ziołowe szampony mają to do siebie, że mocno plączą włosy. Ten o dziwo nie powoduje żadnego kołtunienia! Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Świetnie uzupełnia się z odżywką: nawilża włosy od nasady po końce, nabłyszcza i pomaga w łatwiejszym układaniu. Sprawdziłam też jego działanie odstawiając na kilka dni odżywkę i testując szampon solo. Dał radę i nie wysuszył włosów.
Nie obciąża, nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje łupieżu. Mam wrażenie, że nieco rozjaśnia włosy, ale mnie to akurat cieszy. Skład ma bogaty w naturalne ekstrakty, podobnie jak odżywka.
Tani i w przeciwieństwie do odżywki bardzo wydajny, a do tego jest go więcej w opakowaniu (300 ml) w porównaniu do innych szamponów.
czwartek, 29 marca 2012
Mgiełka wzmacniająca do włosów z serii Radical Farmony
Specjalnie opracowana receptura chroni przed szkodliwym działaniem środowiska zewnętrznego oraz doskonale wzmacnia i odżywia włosy, przywracając im jedwabistość i połysk.
Naturalny ekstrakt ze świeżego ziela skrzypu polnego, źródło rozpuszczalnej krzemionki oraz cennych witamin i minerałów, poprawia dotlenienie komórek oraz wyraźnie wzmacnia włosy, zapobiegając ich wypadaniu. Prowitamina B5 dzięki małej cząsteczce odżywia cebulki, a dodatkowo wnikając w osłonkę włosa doskonale nawilża i regeneruje, poprawiając kondycję włosów. Proteiny jedwabne łączą się z keratyną i tworzą rodzaj "plomby" na uszkodzonych miejscach, dzięki czemu wyrównują strukturę włosów oraz chronią przed dalszymi uszkodzeniami i wysychaniem. Dodatkowo, wyciąg z zielonej herbaty, bogaty w antyoksydanty i mikroelementy, doskonale odżywia skórę głowy i mieszki włosowe oraz chroni przed szkodliwym działaniem promieniowania UV i zanieczyszczonego środowiska.
Dzięki regularnemu stosowaniu włosy stają się wyraźnie grubsze i mocniejsze, jedwabiście gładkie i lśniące oraz podatne na rozczesywanie i układanie.
Skład: Aqua, Alcohol Denat., Cetrimonium Chloride, Equisetum Arvense Extract, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Laureth-10, Polyquaternium 20, PEG - 25 Paba, Panthenol, Cameliaa Sinensis, Parfum, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Citronello, Linalool.
źródło opisu: www.wizaz.pl
Cena: 7 zł
Pojemność: 200 ml
Jestem winna mgiełce małe przeprosiny. Używałam wtedy szamponów i odżywek z silikonami oraz dużych ilości środków do do stylizacji. Teraz wiem, że mgiełka nie miała prawa zadziałać, bo włosy były przytłoczone nadmierną ilością kosmetyków z silikonami, które tylko oblepiały strukturę włosa i nie dopuszczały do wnętrza włosa składników preparatu.
Obecnie używam już szamponów i odżywek bez silikonów, po piankę sięgam sporadycznie. Stosuję mgiełkę 3 miesiące i mam o niej zupełnie inne zdanie niż kilka lat temu.
Jest bardzo wydajna - psikam i psikam, a ona skończyć się nie może. Myję włosy codziennie lub co drugi dzień i zawsze spsikuję je po delikatnym wysuszeniu ręcznikiem. Zazwyczaj psikam też preparat do rozczesywania włosów, bo niestety mgiełka w tym nie pomaga.
Ma zapach mocno ziołowy, taki "skrzypowo-alkoholowy", wyczuwalny tylko przy rozpylaniu (nie utrzymuje się na włosach, przynajmniej moich). Wcześniej miałam odżywkę do skóry głowy Radical i pachniała dokładnie tak samo, więc to pewnie zapach całej serii.
Efekty tym razem mnie zadowoliły. Mgiełka wzmocniła włosy, wypada ich znacznie mniej. Nie jest to jednak moim zdaniem produkt rewolucyjny. Używając tylko tej mgiełki raczej nie pozbędziemy się problemu wypadających włosów. Trzeba też zadbać o prawidłową dietę, unikać stresu (co zwykle nie jest łatwe lub niemożliwe), zastosować wcierkę do skóry głowy. U mnie na wypadanie najlepiej sprawdza się woda brzozowa firmy Kulpol, o której Wam już pisałam, ale mgiełka Radical świetnie się z nią uzupełnia.
Mgiełka nie obciąża w żaden sposób włosów, nie wzmagała przetłuszczania. Nigdy nie udało mi się z nią przesadzić, chociaż czasami rozpylałam jej naprawdę dużo. Mam wrażenie, że niestety nieco wysusza włosy, ale przy całej artylerii środków nawilżająco-pielęgnująco-zmiękczających jakie mam i stosuję, nie przeszkadza mi to tak bardzo.
Opakowanie produktu jest przezroczyste, dokładnie widać ile płynu pozostało. Dozownik tym razem trafił się lepszy, nie zacina się, ale też nie rozpyla mgiełki idealnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









