Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 lutego 2013
Żel i płyn micelarny BeBeauty
Dzisiaj post o blogowych hitach - żelu i płynie micelarnym z Biedronki. Zapewne większości z Was znudziły się już notki o tych produktach, ale może dacie radę przeczytać jeszcze jedną.
Najpierw o żelu micelarnym ze strony BeBeauty:
Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje uczucie świeżości i komfortu.
źródło: www.bebeautycare.pl
Cena: 5 zł
Pojemność: 150 ml
Od dawna wykreśliłam ze swojej pielęgnacji wszelkie żele z SLS-em (do tej pory nie mogę zrozumieć jak przez kilka lat mogłam katować moją skórę preparatami do mycia skóry problemowej, które tylko pogarszały sytuację wysuszając i powodując wzmożoną produkcję sebum). Teraz oczyszczam twarz głównie płynami micelarnymi, ale także olejkami hydrofilnymi lub żelami bez drażniących składników.
Żel BeBeauty od razu zwrócił moją uwagę w Biedronce, chociaż zakupiłam go dopiero po pierwszej fali internetowych zachwytów. Ma konsystencję kisielu (kiślu? nigdy nie wiem), jest przezroczysty i odrobinę lepkawy. Pachnie oryginalnie, delikatnie, coś jak jagody pomieszane z budyniem, kojarzy mi się z zapachem limitowanego żelu pod prysznic 'Borówka i wanilia' z Alterry (pisałam o nim tutaj). Podoba mi się, chociaż kłóci się to z ideą kosmetyku hypoalergicznego, który powinien być raczej bezzapachowy.
Żel praktycznie się nie pieni, co jest dla mnie ogromnym plusem, ale osobom przyzwyczajonym do drogeryjnych żeli może to przeszkadzać. Nie potrzeba go wiele, by dobrze oczyścić twarz z zanieczyszczeń - mnie wystarcza porcja wielkości laskowego orzecha. Jeśli chodzi o mycie twarzy nie mam do niego zastrzeżeń pod względem skuteczności, jednak zupełnie nie nadaje się do oczu. Makijaż potwornie się rozmazuje, zarówno ten wyjściowy jak i codzienny, pozostaje na powiekach i wokół nich w postaci ciemnego kleksa. Do tego oczy po użyciu preparatu okropnie szczypią, są zaczerwienione i podrażnione, a nie mam ich jakoś specjalnie wrażliwych. Podsumowując - zmywając makijaż oczu tym żelem wyglądam jak zapłakana panda z czarnymi podkówkami.
Jestem przeczulona na punkcie ściągania i wysuszania twarzy przez wszelkie preparaty oczyszczające i niestety żel BeBeauty powoduje u mnie w tej kwestii lekki dyskomfort. Myślę, że dla większości osób będzie odpowiedni, jednak doradzałabym ostrożność w przypadku suchych cer (ja mam tłustą i odczuwam odrobinę ściągnięcia po myciu).
Opakowanie wygodne, higieniczne i o przyjemnej estetyce. Tubę stawia się na zakrętce i szczególnie pod koniec używania nie trzeba męczyć się z wyciskaniem preparatu. Cena świetna jak to zwykle bywa przy produktach Be Beauty.
Nie jest to zły żel, chociaż nie podzielam zachwytów większości. Moim zdaniem nieporównywalnie lepiej spełniają swoje zadanie np. olejki myjące z Biochemii Urody - łagodnie oczyszczają zarówno twarz jak i oczy (o olejku myjącym 'Drzewo herbaciane' pisałam tutaj). Zużyję oczywiście do końca, ale nie przewiduję ponownego zakupu.
Na drugi rzut opiszę płyn micelarny. Pomimo tego, że już od dawna jest w sprzedaży nie ma o nim jeszcze informacji na stronie BeBeauty. Zacytowane poniżej obietnice producenta pochodzą z opakowania produktu:
Delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy oraz oczu z makijażu, także wodoodpornego oraz zanieczyszczeń. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. Przywraca komfort czystej skóry bez uczucia ściągnięcia.
Cena: 4,50 zł
Pojemność: 200 ml
Przetestowałam już sporo płynów micelarnych, w większości z niższej półki cenowej. Ponieważ to jeden z produktów, który zużywam w dużych ilościach na bieżąco, ciągle szukam ideału o jak najniższej cenie. Płyn BeBeauty wydawał się więc perfekcyjnym kandydatem.
Pachnie dość intensywnie zieloną herbatą i chociaż nie znoszę tego zapachu w przypadku kosmetyków typu żel do mycia czy balsam do ciała, to w płynie BeBeauty wyjątkowo mi pasuje. Jest niezwykle orzeźwiający (złamany trochę aromatem kwiatowym), co przy porannej toalecie jest jak najbardziej wskazane. Z drugiej strony płyn BeBeauty jest rekomendowany (podobnie jak żel) jako produkt przeznaczony dla skóry wrażliwej i hypoalergiczny, więc trudno zrozumieć dlaczego jest tak mocno naperfumowany.
Oczyszcza skutecznie, ale nie idealnie i czasem przy mocniejszym makijażu muszę użyć kilku wacików, by pozbyć się wszystkich resztek. Przy porannym oczyszczaniu wystarcza mi tylko jeden płatek z płynem, więc nie jest źle. Odświeża rewelacyjnie, choć w moim odczuciu nie działa nawilżająco tak jak tonik i zawsze po zastosowaniu tego płynu używam dodatkowo hydrolatu.
Skóra po przemyciu płynem nie lepi się, jest świeża i oczyszczona. Używałam tego płynu w duecie z żelem micelarnym i zauważyłam, że twarz z czasem stała się bardziej wysuszona - musiałam wspomagać się nawilżającymi maseczkami i tłustszym kremem. Nie wiem, czy to tylko "zasługa" żelu micelarnego czy także płynu.
Do oczu jest świetny - rozpuszcza i dokładnie oczyszcza powieki z wszelkiego makijażu. Przy mocnejszym trzeba oczywiście użyć dwóch wacików, ale naprawdę rzadko spotyka się płyn micelarny o takiej skuteczności w zmywaniu make-upu ocznego. Nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia ani szczypania. W tej roli wolę jednak mimo wszystko płyny dwufazowe, bo przyzwyczajona jestem do tłustej powłoczki wokół oczu, a po tym płynie mam niestety uczucie lekkiego ściągnięcia.
Butelka jest świetna! Nieduża, poręczna i estetycznie wykonana. Na największą uwagę zasługuje genialnie zaprojektowany dozownik - wystarczy tylko lekko nacisnąć, a klapka odchyla się i uwalnia otwór dozujący. Dzięki temu zaoszczędzamy trochę czasu, szczególnie w porannym pośpiechu. Dziurka jest co prawda nieco za szeroka, ale szybko można się przyzwyczaić, by nie wylewać przez nią zbyt dużo płynu.
Cena naprawdę niska - nie wiem, czy można gdzieć kupić jeszcze tańszy płyn micelarny (choć możliwe, że jakimś markecie). Wydajność tego płynu jest jednak nieco słabsza niż innych używanych przeze mnie dotychczas.
Moja opinia wyrażona najprościej to: dobre, tanie, ale bez szału.
środa, 8 sierpnia 2012
Kremowy żel do stóp Be Beauty
Dzisiaj krótka recenzja letniego kosmetyku z oferty Be Beauty - kremowego żelu do stóp przeciw nadmiernej potliwości. Dlaczego letniego? Zapraszam do przeczytania.
Opis produktu ze strony Be Beauty:
Antyperspirujący preparat do stóp o lekkiej, żelowej konsystencji oraz energizującym zapachu cytryny, pomarańczy i mentolu to jeden z kosmetyków z linii Foot Expert!v. Zapobiega nadmiernej potliwości pozostawiając przyjemne uczucie świeżości i komfortu. Preparat szybko się wchłania, umożliwiając aplikację na chwilę przed założeniem obuwia.
Jak działa?
- Ekstrakt z szałwii i tymianku posiadają właściwości antybakteryjne
- Talk aktywnie zmniejsza pocenie się stóp absorbując nadmiar wilgoci
- Gliceryna wykazuje silne działanie zmiękczające i nawilżające
- Pantenol wspomaga procesy odnowy, łagodzi podrażnienia
- Mentol pozostawia uczucie komfortu, odprężenia i świeżości.
źródło: www.bebeautycare.pl
Skład: Aqua, Glycerin, Talc, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Propylene Glycol, Propylene Glycol (and) Thymus Vulgaris (Thyme) Herb Extract, Propylene Glycol (and) Aqua (and) Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Panthenol, Menthol, Disodium EDTA, Carbomer, Xanthan Gum, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Parfum, Limonene, Citral, Linalool, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol, CI 42090
Pojemność: 75 ml
Cena: 2,50 zł
Kosmetyk ma konsystencję dość rzadkiego, lekko lepkiego, ale zdecydowanie nie kremowego żelu. Kolor podobny do tego z opakowania - energetyczna i wdzięczna miętka a la pasta do zębów. Pachnie intensywnie mentolem, ale wyczuwam też jakąś nutę odświeżacza powietrza czy środka do czyszczenia. Takie zapachy w przypadku żelu pod prysznic czy balsamu są dla mnie nie do przejścia, ale jako antyperspirant do stóp jestem w stanie przeżyć.
Żel wchłania się błyskawicznie i od razu genialnie chłodzi. Właśnie to chłodzenie, wyczuwalne przez długi czas po aplikacji, jest dla mnie największym plusem tego produktu. Najprzyjemniej używa się go latem, zarówno przed wyjściem na upał, jak i po powrocie do domu po męczącym, gorącym dniu. Jeśli chodzi o działanie antyperspiracyjne to spisuje się przeciętnie. Nie zapewnia całodziennej ochrony, choć faktycznie przedłuża świeżość stóp na kilka godzin. Na szczęście używaniu żelu nie towarzyszą atrakcje w postaci zsypującego się talku czy denerwującej, suchej powłoki, jak to ma miejsce przy niektórych preparatach przeciw potliwości stóp. Nie nawilża i nie pielęgnuje w moim odczuciu, ale nie takie jest jego zadanie.
Niestety żel jest niewydajny, przy codziennym smarowaniu nie starcza mi nawet na miesiąc. Opakowanie bardzo estetyczne i wygodne, z solidnym, klikowym zamknięciem. Miękka tubka pozwala wydobyć kosmetyk niemal do samego końca. Cena groszowa, bo 2,50 zł, więc nie szkodzi spróbować.
niedziela, 15 lipca 2012
Krem ochronny (nie tylko) do rąk Be Beauty z masłem Shea i olejem kokosowym
Niedawno recenzowałam masła do ciała z Biedronki z serii Be Beauty: ujędrniające Brazylia i odżywcze Afryka (poczytać można tutaj: KLIK). Zapowiedziałam wtedy recenzję kremu ochronnego do rąk - prawdziwej perełki kosmetycznej za grosze.
Najpierw opis ze strony Be Beauty:
Krem do codziennej pielęgnacji suchej skóry rąk. Intensywnie regeneruje, przynosząc ulgę szorstkim i spierzchniętym dłoniom. Jego formuła łączy działanie oleju kokosowego i masła Shea, zapewniając optymalny poziom nawilżenia, a także chroniąc przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Krem został wzbogacony o glicerynę, która nadaje skórze elastyczność, miękkość i jedwabistą gładkość. Subtelny zapach daje długotrwałe uczucie świeżości, a lekka konsystencja sprawia, że łatwo rozprowadza się na skórze.
Pojemność: 125 ml
Cena: 3,50 zł
źródło: www.bebeautycare.pl
Pierwszą tubkę tego kremu kupiłam ponad rok temu. Potrzebowałam na szybko jakiś nawilżacz do rąk, byłam akurat w Biedronce, więc spośród trzech propozycji Be Beauty wybrałam krem ochronny w jaskrawozielonym opakowaniu - jego skład wydał mi się najlepszy. Kończę zużywać właśnie trzecią z kolei tubkę kremu Be Beauty. W międzyczasie miałam kilka innych kremów do rąk, ale żaden nie spisywał się tak dobrze jak ten.
Bardzo denerwują mnie reklamy kosmetyków, które deklarują się jako naturalne albo że swoje działanie zawdzięczają naturalnym składnikom, a w rzeczywistości zawierają olej czy ekstrakt na końcu składu. Krem ochronny Be Beauty w INCI zaraz za wodą ma olej kokosowy (nawilża, odżywia, regeneruje, uelastycznia), a następnie masło Shea (nawilża, koi, wygładza, uzupełnia niedobory witamin, zapobiega zmarszczkom). W dalszej kolejności zawiera także emolienty.
Krem jest gęsty, ma biały kolor i delikatny zapach, trudny do określenia. Po prostu przyjemnie naperfumowany, znam go z jakiegoś innego kosmetyku, którego używałam dawno temu, ale nie mogę skojarzyć jakiego. Krem gładko się rozsmarowuje, szybko wchłania i pozostawia na skórze ochronny film. Nie jest to jednak nieprzyjemna, tłusta warstwa, która uniemożliwia funkcjonowanie, jak to bywa przy wielu preparatach do rąk.
Dłonie są dzięki niemu świetnie nawilżone i elastyczne. Przynosi ulgę skórze wysuszonej detergentami, czy zmianami temperatury. Nie mam zanadto wysuszonych dłoni czy problemów z pękającą skórą, nie wiem czy sprawdzi się wśród bardziej wymagających konsumentek, ale moim dłoniom wystarcza w stu procentach.
Skład kremu i kilka informacji w internecie zachęciło mnie do użycia kremu na ... włosy. Olej kokosowy jest przecież podstawowym olejem w pielęgnacji włosów zapewniającym ochronę, nawilżenie i odbudowę struktury włosów, podobnie jak masło Shea, które w szczególności chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych. Wielokrotnie nakładałam krem Be Beauty na końcówki - były świetnie zabezpieczone przed rozdwajaniem i odpowiednio nawilżone. Można więc schować w kąt wszystkie silikonowe jedwabie i wybrać się po krem do Biedronki, by zapewnić odpowiednią pielęgnację i ochronę końcówkom.
Opakowanie ma wygodne, klikowe zamknięcie. Tubka ma pojemność 125 ml, czyli więcej niż standardowe 100 ml dla kremu do rąk. Cena jak na taki skład jest bajeczna - 3 złote z groszami. Polecam!
czwartek, 7 czerwca 2012
Masła do ciała Be Beauty z Biedronki: ujędrniające Brazylia i odżywcze Afryka
W minione lato na produkty Be Beauty z Biedronki panował istny szał. Kupiłam wtedy na wyprzedażach peeling do ciała Borówka, który bardzo miło wspominam oraz masła do ciała: Brazylię i Afrykę. Ponieważ zapasów smarowidłowych mam mnóstwo, więc masła dopiero niedawno doczekały się wyciągnięcia z szafki.
Najpierw zdjęcia opakowań, obietnice producenta i składy:
MASŁO BRAZYLIA
MASŁO AFRYKA
Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 5 zł
Konsystencja maseł nie jest tępa i zbita, jak to często bywa przy takich produktach. Powiedziałabym, że najbliżej im do gęstego, lekko żelowego balsamu (jednak absolutnie nielejącego) lub serka homogenizowanego. Masła wspaniale się aplikuje - rozsmarowują się łatwo i gładko, szybko się wchłaniają i nie mażą po skórze. Nie są kleiste, po użyciu skóra nie lepi się do ubrań. Naprawdę pod względem konsystencji nie można mieć żadnych zastrzeżeń.
MASŁO BRAZYLIA
Masła różni oczywiście zapach, a także kolor. Masło Brazylia ma odcień kremowy, pachnie trochę cytrusowo, jednak bardziej jak trawa cytrynowa niż typowe cytrusy. Na początku zapach mi nie odpowiadał (bo za cytrusowo-odświeżaczowymi woniami nie przepadam), ale z czasem zmieniłam o nim zdanie. Świetnie pobudza, wyzwala energię i stawia na nogi, dlatego polecam go na okres wiosenno-letni. Afryka ma ciemniejszy kolor, taki oliwkowo-żółty. Zapach masła jest otulający i ciepły, trochę orzechowy, orientalny, waniliowy, może nieco kadzidlany. Idealny na chłodne, jesienno-zimowe wieczory, naprawdę genialnie relaksuje i odpręża.
MASŁO AFRYKA
Masła świetnie nawilżają skórę, sprawiają, że jest miękka i gładka oraz kusząco pachnąca. Nawilżenie czuć jeszcze długo, długo po aplikacji kosmetyku. Szkoda tylko, że zapach nie utrzymuje się jeszcze dłużej.
Opakowanie typowe dla masła, czyli odkręcany słoiczek. Może nie do końca to higieniczne, ale ja akurat lubię słoiki, bo można wykorzystać kosmetyk do końca bez konieczności rozcinania i wygrzebywania zawartości. Słoik od nowości zabezpieczony był nakładką z aluminiowej folii - dzięki temu wiemy, że nikt wcześniej nie grzebał paluchami w kosmetyku. Cena rewelacyjna jak na masło do ciała! Ciekawie zaprojektowana, estetyczna okładka także zachęca do zakupu.
Żałuję tylko, że masła były dostępne tylko sezonowo i nie ma ich w stałej ofercie Biedronki. Czasami w niektórych sklepach można je znaleźć gdzieś w bałaganie. Poszukajcie, może Wam się jeszcze poszczęści!
Dzięki tym masłom przekonałam się po raz enty, że tanie nie znaczy złe, wręcz przeciwnie. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po produkty Be Beauty. Teraz używam ochronnego kremu do rąk w zielonym opakowaniu i jestem nim zachwycona - recenzja niedługo pojawi się na blogu.
sobota, 5 maja 2012
Saszetki zapachowe z Biedronki
W majówkę dokończyłam w końcu wiosenne porządki w szafach. Pozbyłam się kilku reklamówek zbędnych ubrań, chociaż niewiele to dało, bo i tak ciuchy zewsząd się wysypują :)
Na ostatnich zakupach w Biedronce zauważyłam pudło z zapachowymi saszetkami do szaf w bardzo niskiej cenie - 1,49 zł oraz przepięknych opakowaniach! Kupiłam kilka na próbę z okazji zwieńczenia porządków. Wcześniej używałam saszetek Pachnącej Szafy - uwielbiam je, jednak są dużo droższe, bo kosztują ok. 3 złote. Miałam już z Pachnącej Szafy leśną konwalię, jaśmin oraz kwiat czereśni i każdy rodzaj saszetki pachniał idealnie jak tego oczekiwałam, a do tego skutecznie odświeżał szafę przez parę miesięcy.
Saszetki z Biedronki są w dwóch wariantach wielkości - pakowane po dwie mniejsze sztuki lub jedną większą. Szperałam długo i nie mogłam się zdecydować na warianty zapachowe, no i na wielkości. Do wyboru były: morska bryza, cynamon, cytryna, magnolia, jaśmin, róża, zielona herbata, frezja. Możliwe, że zapomniałam o jakimś zapachu albo nie było go już w koszu.
Ostatecznie wzięłam duże: magnolię i jaśmin oraz małe: ponownie jaśmin, różę, frezję.
Duże zawieszki mają plastikowy wieszaczek idealny do powieszenia na drążku w szafie. Jaśmin pachnie jaśminem pomieszanym z konwalią, całkiem przyjemnie. Magnolia magnolii jednak zupełnie nie przypomina, to taki odświeżaczowy zapach, trochę podobny do męskiej wody kolońskiej. Z tych dwóch wariantów jaśmin wypada zapachowo dużo lepiej.
Małe saszetki zamiast plastikowego wieszaczka mają cienką gumeczkę.
Kiedy otworzyłam opakowanie z małą saszetką z jaśminem zdziwiłam się, bo był to zupełnie inny zapach niż ten z większej saszetki. Co więcej - okropny. Nie ma on nic wspólnego z jaśminem, ani nawet z żadnym kwiatem. Przypomina mi odświeżacze typu anti-tabac - silny, duszny, dominujący i ... śmierdzący.
Frezja z małej saszetki to natomiast stuprocentowe mydełko. Od początku do końca mydlany zapach, zero frezji ani innego kwiatu. Włożyłam go do szuflady z bielizną, a efekt jest taki, jakbym położyła tam właśnie otwarte mydło.
Róża za to jako jedyna z małych saszetek bardzo przypadła mi do gustu. To typowa róża, pięknie i intensywnie pachnąca, identycznie jak olejek różany. Nie wiem, czy większa wersja jest równie dobra, ale małą różę gorąco polecam!
Saszetki oprócz szafy nadają się do odkurzaczy (choć nie bardzo rozumiem jak), łazienki oraz samochodu. Wydaje mi się, że małe sprawdzą się lepiej właśnie w zastępstwie zapachowych drzewek do auta.
Saszetki pachną naprawdę intensywnie (jedne ładniej, inne gorzej jak wspominałam) i cała szafa jest przesiąknięta powieszonym zapachem. Zaskoczyło mnie to pozytywnie. Wystarczy więc trafić na dobry zapach (najbardziej polecam małą różę oraz duży jaśmin) i zrobić zapas, bo cenowo naprawdę wypadają korzystnie. Możliwe, że wybiorę się jeszcze po cynamon, bo trochę mnie kusił.
Na koniec jeszcze jeden zakup z Biedronki - prześliczne szklanki z serii Decoline huty Krosno! Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Kwiatuszki są przesłodkie i bardzo księżniczkowe! Komplet 6 sztuk kosztuje 18,99 zł. Nie jest to mało, ale moim zdaniem są jak najbardziej warte tej ceny.
Kupiłam je wczoraj, ale tak byłam nimi oczarowana, że dziś kupiłam kolejny komplet :)
Są też do wyboru inne zdobienia - jakieś groszki i paski, ale nie przypatrywałam się im dokładnie, bo żadne nie były tak śliczne jak te.
Na ostatnich zakupach w Biedronce zauważyłam pudło z zapachowymi saszetkami do szaf w bardzo niskiej cenie - 1,49 zł oraz przepięknych opakowaniach! Kupiłam kilka na próbę z okazji zwieńczenia porządków. Wcześniej używałam saszetek Pachnącej Szafy - uwielbiam je, jednak są dużo droższe, bo kosztują ok. 3 złote. Miałam już z Pachnącej Szafy leśną konwalię, jaśmin oraz kwiat czereśni i każdy rodzaj saszetki pachniał idealnie jak tego oczekiwałam, a do tego skutecznie odświeżał szafę przez parę miesięcy.
Saszetki z Biedronki są w dwóch wariantach wielkości - pakowane po dwie mniejsze sztuki lub jedną większą. Szperałam długo i nie mogłam się zdecydować na warianty zapachowe, no i na wielkości. Do wyboru były: morska bryza, cynamon, cytryna, magnolia, jaśmin, róża, zielona herbata, frezja. Możliwe, że zapomniałam o jakimś zapachu albo nie było go już w koszu.
Ostatecznie wzięłam duże: magnolię i jaśmin oraz małe: ponownie jaśmin, różę, frezję.
Duże zawieszki mają plastikowy wieszaczek idealny do powieszenia na drążku w szafie. Jaśmin pachnie jaśminem pomieszanym z konwalią, całkiem przyjemnie. Magnolia magnolii jednak zupełnie nie przypomina, to taki odświeżaczowy zapach, trochę podobny do męskiej wody kolońskiej. Z tych dwóch wariantów jaśmin wypada zapachowo dużo lepiej.
Małe saszetki zamiast plastikowego wieszaczka mają cienką gumeczkę.
Kiedy otworzyłam opakowanie z małą saszetką z jaśminem zdziwiłam się, bo był to zupełnie inny zapach niż ten z większej saszetki. Co więcej - okropny. Nie ma on nic wspólnego z jaśminem, ani nawet z żadnym kwiatem. Przypomina mi odświeżacze typu anti-tabac - silny, duszny, dominujący i ... śmierdzący.
Frezja z małej saszetki to natomiast stuprocentowe mydełko. Od początku do końca mydlany zapach, zero frezji ani innego kwiatu. Włożyłam go do szuflady z bielizną, a efekt jest taki, jakbym położyła tam właśnie otwarte mydło.
Róża za to jako jedyna z małych saszetek bardzo przypadła mi do gustu. To typowa róża, pięknie i intensywnie pachnąca, identycznie jak olejek różany. Nie wiem, czy większa wersja jest równie dobra, ale małą różę gorąco polecam!
Saszetki oprócz szafy nadają się do odkurzaczy (choć nie bardzo rozumiem jak), łazienki oraz samochodu. Wydaje mi się, że małe sprawdzą się lepiej właśnie w zastępstwie zapachowych drzewek do auta.
Saszetki pachną naprawdę intensywnie (jedne ładniej, inne gorzej jak wspominałam) i cała szafa jest przesiąknięta powieszonym zapachem. Zaskoczyło mnie to pozytywnie. Wystarczy więc trafić na dobry zapach (najbardziej polecam małą różę oraz duży jaśmin) i zrobić zapas, bo cenowo naprawdę wypadają korzystnie. Możliwe, że wybiorę się jeszcze po cynamon, bo trochę mnie kusił.
Na koniec jeszcze jeden zakup z Biedronki - prześliczne szklanki z serii Decoline huty Krosno! Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Kwiatuszki są przesłodkie i bardzo księżniczkowe! Komplet 6 sztuk kosztuje 18,99 zł. Nie jest to mało, ale moim zdaniem są jak najbardziej warte tej ceny.
Szklanki mają pojemność 370 ml. Każdy komplet zawiera po 2 szklanki w 3 wariantach kolorystycznych kwiatków:
- białe, niebieskie, fioletowe
- białe, różowe, jasnozielone
- białe, żółto-pomarańczowe, fuksjowe
Kupiłam je wczoraj, ale tak byłam nimi oczarowana, że dziś kupiłam kolejny komplet :)
Są też do wyboru inne zdobienia - jakieś groszki i paski, ale nie przypatrywałam się im dokładnie, bo żadne nie były tak śliczne jak te.
niedziela, 11 grudnia 2011
Słodkości, słodkości ...
W pierwszej kolejności opowiem moje wrażenia związane z migdałowym balsamem do ciała 'Słodkie trufle i migdały' Farmony z serii Sweet Secret. Najpierw kilka słów od producenta:
Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o delikatnej, jedwabistej konsystencji i fascynującym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało.
Powstał na bazie słodkich trufli i migdałów, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, urzekająco słodki zapach. Regularne stosowanie migdałowego balsamu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura d
elikatnie pieści skórę, doskonale ją nawilża, wygładza i regeneruje przywracając aksamitną gładkość, miękkość i delikatność, a wyjątkowo apetyczny, zniewalająco słodki zapach relaksuje i odpręża, zapewniając dobry nastrój i uczucie komfortu.
Powstał na bazie słodkich trufli i migdałów, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, urzekająco słodki zapach. Regularne stosowanie migdałowego balsamu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura d
Pojemność: 225ml
Cena: ok. 13 zł
Składniki: Aqua, isopropyl myristate, propylene glycol, cyclomethicone, paraffinum liquidum, parfum, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, butyrospermum parkii, prunus amygdalus seed oil, cetearyl alcohol, prunus amygdalus seed extract, glycerin, theobroma cacao extract, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, panthenol, xanthan gum, disodium edta, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, jojoba esters, iron oxides, sodium hydroxide, benzyl benzoate, coumarin, ci 19140, ci 16255, bha
Źródło: www.farmona.pl
Ostatnio nie mam szczęścia do pielęgnacyjnych balsamów. Ten zachwycił mnie w drogerii zarówno opakowaniem jak i przepięknym zapachem migdałów, ale po wypróbowaniu na skórze byłam zawiedziona.
Ma lejącą konsystencję - zdecydowanie jest to mleczko, a nie balsam do ciała. Pachnie cudownie aromatem migdałowym do ciasta, niestety tylko w opakowaniu. Po zetknięciu ze skórą nie czuję już nic z tytułowej woni, ale taki standardowy, balsamowy zapach, w dodatku jełczejący. Zawiera czarne, malutkie drobinki, które wsmarowują się razem z balsamem - nie wiem do czego one służą, pewnie tylko do ozdoby.
Co do samego działania to nawilża, ale nie spektakularnie. Dla mojej skóry wystarczająco, nie polecam jednak bardziej wymagającym w tym względzie konsumentkom. Jest skandalicznie niewydajny. Nie miałam jeszcze produktu do pielęgnacji ciała, który znikałby z opakowania w takim tempie. Biorąc pod uwagę jeszcze mniejszą od innych balsamów pojemność (225 ml) nie starcza nawet na miesiąc.
Chciałam się też podzielić z Wami odkryciem wspaniałych słodkości - pralinek z oferty "Kulinarne życzenia na święta" dyskontu Biedronka.
W Mikołajki wybrałam się do sklepu po Ferrero Rocher - ulubione pralinki mojego męża, żeby zrobić mu niespodziankę. Jak na złość nigdzie ich nie było, ale przy okazji wstąpiłam po drodze do Biedronki, żeby zrobić pozostałe zakupy. No i w ten sposób odkryłam:
Mieszanka pralin z nadzieniem czekoladowym Selection Witor's
16,99 zł
800 g (!)
Wyborne nadziewane czekoladki z pewnością będą prawdziwym diamentem w niezwykle bogatej palecie bożonarodzeniowych rarytasów.
Źródło: www.biedronka.pl
W paczce mamy trzy rodzaje pralin:
- Milk
Najpyszniejsze z całej mieszanki, ledwo ocalała ostatnia sztuka do tego zdjęcia. Wnętrze to delikatna, puszysta biała czekolada, w której zatopione są czekoladowe, ryżowe chrupki. Na zewnątrz warstwa mlecznej czekolady.
- Hazelnut
Podobnie jak Milk oblane grubą, mleczną czekoladą. W środku mamy krem orzechowo-czekoladowy z malutkimi, ryżowymi chrupkami. Dla wielbicieli orzechów - wyborne.
- Dark
Nie mogę się o nich wypowiedzieć, bo zwyczajnie nie lubię ciemnej, gorzkiej czekolady i nie próbowałam. Mężowi za to bardzo smakują.
Kiedyś podchodziłam z rezerwą do dyskontowych, sezonowych produktów. Z czasem bardzo się przekonałam, że nie warto przepłacać za reklamowane produkty w drogich sklepach.
Dla porównania wspomniane czekoladki Ferrero Rocher kosztują ok. 20 zł za 200 g, czyli ilość pralin biedronkowych kosztowałaby w tej cenie ok. 70 zł.
Jeśli nie macie pomysłów na prezenty dla najbliższych, a wiecie, że ucieszą ich słodkości, naprawdę gorąco polecam te praliny. Opakowanie reklamówkowe może nie jest wyjściowe, ale w środku czekoladki owinięte są bardzo estetycznie. Wystarczy je przełożyć do ozdobnego pudełka czy plastikowego woreczka przewiązanego wstążką.
Nie policzyłam dokładnie, ile ich jest w opakowaniu (za szybko zniknęły), ale szacowałabym na ok. 60 sztuk. Możecie sobie policzyć, ile kosztowałoby 60 sztuk np. sławnego Rafaello ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


