Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dermokosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dermokosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Acnefan - mój superinteligentny pogromca pryszczy



Jako, że zmagam się z problemową cerą już od końca podstawówki, przetestowałam przez ten czas niezliczone ilości preparatów punktowych i kremów na trądzik. Zwykle rozstawałam się z nimi po pierwszym zakupie, często nawet nie zużywając całego opakowania. Większość była nieskuteczna lub działająca na tyle słabo, że nie spełniała moich oczekiwań. Bywały też i takie preparaty, które wyrządziły więcej szkody niż pożytku.

Jednym z niewielu produktów przeciwtrądzikowych, które zagościły u mnie na dłużej jest krem do cery trądzikowej Acnefan firmy Asa, który służy do stosowania miejscowego. Zanim opiszę moje doświadczenia z tym preparatem, słowo od producenta:

Krem do pielęgnacji cery trądzikowej. Preparat o podwójnym działaniu: wysuszającym i ściągającym. Zmniejsza skłonność do powstawania ropnych wykwitów i grudek. Ma właściwości wysuszające i ściągające.
Wskazania:
• do pielęgnacji skóry ze skłonnością lub objawami trądziku,
• zmniejsza skłonność do powstawania ropnych wykwitów,
• likwiduje grudki, delikatnie wysusza wykwity zapobiegając zmianom ropnym,
• zmniejsza zaczerwienienie skóry w miejscu wykwitów.


źródło: www.asa.eu 





Cena: 14 zł

Pojemność: 25 ml



Nie jest to produkt o żelowej, wchłanialnej konsystencji, który możemy użyć rano i ukryć pod makijażem. Nadaje się tylko do stosowania na noc, ewentualnie w ciągu dnia, pod warunkiem, że mamy uodpornionych na widok naszej buzi w białych plackach domowników i nie spodziewamy się gości.

Acnefan ma biały kolor, jest dość rzadki, przez co łatwo przesadzić z ilością dozowanego kremu, szczególnie na początku używania. Przed wyciskaniem trzeba koniecznie wstrząsnąć tubką, bo lubi się rozwarstwiać i wypluwać ze środka najpierw wodę. Po aplikacji przez dłuższy czas krem pozostaje "mokry" i łatwo go rozmazać, później zasycha tworząc skorupkę (jego zachowanie można porównać do zasychającej pasty do zębów). Pachnie specyficznie, ziołowo-kamforowo, podobnie do olejku herbacianego, tak powiedzmy ... aptecznie.




Nie jest to więc krem marzeń, jeśli chodzi o wygodę i przyjemność stosowania, natomiast jeśli chodzi o działanie - dla mnie nie ma sobie równych.

Podejrzewam, że w kremie jest jakaś inteligentna formuła, która rozpoznaje z jakim pryszczem ma do czynienia i odpowiednio działa (używam sformułowania "inteligentna formuła" zupełnie świadomie, choć zdaję sobie sprawę, że jest na poziomie tekstu reklamowego odżywki Pantene, która "scala rozdwojone końcówki"). Po zastosowaniu Acnefana wykwity ropne powiększają się, ściągają i wyłażą na wierzch, gojące pryszcze przysuszają się i znikają, świeże przebarwienia potrądzikowe rozjaśniają się i kolorytem zrównują ze skórą dookoła, a podskórne gule wyraźnie się zmniejszają (te naprawdę oporne wymagają jednak 2-3 aplikacji do całkowitego zniknięcia). Jednym słowem - to prawdziwy czarodziej.

Z naturalnych składników mamy tu rumianek, nagietek i olejek z drzewa herbacianego. Ten ostatni szczególnie dobrze wpływa na moje zmiany pryszczowe - stosuję czasami solo olejek z drzewa herbacianego The Body Shop albo jego tańszy zamiennik.




Wcześniej kupowałam Acnefan w innym opakowaniu, te nowe podoba mi się znacznie bardziej. Jest nie tylko przyjemniejsze graficznie, ale i bardziej solidne, szersze i wykonane z grubszego plastiku. Przy poprzednim opakowaniu zdarzyło mi się, że złamał się dozownik u nasady, a normą było już pękanie w poprzek tubki. Musiałam przeciskać preparat do słoiczka albo kleić taśmami. Nowe mam od ponad miesiąca i nie wygląda na to, by miało się jakoś zniszczyć.




Cena jak na taką pojemność jest bardzo korzystna. Preparaty punktowe mają zazwyczaj po 15 ml, a Acnefan aż 25 ml. Kiedyś miałam znacznie więcej problemów z trądzikiem i zużywałam opakowanie w dwa miesiące, teraz starcza mi nawet na ponad pół roku. Nie kupimy go w drogeriach, ale jest dostępny w większości aptek.

Przy Acnefanie można oczywiście ponarzekać na utrudnioną aplikację i wygląd jak podczas ospy, ale to wszystko przestaje mieć znaczenie, gdy pryszcze znikają podczas jednej nocy! Polecam go serdecznie zarówno tym, którzy zmagają się z zaawansowanym trądzikiem (choć wiadomo, że sam preparat punktowy nie wystarczy i tu zapraszam do lektury posta o kremach Niszcz Pryszcz), jak i tych o nieskazitelnej cerze, którym co jakiś czas wyskoczy coś nieproszonego.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Koszmarki minionego czerwca - Lactacyd i płyn dwufazowy Nivea




W czerwcu przyszło mi używać dwóch wyjątkowo nieudanych kosmetyków, o których dziś napiszę parę słów. Na pierwszy ogień - emulsja do codziennej higieny intymnej Lactacyd.

Zapewnienia producenta:

Naturalna ochrona przed podrażnieniami okolic intymnych. Ze względu na zawartość naturalnego kwasu mlekowego, wspomaga naturalne mechanizmy obronne ciała przed zewnętrznymi podrażnieniami okolic intymnych dlatego szczególnie polecana do codziennej pielęgnacji okolic intymnych. Myje i odświeża oraz sprawia, że czujesz się komfortowo. Dostępna również w wariancie z pompką. Nie zawiera mydła. Zawiera kwas mlekowy.



Skład: Aqua, Magnesium laureth sulfate, Disodium laureth sulfosuccinate, Cocamidopropyl Betaine, Głyceryl Laurate, Głycol Distearate, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide Mea, Laureth-10, Methyl Isothiazolinone, Methyl Chloro-lsothiazolinone, PEG-7 Głyceryl cocoate, Lactose, Milk Protein, PEG-55 Propylene Głycol Oleate, Propylene Głycol, Phenoxyethanol, Parfume, 5-Bromo-5-Nitro-1, 3-Dioxane, Propylene Głycol, Lactic Acid, Sodium Chloride.

źródło: www.lactacyd.pl


Cena: ok. 12 zł

Pojemność: 200 ml



Generalnie, kiedy mogę kupić polski kosmetyk - kupuję polski. Tak też jest z kosmetykami do higieny intymnej. Do tej pory używałam zamiennie płynów Mincera i Ziai (na blogu pisałam recenzję płynu Ziaja Med: KLIK), z których byłam bardzo zadowolona.

Kiedy czytam o różnych płynach do higieny intymnej na blogach czy forach, w kółko w komentarzach czy dyskusji pojawiają się stwierdzenia "ja używam Lactacyd", "polecam Lactacyd" itd. W radiu, telewizji też tylko Lactacyd i Lactacyd. Pomyślałam - coś w tym Lactacydzie musi być, skoro wszyscy kupują i polecają.

Przebolałam więc wyższą cenę oraz (co przyszło mi z większym trudem) producenta (Glaxo Smith Kline - brytyjski koncern farmaceutyczny, który wykupił akcje Polfy S.A - polskiego producenta leków, w dodatku testujący swoje produkty na zwierzętach) i kupiłam emulsję Lactacyd. Wszystko po to, by przekonać, się czy rzeczywiście jest taka dobra. Spodziewałam się porządnego produktu, jednak bez większych fajerwerków. Niestety, rzeczywistość okazała się być bardziej brutalna.

Emulsja ma kolor perłowy, jest lekko żółtawa i delikatnie (choć nieco sztucznie) pachnie rumiankiem, silnie się pieni. Wydawało mi się, że łagodny płyn do higieny intymnej powinien być raczej przezroczysty i bezzapachowy. Dalej jest już tylko gorzej ...

Od pierwszego użycia się nie polubiliśmy. Lactacyd spowodował potworne pieczenie, dosłownie jakbym się nacierała sproszkowaną papryczką chili (!). Po spłukaniu piany było już lepiej, pieczenie ustało, chociaż nie czułam odświeżenia, a jedynie lekką suchość i dyskomfort. Mniej więcej po tygodniu używania, podczas którego nadal towarzyszyły mi piekące sensacje, dorobiłam się strasznych, bolących podrażnień. Niestety używałam Lactacydu jeszcze przez kilka dni, później kupiłam nowy płyn (AA Intymna Pro Harmony) i dzięki temu wszystko wróciło do normy już po dwóch dniach.

Nie zrezygnowałam z Lactacydu od razu, bo nie byłam przekonana o tym, że to on wyrządza mi tyle krzywdy. Owszem, wszystko mnie piekło po użyciu, ale nigdy wcześniej nie miałam żadnych sensacji spowodowanych przez kosmetyk do higieny intymnej i praktycznie nie brałam go pod uwagę jako winowajcę podrażnień. Obawiałam się nawet, że nabawiłam się jakiegoś grzyba, czy innej choroby. Miałam wrażenie, że wyniszczyła się cała flora bakteryjna. Dobrze, że przyszło mi do głowy, żeby zmienić płyn do higieny intymnej zanim zrobiłam z siebie czubka u lekarza.

Nigdy więcej!




A teraz drugi koszmarek - płyn dwufazowy do demakijażu oczu Nivea Visage.


Obietnice producenta:

Delikatnie i efektywnie usuwa nawet najbardziej trwały makijaż oraz tusz. Chroni delikatne okolice oczu i pielęgnuje rzęsy. Wzbogacony w ekstrakt z bławatka. 




Skład: Aqua, Isododecane, Cyclomethicone, Isopropyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Centaurea Cyanus Flower Extract, Sodium Chloride, Trisodium EDTA , Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, CI 60725 , CI 61565.


źródło: www.nivea.pl

Cena: ok. 13 zł

Pojemność: 125 ml 


Pod koniec maja skończył się mój ulubiony płyn dwufazowy do demakijażu z bławatkiem Yves Rocher (pisałam jego recenzję na blogu tutaj: KLIK), musiałam kupić coś na szybko. Wybór padł na dwufazę Nivei. Miałam już ją kilka lat temu, kiedy dostałam w ramach testów z Klubu Recenzentki na portalu Wizaz.pl. Wspominałam całkiem dobrze, więc wrzuciłam do koszyka.

Fazy płynu trudno się mieszają (w zasadzie to właściwie się nie łączą), trzeba potrząsać butelką znacznie dłużej niż przy innych płynach, a i tak błyskawicznie się rozwarstwia. W efekcie na płatek kosmetyczny wylewamy tylko jedną fazę płynu.

Usuwa makijaż całkiem nieźle - bardzo dobrze rozpuszcza tusz do rzęs, oczywiście także cienie i kredki. Nie rozmazuje, a właśnie rozpuszcza i zbiera na płatek, choć nie zawsze idealnie i do końca. Niestety serwuje przy tym potworne pieczenie i podrażnienie powiek. W kontakcie z płynem oczy szczypią i łzawią, spojówki są zaczerwienione, jednak już po chwili te objawy ustępują.

Męczę się i męczę z Niveą, bo jest w miarę skuteczna i szkoda mi jej wyrzucić, jednak komfort stosowania pozostawia wiele do życzenia. Cena dość wysoka, opakowanie standardowe - nawet ładne i wygodne.

Nie wiem, co zmieniło się przez ten czas - czy moje oczy zrobiły się bardziej wymagające, czy może zmienili coś w składzie płynu. Kiedyś mi służył, a teraz już wiem, że na pewno nie powtórzę zakupu.




Obydwa produkty, Lactacyd i płyn Nivea, odradzam alergikom i wrażliwcom. Ja do takich nie należę, a narobiły mi mnóstwo szkody. Pisząc tego posta skojarzyła mi się scena z Kariery Nikosia Dyzmy, kiedy to Nikoś na konferencji prasowej przekonuje, że tylko to co polskie, jest dobre, a co zagraniczne szkodzi. Tyle razy wybieram polskie marki i jestem zadowolona, dobrze mi służą, czego zwykle nie mogę powiedzieć o kosmetykach zagranicznych koncernów, reklamowanych, droższych i testowanych na zwierzętach.



sobota, 11 lutego 2012

Płyn do higieny intymnej nawilżający Ziaja Med

Z Ziają mam same pozytywne doświadczenia, więc z chęcią sięgnęłam po ich apteczną serię Med, a dokładnie po nawilżający żel do higieny intymnej z kwasem mlekowym i algą nori.
Opis ze strony producenta:

• Receptura oparta na kwasie mlekowym.
• Intensywnie nawilża i wpływa osłaniająco na śluzówkę.
• Wzmacnia naturalną florę bakteryjną.
• Zapobiega podrażnieniom oraz zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji.
• Bez zapachu.

Stosowanie: do codziennej higieny intymnej dla kobiet w każdym wieku. Wyłącznie do użytku zewnętrznego.

Substancje aktywne: witamina surfaktantów, prowitamina B-5 (d-panthenol), kwas mlekowy.
Produkt hypoalergiczny.
Dostępny tylko w aptekach.

źródło: www.ziaja.com

Opakowanie: 200 ml

Cena: ok. 7 zł

Płyn do higieny intymnej musi spełniać więcej wymagań niż inne produkty przeznaczone do higieny ciała. Ziaja Med jest według mnie bardzo dobrym płynem.

Przede wszystkim myje dając uczucie świeżości, nie wysuszając przy tym delikatnych okolic intymnych. Nie zauważyłam jednak, żeby jakoś specjalnie nawilżał (choć nazwa to sugeruje). Łagodzi wszelkie podrażnienia spowodowane np. otarciami i zapobiega infekcjom.
Nie zawiera barwników - jest przezroczysty, prawie bezwonny, pieni się nieznacznie. Chociaż ma dość rzadką konsystencję jest niesamowicie wydajny, bo na jedno użycie wystarcza odrobina płynu.

Opakowanie rewelacyjne - nieduże, poręczne, estetyczne i wyposażone w pompkę dozującą, którą łatwo się blokuje. Można bez obaw wrzucić butelkę do kosmetyczki na wyjazd albo do torebki.

Poprzednie płyny do higieny intymnej także spełniały moje wymagania, jednak zawsze coś drobnego mi w nich przeszkadzało: za wielka butla, za mocno naperfumowany zapach, czy brak uczucia świeżości. Ziaja Med natomiast sprawdza się u mnie w stu procentach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...