Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 czerwca 2013

Przegląd żeli pod prysznic Dove



Jakiś czas temu zostałam zakwalifikowana do długotrwałego testowania produktów Dove w ramach działającego na portalu Wizaz.pl Klubu Recenzentki. W pierwszej paczce znalazłam 4 kosmetyki do mycia ciała, których używałam przez ostatni miesiąc. W tym poście chciałam wyrazić o nich opinię, a także porównać je między sobą.

Z marką Dove mam raczej miłe doświadczenia (przed epoką kosmetykoholizmu używałam np. przez dłuższy czas tylko uniwersalnego kremu Dove Intensive Cream), choć pamiętam że kilka kosmetyków niezbyt przypadło mi do gustu. Bardzo cenię ich kampanie reklamowe, przyznam że jako jedne z nielicznych do mnie przemawiają. Bliskie jest mi hasło odkrywania kobiecego piękna bez względu na figurę, wiek, kolor czy defekty skóry. Polecam obejrzeć też filmik innej kampanii - Dove Real Beauty Sketches, jeśli jeszcze nie widzieliście, bo naprawdę robi wrażenie.

źródło: www.idoveyou.pl





Do testów otrzymałam żel pod prysznic Go Fresh o zapachu figi i kwiatu pomarańczy, żel pod prysznic Purely Pampering 'Mleczko migdałowe z hibiskusem', odżywczy żel pod prysznic Deeply Nourishing i kremowy mus pod prysznic Creme Mousse. Pierwsze trzy moim zdaniem rozróżnia jedynie zapach, natomiast właściwości myjące są na tyle zbliżone, że opiszę je wszystkie naraz.

Najpierw opisy producenta o poszczególnych kosmetykach:

Żel pod prysznic Go Fresh o zapachu figi i kwiatu pomarańczy.

Zawiera NutriumMoisture™ unikalne połączenie składników odżywczych naturalnie występujących w skórze i nawilżających, które dobrze się wchłaniają, aby odżywić i pomagać w odbudowaniu naturalnego piękna skóry. Specjalnie zaprojektowany, aby spełniać oczekiwania konsumentek, regenerujący zapach figi i kwiatu pomarańczy orzeźwia i podkreśla Twoją kobiecość.

Cena: 13 zł

Pojemność: 250 ml

źródło: www.idoveyou.pl





Żel pod prysznic Purely Pampering 'Mleczko migdałowe z hibiskusem'

Zmień zwykłą kąpiel pod prysznicem w rozpieszczającą terapię dla ciała i zmysłów. Otul się delikatną kremową pianą oraz odprężającym zapachem mleczka migdałowego i kwiatu hibiskusa, pozwalając by formuła NutriumMoisture zadbała o odżywienie Twojej skóry. 

Cena: 13 zł

Pojemność: 250 ml

źródło: www.idoveyou.pl



Odżywczy żel pod prysznic Deeply Nourishing

Odkryj prawdziwe piękno i pozwól sobie na odżywczy seans z Dove Deeply Nourishing – prawdziwym klasykiem gatunku. Odżywczy żel pod prysznic Dove zawiera formułę NutriumMoisture™, dzięki czemu unikalna kompozycja składników nawilżających została wzbogacona o lipidy identyczne z tymi naturalnie występującymi w skórze. Wchłania się i doskonale odżywia skórę podczas kąpieli. Codzienne stosowanie pomaga przywrócić naturalne piękno skóry i zachować je na długi czas.

Cena: 13 zł

Pojemność: 250 ml

źródło: www.idoveyou.pl




Dove zawsze kojarzył mi się z bielą, czystością, kremową konsystencją, a przede wszystkim ze specyficznym dla marki, "dove'owym" zapachem, który trudno pomylić z innym. Nastawiałam się, że w odżywczym żelu i kremowym musie odnajdę właśnie ten charakterystyczny zapach, natomiast dwie pozostałe wersje zaskoczą mnie czymś nowym.

Wersja Go Fresh z figą i kwiatem pomarańczy rozczarowała mnie chyba najbardziej pod względem zapachu. Ani to kwiat pomarańczy, ani to figa - nic z tych aromatów w żelu nie wyczuwam. Jedyne, co muszę przyznać, że jest świeży, ale dla mnie jest to świeżość nieprzyjemna, kwaśnawa, przeciętna, niby rześka, ale jednak cały czas z mdławym tłem charakterystycznym dla Dove, które ujawnia się jeszcze bardziej na skórze i w kontakcie z wodą. Wydaje mi się, że jako jedyna z poznanych mi teraz wersji, może spodobać się facetom, bo jest nieco męska, choć akurat mojemu mężowi odpowiadała najmniej. Kolor tego żelu jest ciekawy - lekko niebieski.




Jeśli chodzi o zapach Purely Pampering to z opakowania wydawał mi się najbardziej obiecujący - taki miękki, słodkawy, relaksujący, wyraźnie migdałowy, otulający i nieco mdlący. Lubię takie aromaty, szczególnie w jesienno-zimowym czasie. Teraz może nie pasował idealnie, ale chyba najprzyjemniej mi się go używało biorąc pod uwagę zapach. Oczywiście tak jak i w wersji Go Fresh tak i z tego wyłazi mydlana nuta Dove, ale już nie w tak dużym stopniu. Żel ma też przyjemny kolor bieli złamanej nieco łososiowym odcieniem.




Odżywczy żel pod prysznic to już wypisz wymaluj zapach kostki myjącej Dove (swoją drogą zawsze mnie rozbawiało nazywanie ich mydła kostką myjącą, byleby tylko sprawić wrażenie wyjątkowości). W gruncie rzeczy lubię go, choć za bardzo przypomina mi proszek do prania, a z czasem staje się naprawdę nużący i niestety przez dłuższy czas nie mam wtedy ochoty na ponowny zakup produktu Dove, właśnie przez to znudzenie zapachem. Wersja odżywcza ma biały kolor żelu.




Wszystkie trzy żele mają podobną kremową i gęstą jak na żel pod prysznic konsystencję. Gładko rozprowadzają się po skórze, przyjemnie (nieznacznie) pienią tworząc taką musowatą piankę, łatwo się spłukują. Są łagodne, w żadnym wypadku nie podrażniają ciała. Sprawdzają się też w zastępstwie pianki do golenia - przy depilacji maszynka świetnie sunie po żelu i nie powoduje podrażnień. 

Nie wysuszają skóry, najbardziej delikatny pod tym względem jest moim zdaniem żel odżywczy. Bardzo dobrze myją, pozostawiając skórę oczyszczoną, gładką i miłą w dotyku. Składy kosmetyków Dove nie są imponujące, sporo tu detergentów, konserwantów, a ekstraktów naturalnych nie jest zbyt wiele, a mimo to nie zauważyłam negatywnego wpływu na skórę, wręcz przeciwnie.




Opakowania mają solidne, przyjemnie zaprojektowane bez zbędnych, natłoczonych grafik, z wygodnym otwarciem. Szkoda trochę, że nie można ich postawić na zakrętce. 

Jeśli chodzi o wydajność to wydaje mi się, że jest podobna do innych żeli, może nieco słabsza, ale to dlatego że nie oszczędzałam ich jakoś specjalnie. Co do ceny to jak na tego typu produkt jest wysoka, można dostać przecież niezły żel za połowę tej kwoty. Myślę jednak, że dla komfortu gładkiej i niewysuszonej skóry można wydać większe pieniądze, o ile oczywiście nie przeszkadza nam nużąca, mydlana kompozycja zapachowa.




Ostatni produkt, czyli kremowy mus znacząco różni się od pozostałych.

Najpierw opis producenta:

Kremowy mus pod prysznic Creme Mousse

Poczuj różnicę z kremowym musem pod prysznic Dove Deeply Nourishing. Jego niezwykle gęsta i bogata konsystencja wzbogacona jest o największą dawkę formuły NutriumMoisture™ i pozostawiają skórę wyraźnie piękniejszą już po 7 dniach stosowania.

Cena: 13 zł

Pojemność: 200 ml

źródło: www.idoveyou.pl




Często kosmetyki nazwane musami (przychodzi mi do głowy co najmniej kilka takich produktów) nie są nimi w rzeczywistości. Określane są tak np. bardziej puszyste balsamy czy masła albo nieco napompowane  kremy do twarzy. Mus Dove jest naprawdę musem! Ma niesamowicie puchatą i aksamitną konsystencję, przypominającą trochę porządnie ubitą śmietaną. Nakłada się na skórę niezwykle przyjemnie i tworzy na powierzchni delikatny, jedwabisty obłoczek.





Jeśli chodzi o zapach, to spodziewałam się podobnego do żelu odżywczego, jednak nuta mydła nie jest w nim tak denerwująca, a nawet muszę przyznać, że mi się podoba. Zapach jest kremowy, dość intensywny, trochę jakby mleczny, chociaż nadal przypominający proszek do prania. Wydaje się być produktem drogim i z wyższej półki, chociażby przez perłową, świetlistą barwę.




Poza tym, że jest niezwykle przyjemny w użyciu, to świetnie myje i posiada wszystkie zalety pozostałych żeli.  Trzeba go tylko trochę dokładniej spłukać ze względu na gęstszą konsystencję. Mam wrażenie, że właśnie on najlepiej wpływa na kondycję skóry i chociaż obietnica wypięknienia w ciągu 7 dni jest nieco na wyrost, to zauważyłam, że akurat przy tym produkcie prezentuje się najlepiej - jest wyraźnie gładsza, zadbana, ujędrniona, jakby odmłodzona. Kilka razy po użyciu musu myjącego nie zastosowałam dodatkowo balsamu ani żadnego nawilżacza, a nie odczułam żadnego wysuszenia, ściągnięcia czy jakiegokolwiek dyskomfortu.




Wadą tego produktu jest mniejsza pojemność. Wydawać by się mogło, że będzie przez to mniej wydajny, jednak zużywa się wolniej niż pozostałe, bo na jedno użycie potrzeba mniej produktu. Opakowanie także odmienne, w odróżnieniu od pozostałych można je postawić na zakrętce. Przez gęstszą konsystencję nieco trudniej wydobywa się mus z butelki.

Jeśli kiedyś jeszcze sięgnę po żele Dove (ale nieprędko, bo tymczasem mam już dość tego mydlanego i proszkowego aromatu), to w pierwszej kolejności na pewno wybiorę mus.


Za około miesiąc można spodziewać się kolejnej zbiorczej recenzji produktów Dove - tym razem będą to antyperspiranty w sprayu i w kulce.

czwartek, 30 maja 2013

Wiosenny atak na pomarańczową skórkę z Lirene: żel-krem na dzień i peeling



Przepraszam za długą nieobecność - walczyłam z brakiem czasu i blogspotem, który od kilku tygodni nie chciał ładować zdjęć do postów. Po kilkunastu nieudanych próbach podziałała w końcu ... zmiana przeglądarki. Czasem najprostsze rozwiązania okazują się być najlepsze.

Wiosna w pełni, pogoda dopisuje, więc czas pokazać trochę nogi. Chociaż całym rokiem dbam o skórę, to w okresie przedwakacyjnym, mając w perspektywie leżenie plackiem w bikini, szczególnie zwracam uwagę na częstsze balsamowanie, peelingi, no i rzecz jasna używanie preparatów wyszczuplających i antycellulitowych.

Dzisiaj opiszę dwa produkty z serii antycellulitowej Lirene: żel-krem na dzień i peeling.



INTENSYWNY ŻEL-KREM ANTYCELLULITOWY NA DZIEŃ

Opis producenta:

- REDUKUJE CELLULIT
- WYGŁADZA SKÓRĘ 
- REDUKUJE TKANKĘ TŁUSZCZOWĄ
Intensywny żel-krem wspomaga redukcję zaawansowanego cellulitu dzięki silnie skoncentrowanej formule wzbogaconej o składniki wyszczuplające i ujędrniające skórę. Substancje aktywne, wchodzące w skład receptury, wykazują właściwości wygładzające, redukując tkankę tłuszczową i przyspieszając tempo przemiany materii w komórkach skóry.

źródło: www.lirene.pl



Pojemność: 200 ml

Cena: 17 zł


Chociaż peelingu, o którym za chwilę, zużyłam już kilka (jeśli nie kilkanaście) opakowań, to żel z tej serii kupiłam po raz pierwszy. Jest lekko lepki, dość lejący i glutowaty, za to cudownie, pomarańczowo pachnie. No właśnie, zatrzymam się chwilę przy tym zapachu. Generalnie nie znoszę cytrusowych aromatów w  kosmetykach - wszystkie cytryny, pomarańcze i grejpfruty pachną mi kostkami toaletowymi albo chemikaliami do czyszczenia. O ile np. uwielbiam Ziaję i często kupuję produkty tej firmy, to seria Ziaja Pomarańczowa pod względem zapachu jest dla mnie nie do przejścia. Podobnie jest też chociażby z peelingiem cukrowym Heanu (chociaż działa świetnie, to jego zapach wywołuje u mnie odruch wymiotny) czy peelingiem Joanny - chyba w wersji Brazylijska Mandarynka.
Produkty Lirene z pomarańczowej serii jako nieliczne są według mnie obdarzone idealną kompozycją zapachową - naturalną, orzeźwiającą, soczystą, pozbawioną wszelkich chemicznych i drażniących nut.

Żel-krem na dzień (ciekawe w sumie czemu żel-krem, bo z kremem nie ma nic wspólnego) nie najlepiej się wchłania i jest to jego dość poważna wada. Skoro jest na dzień, to wypadałoby używać go szybko i bezproblemowo, tymczasem jeszcze długi czas po aplikacji lepi się niemiłosiernie i uniemożliwia założenie ubrań. Mimo tego bardzo przyjemnie mi się go używało, głównie ze względu na jego energetyzujący zapach i lekkie chłodzenie przy nakładaniu.

To długie wchłanianie może być też atutem, jeśli lubimy wykorzystać preparat tego typu jako podkład do masażu. Niestety ja na co dzień nie mam na to czasu, w szczególności w porannym pośpiechu.




Żel wyraźnie napina i wygładza skórę - taki efekt utrzymuje się kilka godzin. Skóra jest po nim bardzo przyjemna w dotyku, pokryta jakby warstwą "niewidocznego ulepszenia" (tak wiem, że to stwierdzenie jest na poziomie obecnie panującej w telewizji reklamy kremu przeciwzmarszczkowego z siłą lasera). Na dłuższą metę nie zauważyłam jednak jego pozytywnego wpływu. To dobry kosmetyk na teraz, ale nie na długofalowe działanie i poprawę stanu skóry. Porównałabym go do odżywki z silikonami czy jedwabiu w płynie do włosów - dają super efekt tylko na chwilę, podczas gdy włosy nadal pozostają zniszczone czy wypadające. Podobnie jest właśnie z tym żelem - raczej nie ma co liczyć, że zredukuje cellulit czy tym bardziej tkankę tłuszczową. Oczywiście nic nie zdziałamy bez zdrowego odżywiania i ćwiczeń, ale miałam już szereg produktów, które mimo wszystko sprawdziły się lepiej.

Produkt nie powalił mnie wydajnością, bo używałam go około miesiąca i tylko raz dziennie na partie ciała potrzebujące ujędrnienia, czyli uda, pośladki i brzuch. Już po około dwóch tygodniach tubka zaczęła prychać zwiastując rychły koniec, więc przez kolejne dni nakładałam dużo mniejsze porcje (i wtedy odkryłam, że znacznie mniejsza ilość lepiej się wchłania - trzeba było oszczędzać od początku). Przy normalnym zużywaniu pewnie już skończyłaby się po trzech tygodniach. Za cenę kilkunastu złotych czuję się trochę zawiedziona.

Opakowanie nowoczesne, dla mnie trochę przesadzone pod względem ilości haseł obiecujących super efekty. Bardziej podobała mi się poprzednia wersja tej serii - ze skórką pomarańczy. Była bardziej minimalistyczna, a przy tym sugestywna. Tym razem nowsze nie znaczy lepsze - oczywiście w mojej skromnej opinii. Tubka posiada też pozytywne cechy poprzedniej - jest lekka, stabilna, przyciąga uwagę. Kosmetyk wydobywa się z niej do samego końca bez konieczności rozcinania, ale w tym przypadku jest to raczej spowodowane żelową, lekką i rzadką konsystencją produktu.







ANTYCELLULITOWY PEELING MYJĄCY
Opis producenta:
- IDEALNIE GŁADKA SKÓRA
- STYMULUJE PROCESY REDUKCJI CELLULITU
- WYGŁADZA NIERÓWNOŚCI
Antycellulitowy peeling to skuteczny preparat myjący, wspomagający redukcję cellulitu.
Doskonale oczyszcza i odświeża skórę, pozostawiając ją jędrną, jedwabistą oraz przyjemnie pachnącą. Dzięki zawartości kompleksu kondycjonującego i gruboziarnistych drobinek złuszczająco-wygładzających, peeling zapewnia doskonałe wygładzenie skóry, poprawę jędrności i elastyczności.

źródło: www.lirene.pl





Pojemność: 200 ml

Cena: 14 zł


W sieci jest mnóstwo opinii o tym kultowym produkcie (status Kosmetyku Wszech Czasów mówi zresztą sam za siebie) i moja pewnie niewiele wniesie. Tak jak wspomniałam zużyłam już wiele opakowań tego cuda. To pochodzi z zakupów, kiedy to trafiłam na promocję w osiedlowym sklepie i wzięłam od razu trzy tuby, dlatego mam jeszcze starsze wersje designu ze skórką pomarańczy i nalepką KWC portalu Wizaz.pl.

Nie jest to peeling cukrowy ani solny, tylko z syntetycznych, polietylenowych drobinek. Ma to ogromną zaletę - można bez końca zdzierać skórę małą porcją produktu, bo w kontakcie z wodą nic się nie rozpuszcza. Peeling jest przez to niesamowicie wydajny i chociaż używam go regularnie co kilka dni, opakowanie wystarcza mi nawet na pół roku. Drobinki ścierające są dość grube, ostre i przede wszystkim jest ich mnóstwo nawet w niewielkiej ilości peelingu. Zatopione są w myjącym żelu, gęstym i cudownie pachnącym, zresztą tak jak cała seria - pomarańczowo i energetyzująco.




Co tu dużo pisać - działa rewelacyjnie. Wygładza skórę podobnie jak domowy peeling kawowy, czyli idealnie. Skóra jest po nim niewiarygodnie gładka, odświeżona, napięta, jędrna i przygotowana do dalszych zabiegów - chłonie balsamy, mleczka czy inne nawilżacze w ilości co najmniej podwójnej.

Mimo tego, że peeling jest naprawdę ostry, to nigdy nie spowodował podrażnień czy jakichkolwiek innych niedogodności. Nie ma w składzie SLS, więc nie wysusza też skóry. Dla mnie jest nie tylko gwarancją świetnego efektu, ale i lepszego samopoczucia, bo zawsze jego użycie poprawia mi humor, szczególnie w ciepłych, wiosennych i letnich miesiącach.

Jeśli chodzi o cellulit to oczywiście cudów nie ma i od pierwszego zastosowania nic się w tej materii nie zmieni, ale regularne używanie peelingu naprawdę pomaga. Przede wszystkim świetnie zapobiega nowym nierównościom, a i to co jest po wielu zastosowaniach zaczyna wyglądać lepiej.

Cena w stosunku do jakości i wydajności jest naprawdę korzystna. Od kilku lat kupuję różne peelingi zamiennie z tym i jeszcze nie spotkałam nic równie dobrego. Ostatnio spodobał mi się też peeling Ziai z czerwonej serii Rebuild, ale to już materiał na innego posta.



niedziela, 10 marca 2013

Kosmetyki Granatapfel: żel pod prysznic i ujędrniające masło do ciała




Kilka miesięcy temu otrzymałam do testów serię kosmetyków pielęgnacyjnych Granatapfel marki Pharmatheiss. Na wielu blogach pojawiły się już ich recenzje - ja standardowo zabrałam się za używanie z opóźnieniem. Niestety zbyt duże zapasy powodują, że często muszę zużyć starsze kosmetyki, które dobijają do daty ważności, zanim zabiorę się za testowanie nowości.

Kosmetyki dostałam w prześlicznym pudełku, starannie i estetycznie zapakowane:




Dzisiaj zrecenzuje dwa produkty: żel pod prysznic, który opiszę jako pierwszy oraz masło do ciała.


ŻEL POD PRYSZNIC

Opis żelu pod prysznic ze strony serii Granatapfel:

Orzeźwia, witalizuje, odbudowuje warstwę lipidową.
Chwile rozkoszy dzięki wyciągowi z owocu granatu oraz oliwie z oliwek tłoczonej na zimno. Unikalna kombinacja orzeźwia ciało, umysł i zmysły. Chroni skórę przed wysuszeniem i skutecznie nawilża ją.
Nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.
Ważne składniki: Wyciąg z owoców granatu:
- Dzięki wysokiej zawartości rzadkiego kwasu punikowego (OMEGA – 5), który występuje w naturze wyłącznie w owocach granatu, stymuluje regenerację skóry
- Zawiera ponad 20 bioaktywnych polifenoli, więcej niż np. winogrona
- Chroni naczynia i komórki skóry przed wolnymi rodnikami
- Przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry
Oliwa z oliwek extra vergine:
- Bogata w oleokantal, oleuropeinę, witaminę E oraz skwalen
- Działa przeciwzapalnie, wzmacnia tkankę łączną, poprawia nawilżenie
Pantenol
- łagodzi podrażnienia, regeneruje popękaną, szorstka skórę, poprawia elastyczność

źródło: www.granatapfel.pl



 

Pojemność:  200 ml

Cena: 30 zł



Żel pod prysznic to dla mnie kosmetyk, który powinien myć, przyjemnie pachnieć i nie kosztować fortuny. Przyznam też, że bardzo rzadko zdarza mi się wrócić do tego samego żelu - ciągle pojawiają się przecież nowości czy limitowane serie, no i wybór żeli stale jest ogromny (zawsze znajduje się jakiś, którego nie miałam i chciałabym wypróbować). 

Po przetestowaniu produktu z serii Granatapfel zmieniłam moje podejście do żeli pod prysznic pod dwoma względami. Po pierwsze - z pewnością kupię go jeszcze nie raz, a po drugie przeboleję i wydam na niego nawet te bajońskie 30 zł. Dlaczego? Bo jest doskonały pod każdym względem.

Żel ma energetyczny, czerwony kolor (na skórze wpadający w pomarańcz) i lejącą konsystencję. Gdzieniegdzie da się zauważyć w żelu smużki ciemniejszej czerwieni - przyjemnie to wygląda. Pachnie ... obłędnie! Jest na wskroś owocowy z odczuwalną przewagą świeżego granatu, rześki, lekko kwaskowaty, naprawdę nietypowy. Zapach kosmetyku jest bardzo intensywny i utrzymuje się w łazience jeszcze długo po kąpieli czy prysznicu.




Pieni się specyficznie, nie tak mocno jak tradycyjne żele z SLSem, ale delikatnie, tworząc bardziej zbitą, "twardszą" piankę (trochę podobną do tej z żeli do golenia). Po użyciu żelu skóra nigdy nie jest wysuszona, co ostatnio coraz częściej zdarzało mi się przy popularnych, drogeryjnych żelach. Nie podrażnia, jest łagodny mimo intensywnej kompozycji zapachowej.




Opakowanie tubkowe jest bardzo wygodne, łatwo się otwiera i zamyka mokrymi rękami. Wykonane jest z lekkiego, ale wytrzymałego plastiku, no i przezroczyste, co szczególnie cenię sobie w opakowaniach żeli. Często przy tubkach mam problem z wydobyciem produktu pod koniec opakowania, jednak dzięki lejącej i galaretowatej konsystencji żelu Pharmatheiss, który wypływał bez oporów, nie trzeba było rozcinać plastiku.

Z całej paczki z kosmetykami Granatapfel najbardziej zauroczył mnie właśnie ten produkt. Na pewno jest to jeden z lepszych żeli, jakie miałam kiedykolwiek przyjemność używać, o ile nie najlepszy. Polecam!



MASŁO DO CIAŁA

Opis masła do ciała ze strony serii Granatapfel:

Dla skóry dojrzałej i wysuszonej.
Granatapfel ujędrniające masło do ciała to unikalna kombinacja efektywnych substancji czynnych dla jędrnej, wypielęgnowanej skóry: wyciąg z owocu granatu w połączeniu z aktywnym kompleksem z kofeiny i Coleus Forskohlii ujędrnia skórę. Toskańska oliwa z oliwek tłoczona na zimno oraz masło Shea intensywnie ją pielęgnują.
Ujędrnia skórę na 3 sposoby:
1. Ujędrnia całe ciało
2. Przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry
3. Sprawia, że wrażliwa, sucha skóra staje się miękka i milsza w dotyku
Nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.
Ważne składniki Wyciąg z owoców granatu:
- Dzięki wysokiej zawartości rzadkiego kwasu punikowego (OMEGA – 5), który występuje w naturze wyłącznie w owocach granatu, stymuluje regenerację skóry
- Zawiera ponad 20 bioaktywnych polifenoli, więcej niż np. winogrona
- Chroni naczynia i komórki skóry przed wolnymi rodnikami
- Przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry
Masło z owoców granatu:
- Nawilża
- Ma właściwości przeciwutleniające i chroni przed wolnymi rodnikami
- Wspomaga regenerację komórek i stymuluje syntezę kolagenu
Oliwa z oliwek extra vergine:
- Bogata w oleokantal, oleuropeinę, witaminę E oraz skwalen
- Działa przeciwzapalnie, wzmacnia tkankę łączną, poprawia nawilżenie
Kofeina
- Stymuluje przemianę materii
- Poprawia mikrokrążenie krwi w tkankach skóry
- Zwiększa sprężystość skóry
Coleus Forskohlii
- Zwana pokrzywą indyjską, roślina rosnąca na terenach Azji Południowo-Wschodniej
- Wspomaga proces redukcji tkanki tłuszczowej
masło Shea
- Masło SHEA (1-5%) stymuluje aktywność komórek do walki ze starzeniem się, odnawia sam naskórek. Posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny.

źródło: www.granatapfel.pl 



Pojemność:  300 ml

Cena: 80 zł


Pierwszy kontakt z tym masłem nie należał do udanych. To dlatego, że bardzo ciężko się wsmarowuje, bieli skórę i pachnie, choć podobnie do żelu, to jednak nieco chemicznie, czego nie lubię. Użyłam go 2-3 razy na całe ciało po wieczornej kąpieli i ... zmęczyło mnie. Odłożyłam je więc na jakiś czas do szafki.

Po wykończeniu kolejnego z preparatów antycellulitowych przejrzałam zapasy i pomyślałam, że skoro masło Granatapfel jest ujędrniające, to może zastąpi mi poranny kosmetyk do zadań specjalnych. Stosowałam je na uda, pośladki i brzuch codziennie przez prawie dwa miesiące (i to w sporej ilości - naprawdę zaskoczyło mnie swoją wydajnością).




Kosmetyk jest gęsty i kremowy, choć nie tak zbity jak typowe masło. Tak jak wspomniałam bardzo długo się wchłania, ciężko rozprowadza i mocno bieli. Niestety jego rozprowadzenie zajmowało mi znacznie więcej czasu niż nałożenie żelu wyszczuplającego czy antycellulitowego, do czego jestem przyzwyczajona. Wydaje mi się jednak, że były to działania sprzyjające skórze, bo codzienny dłuższy masaż sprawił, że stała się znacznie bardziej jędrna i jakby "gęsta". Nie wiem na ile to zasługa samego kosmetyku, a ile jego żmudnego wcierania, niemniej jednak masło przyczyniło się do poprawy stanu skóry w problematycznych miejscach. Oczywiście nie jest to preparat typowo antycellulitowy, więc nie będę go oceniać pod tym kątem, ale w kwestii ujędrnienia spisał się świetnie.




Moim zdaniem to za ciężki kosmetyk do codziennego użytku dla skóry normalnej. Sprawdzi się raczej w przypadku bardziej wymagającej - problemowej, suchej czy dojrzałej.

Ostatecznie bardzo się z nim polubiłam. Shociaż na początku zastanawiałam się, jak dam radę zmęczyć aż 300 ml tej mazi, to pod koniec używania już żałowałam, że się skończy. Nie planuję ponownego zakupu, bo chociaż masło ma dużo zalet, to jednak cena 80 zł jest dla mnie zaporowa i póki co nie stać mnie na takie wydatki.



Opakowanie bez zastrzeżeń - lubię słoiczki, bo można wykorzystać kosmetyk do samego końca. Ten szczególnie mi się spodobał, bo jest przezroczysty i ma estetyczne, metalowe wieczko. Po zużyciu masła można odlepić naklejki i wykorzystać opakowanie np. do przechowywania drobiazgów.

Seria Granatapfel zawiera naprawdę dobre jakościowo kosmetyki, jednak ich wysokie ceny i słaba dostępność nieco ujmują im atrakcyjności.

niedziela, 20 stycznia 2013

Kakaowe masło do ciała: Ziaja vs Oceanic


Dzisiaj na blogu porównanie dwóch maseł kakaowych do ciała - z oferty Ziai oraz Oceanic.
Od dawna jestem fanką maseł Ziai, miałam już wszystkie zapachy z tej serii, ale smarowidło Oceanica testuję po raz pierwszy (dostałam je na ostatnim zjeździe blogerek warszawskich).


Na pierwszy rzut opis masła Ziai:

Zawiera:
- OMEGA 3, OMEGA 6 - grupa NNKT, niezbędnych do prawidłowego odżywienia, nawilżenia i ochrony skóry.
- WITAMINĘ E - "witaminę młodości"
DZIAŁANIE
- uzupełnia niedobory lipidów
- regeneruje naturalną barierę ochronną, wyraźnie poprawia elastyczność i miękkość naskórka
- pozostawia skórę delikatną i aksamitną w dotyku
- ma przyjemny kakaowo-śmietankowy zapach

źródło: www.ziaja.com




Cena: 10 zł

Pojemność: 200 ml 


Do masła Ziai mam sentyment, bo było to jedno z pierwszych używanych przeze mnie maseł do ciała. Pierwsze kupiłam chyba kokosowe, później kakaowe, oliwkowe, waniliowe, Sopot Spa i pomarańczowe. Zawiodłam się tylko na pomarańczowym, ale nie na samym kosmetyku, tylko na jego chemicznym zapachu (kokosowe też było nieco mdłe). Do pozostałych wersji wracam ciągle jak bumerang, szczególnie do masła kakaowego zimą, a do sopockiego latem.

Masło jest gęste, zbite, ma typowo maślaną i jednocześnie kremową konsystencję, a przy tym nie jest zbyt tłuste.ciało pokryte delikatnym filmem ochronnym, jednak nie lepkim i tłustym. Bardzo przyjemnie się je rozprowadza. Kakaowe dodatkowo lekko zabarwia skórę, ale nie jest to odcień typowy dla kremów brązujących, a wyrównanie kolorytu (nie brudzi przy tym ubrań). 




To, co zdecydowanie wyróżnia masło kakaowe, to oczywiście jego obłędny zapach. Trudno go jednocześnie zdefiniować - dla mnie to coś pomiędzy czekoladowym budyniem, a kakao z mlekiem. Nie jest chemiczny. Pozostaje bardzo długo na skórze, przesiąka nim też pidżama. Nie jest jednak aż tak intensywny, by przyprawiał o ból głowy.

Jeśli chodzi o działanie masła, to moje wymagania spełnia stuprocentowo. Pozostawia skórę miękką, nawilżoną, elastyczną i gładką. Likwiduje wszelkie ściągnięcie, jest łagodne, nie powoduje podrażnień nawet po depilacji, co zdarzało się innym, pachnącym specyfikom. Zaraz po wodzie zawiera olej palmowy, a także wysoko w składzie masło Shea, co może tylko potwierdzać pozytywny wpływ na skórę.




Jedyny minus to dla mnie wydajność, a raczej jej brak. Być może wynika to z tego, że moja skóra uwielbia ten kosmetyk, domaga się nakładania grubej warstwy i nigdy nie ma go dosyć - podejrzewam, że mogłabym za jednym razem wsmarować w siebie nawet całe opakowanie (muszę tu wspomnieć, że masło nie roluje się nawet przy dwukrotnym smarowaniu tej samej partii ciała). Zużywam więc kosmetyk szybko, nawet w niecały miesiąc stosując na zmianę z innymi smarowidłami. Plus jest taki, że zanim zapach zdąży mi się nieco znudzić, dobijam już do dna i planuję zakup kolejnej wersji zapachowej.

Opakowanie charakterystyczne dla Ziai, poręczne i wygodne, pozwalające na wydobycie kosmetyku bez problemów i do samego końca. Swego czasu kolekcjonowałam nawet opakowania po kolorowych masłach Ziai i przechowywałam w nich różne drobiazgi.

Cena jak na masło standardowa, często można nabyć je w promocji i zwykle wtedy kupuję kilka na zapas. Dostępność znakomita - są zarówno w sieciowych, jak i lokalnych drogeriach, super i hipermarketach, a także w wiejskich sklepikach na półce z chemią.



Na drugi rzut recenzja masła kakaowego firmy Oceanic z serii AA Ciało Wrażliwe. Najpierw opis producenta:

Pielęgnująca formuła zawiera masło kakaowe i masło Shea, które redukują suchość naskórka i intensywnie odżywiają skórę, nadając jej aksamitną gładkość.
Witaminy A i E działają regenerująco, opóźniają procesy starzenia się skóry, przeciwdziałają utracie jej elastyczności i sprawiają, że zachowuje jędrność i odzyskuje miękkość.
Alantoina łagodzi podrażnienia.
Testowany dermatologicznie na osobach z chorobami alergicznymi skóry
Z hypoalergiczną kompozycją zapachową, pH neutralne dla skóry.





Cena: 12 zł

Pojemność: 250 ml 


Produkt Oceanica z serii AA Ciało Wrażliwe jest także nazwane masłem, chociaż moim zdaniem ma z nim mniej wspólnego niż kosmetyk Ziai. Trudno opisać konsystencję - do masła mu zdecydowanie daleko, ale z drugiej strony jest dużo gęstszy od standardowego balsamu do ciała.

Kosmetyk nie jest tłusty, wchłania się bezproblemowo i bardzo szybko, nie pozostawia żadnej warstwy. Nie potrzeba dużej ilości, by pokryć skórę, przez co jest znacznie bardziej wydajny niż masło Ziai. Jeśli chodzi o zapach, to nie przypomina mi czekolady ani kakao, jest słodki i nietypowy, coś jak słodkie ciasteczka - bardzo mi się podoba. Na skórze staje się subtelny, niedrażniący i miło otula przed snem.




Ze względu na zapach i konsystencję przyjemnie się go używa. Niestety jak dla mnie zalety produktu Oceanic na tym się kończą.

Strasznie denerwuje mnie opakowanie. Butelka wykonana jest z grubego plastiku, przez co ciężko się ją naciska. W połączeniu z gęstą zawartością powoduje to irytujący problem z wydobyciem preparatu. Pod koniec używania masło osadza się na ściankach i za nic nie chce się wycisnąć.

Działanie ma przeciętne. Skóra jest po nim przyjemna w dotyku, ale jak dla mnie niedostatecznie nawilżona. Zaraz po posmarowaniu jest nie najgorzej, ale rano mam wrażenie, że niczym się nie smarowałam. Czuję się jakbym zastosowała lekkie mleczko do bezproblemowej skóry, a nie preparat nazwany masłem, przeznaczony do skóry bardzo suchej. Nie mam co prawda przesuszonej skóry na ciele, ale przez kilka lat pielęgnacji przyzwyczaiłam się do stosowania ciężkich, tłustych i treściwych balsamów i maseł - wybieram więc zwykle te dla skóry suchej. Mam wrażenie, że ten kosmetyk dla wymagających będzie niestety za słaby.



Pojemność większa niż w przypadku Ziai, a cena podobna. Biorąc pod uwagę wydajność kosmetyku, tak jak wspomniałam, przewagę ma Oceanic, jednak w moim odczuciu w całym starciu zdecydowanie wygrywa Ziaja.


piątek, 21 grudnia 2012

Kosmetyki antycellulitowe: balsam Bluszcz i solanka jodowo-bromowa z serii Herbal Care od Farmony


W walce z cellulitem ważna jest przede wszystkim profilaktyka - ruch w ciągu dnia, ćwiczenia fizyczne, odpowiednia dieta (uboga w sól zatrzymującą wodę w organizmie, a bogata w warzywa i owoce) i przyjmowanie dużej ilości płynów. Wspomóc możemy się też kosmetykami i zabiegami w gabinetach kosmetycznych. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że żaden preparat ani zabieg nie uzdrowi nas w cudowny sposób z pomarańczowej skórki, jeśli nie zadbamy o wspomniane odżywianie i ruch.

W ramach poprawy jędrności skóry, systematycznie używam peelingów oraz ukochanej gąbki antycellulitowej "Syrena". Staram się też codziennie stosować preparat z serii kosmetyków ujędrniających, wyszczuplających czy antycellulitowych. Właśnie dziś napiszę co nieco o antycellulitowych kosmetykach Farmony z linii Herbal Care: balsamie "Bluszcz" oraz solance jodowo-bromowej.  

Opis balsamu "Bluszcz":

Balsam zawiera wyjątkowo łagodne, naturalne składniki aktywne, które znakomicie pielęgnują skórę poprawiając jej kondycję i zapewniając piękny wygląd. Specjalnie opracowana, bogata receptura wyszczupla i ujędrnia oraz zmniejsza objawy cellulit, pozostawiając aksamitnie gładką i sprężystą skórę, a delikatna konsystencja i przyjemny zapach zwiększają komfort stosowania.
Ekstrakt z bluszczu poprawia ukrwienie skóry, przyspieszając redukcję tkanki tłuszczowej, a także ujędrnia i wygładza skórę, zmniejszając widoczność cellulitu.
Bio - Caffeine Complex bogate źródło naturalnej kofeiny, wspomaga proces oczyszczania skóry z toksyn, wyszczupla oraz wygładza, redukując cellulit i zapobiegając jego nawrotom.
Naturalny prebiotyk doskonale nawilża, chroniąc skórę przed przesuszeniem i powstawaniem podrażnień.
Koenzym Q10 dotlenia, odżywia i energizuje skórę, poprawiając jej koloryt i wygląd.
Spektakularne efekty:
- doskonale nawilżona i wzmocniona skóra,
- aksamitnie gładka i napięta,
- bardziej jędrna i sprężysta,
- wyraźnie zredukowany cellulit i wyszczuplona sylwetka.
Balsam polecany jest do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie pozbawionej jędrności, wymagającej intensywnego wyszczuplenia i wygładzenia.






Cena: 10 zł

Pojemność: 250 ml


Zwykle preparaty antycellulitowe mają postać żelu, fundują nam wrażenia w postaci mentolowego chłodu czy ogrzewania niczym żelazko, trudno się wchłaniają, pozostawiają na ciele silikonową warstwę itp. "Bluszcz" w niczym nie przypomina typowego preparatu antycellulitowego, a raczej tradycyjny balsam do ciała. Jest treściwy i gęsty, ma kremową barwę, szybko się wchłania i nie maże się po skórze. Pachnie intensywnie trawą cytrynową, co większości z pewnością będzie odpowiadać, jednak ja nie przepadam za zapachami odświeżającymi i cytrusowymi (wszechobecny aromat trawy cytrynowej w kosmetykach znudził mi się w szczególności).



Balsam pozostawia skórę dobrze nawilżoną i ... w zasadzie tyle. Nie ujędrnia jakoś spektakularnie, chociaż skóra przy dłuższym stosowaniu utrzymuje dobrą kondycję, jest wygładzona i miękka. To na pewno dobry, codzienny kosmetyk, jednak nie ma co liczyć na to, że pomoże usunąć problem cellulitu. Prewencyjnie sprawdził się świetnie, dlatego polecam go, jeśli chcemy uchronić skórę przed nierównościami. Sama kupiłabym jeszcze nie raz ten produkt, gdyby nie jego zapach.

Jest znacznie bardziej wydajny od żelowych wyszczuplaczy, bo starczył mi na dwa miesiące codziennego stosowania. Opakowanie estetyczne, wygodne i higieniczne. Niestety, bardzo trudno wydobyć resztki produktu ze względu na jego gęstą konsystencję, dlatego pod koniec konieczne jest rozcięcie tubki. Cena niska jak na preparat antycellulitowy, ale standardowa dla balsamu, do którego "Bluszczowi" znacznie bliżej. 



Opis solanki jodowo-bromowej:

Solanka jodowo - bromowa zawiera łagodne dla skóry, naturalne składniki aktywne, które zapewniają doskonałą pielęgnację, przywracając piękny, zdrowy wygląd.
Specjalnie opracowana receptura, bogata w cenne mikroelementy oraz ekstrakty z bluszczu i borowiny zwiększa skuteczność kuracji wyszczuplającej, wspomaga redukcję cellulitu i rozstępów oraz poprawia jędrność i sprężystość skóry.
Dodatkowo inutec - naturalny prebiotyk intensywnie nawilża oraz korzystnie wpływa na stan skóry, chroniąc ją przed przesuszeniem i powstawaniem podrażnień.
Spektakularne efekty:
- doskonale nawilżona i wzmocniona skóra,
- aksamitnie gładka i napięta,
- bardziej jędrna i sprężysta,
- zredukowany cellulit i wyszczuplona sylwetka.
Antycellulitowa solanka do kąpieli polecana jest do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie pozbawionej jędrności, wymagającej intensywnego wyszczuplenia i wygładzenia.
Produkt łagodny dla skóry, przyjazny dla środowiska.
Zawiera roślinne składniki z czystych ekologicznie terenów oraz inutec.
Nie zawiera formaldehydu i parabenów. Bez sztucznych barwników i alkoholu.






Cena: 7 zł

Pojemność: 500 ml



Solankę wypatrzyłam w sklepie akurat wtedy, gdy z zapasów wyciągnęłam balsam "Bluszcz" i musiałam kupić ją do kompletu. Miałam już do czynienia z solanką jodowo-bromową o zapachu bzu firmy Joanna (recenzja tutaj: klik), którą uwielbiałam, więc wymagania wobec tego produktu mam już nieco zawyżone.

Zacznę od zapachu. Spodziewałam się powtórki trawy cytrynowej, jednak zapach jest znacznie bardziej interesujący i złożony. Faktycznie wyczuwalna jest lekko trawa cytrynowa, ale nie tak oczywista i jednowymiarowa jak w balsamie. Znacznie więcej w tej kompozycji herbacianego aromatu - coś jakby pomieszanie zielonej i czarnej herbaty. Jest świeżo, a jednocześnie ciepło. Można się naprawdę świetnie zrelaksować w towarzystwie tego zapachu, tym bardziej że jest intensywny i długotrwały (łazienka pachnie jeszcze przez długi czas od wyjścia z wanny).




Solanka pieni się mocno, piana utrzymuje się dość długo, choć w moim przypadku nie do końca kąpieli. Liczyłam na to, że preparat nie wysuszy skóry. Zaskoczył mnie jeszcze bardziej! O wysuszeniu nie było mowy, wręcz przeciwnie - skóra po kąpieli zawsze była wygładzona i miękka. Solanka to nie olejek do kąpieli, więc nie czułam nawilżenia czy natłuszczenia i konieczne było zastosowanie balsamu / masła, ale i tak byłam zaskoczona efektami samej solanki. 

Opakowanie w przyjemnym stylu, estetyczne, wygodne. Dzięki kanciastej nakrętce łatwo się otwiera nawet mokrymi rękami. Nigdy nie żałowałam solanki, wylewałam pod strumień wody spore ilości, a mimo to starczyła mi na wiele, wiele kąpieli. Cena wyjątkowo korzystna jak na tak dobry produkt. Polecam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...