sobota, 9 marca 2013

Wyniki rozdania - baza Urban Decay



Przepraszam za opóźnienie wyników tego rozdania. Byłam ostatnio bardzo zajęta, a zgłoszeń do udziału wyjątkowo dużo i sprawdzenie wszystkiego zajęło mi sporo czasu.

Maszyna losująca ze strony random.org w końcu jednak zadziałała ....



i wybrała


jusssi

Serdecznie gratuluję! Za moment prześlę maila z informacją o wygranej.

Zapraszam do udziału w kolejnych rozdaniach i konkursach.


sobota, 2 marca 2013

Czy karkówka z dżemem może smakować?

Okazuje się, że tak! A jeśli nie jesteście przekonani, to zachęcam do wypróbowania.

Lubię mięsa na słodko i chętnie testuję wszystkie przepisy na dania mięsne z owocami. Jakiś czas temu natknęłam się na przepis na karkówkę z dodatkiem dżemu (tutaj: klik). Połączenie mnie zaintrygowało, a efekty naprawdę pozytywnie zaskoczyły. Karkówka jest mięciutka, aromatyczna, lekko słodkawa. Podczas jej pieczenia pachnie apetycznie w całym domu. Można eksperymentować z różnymi dżemami - próbowałam ze śliwkowym i ostatnio z czarnej porzeczki, który jeszcze bardziej mi odpowiada.




Składniki:
- 1 kg karkówki
- 5 łyżek dżemu z czarnej porzeczki
- 2 cebule
- 3 ząbki czosnku
- 100 ml keczupu
- 100 ml oleju słonecznikowego
- przyprawa typu vegeta, pieprz

Potrzebne akcesoria:
duże naczynie żaroodporne, tłuczek, miska

Ilość porcji: 6
Koszt potrawy: ok. 20 zł
Cena za porcję: 3,30 zł
Trudność: Łatwe
Czas przygotowania: 10 min
Czas pieczenia: ok. 1 godziny



Karkówkę kroimy w plastry, rozbijamy tłuczkiem i nacieramy vegetą i pieprzem. Cebulę kroimy w kostkę, a czosnek drobno siekamy. Łączymy w miseczce składniki sosu: olej, keczup, dżem, pokrojoną cebulę i czosnek. W naczyniu żaroodpornym układamy warstwami sos keczupowo-dżemowy i plastry karkówki (na dnie powinien być sos, żeby nic się nie przypaliło). Wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około godziny bez przykrycia.


Karkówkę podałam z dodatkiem kaszy gryczanej i balsamicznych pieczarek (przepis na pieczarki podawałam już na blogu tutaj: klik).


środa, 20 lutego 2013

Żel i płyn micelarny BeBeauty


Dzisiaj post o blogowych hitach - żelu i płynie micelarnym z Biedronki. Zapewne większości z Was znudziły się już notki o tych produktach, ale może dacie radę przeczytać jeszcze jedną.


Najpierw o żelu micelarnym ze strony BeBeauty:

Hypoalergiczny preparat w postaci żelu micelarnego delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy i oczu. Struktury micelarne zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w preparacie d-panthenol zapewnia naturalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra staje się gładka i czysta. Odzyskuje uczucie świeżości i komfortu.

źródło: www.bebeautycare.pl




Cena: 5 zł

Pojemność: 150 ml


Od dawna wykreśliłam ze swojej pielęgnacji wszelkie żele z SLS-em (do tej pory nie mogę zrozumieć jak przez kilka lat mogłam katować moją skórę preparatami do mycia skóry problemowej, które tylko pogarszały sytuację wysuszając i powodując wzmożoną produkcję sebum). Teraz oczyszczam twarz głównie płynami micelarnymi, ale także olejkami hydrofilnymi lub żelami bez drażniących składników.

Żel BeBeauty od razu zwrócił moją uwagę w Biedronce, chociaż zakupiłam go dopiero po pierwszej fali internetowych zachwytów. Ma konsystencję kisielu (kiślu? nigdy nie wiem), jest przezroczysty i odrobinę lepkawy. Pachnie oryginalnie, delikatnie, coś jak jagody pomieszane z budyniem, kojarzy mi się z zapachem limitowanego żelu pod prysznic 'Borówka i wanilia' z Alterry (pisałam o nim tutaj). Podoba mi się, chociaż kłóci się to z ideą kosmetyku hypoalergicznego, który powinien być raczej bezzapachowy.




Żel praktycznie się nie pieni, co jest dla mnie ogromnym plusem, ale osobom przyzwyczajonym do drogeryjnych żeli może to przeszkadzać. Nie potrzeba go wiele, by dobrze oczyścić twarz z zanieczyszczeń - mnie wystarcza porcja wielkości laskowego orzecha. Jeśli chodzi o mycie twarzy nie mam do niego zastrzeżeń pod względem skuteczności, jednak zupełnie nie nadaje się do oczu. Makijaż potwornie się rozmazuje, zarówno ten wyjściowy jak i codzienny, pozostaje na powiekach i wokół nich w postaci ciemnego kleksa. Do tego oczy po użyciu preparatu okropnie szczypią, są zaczerwienione i podrażnione, a nie mam ich jakoś specjalnie wrażliwych. Podsumowując - zmywając makijaż oczu tym żelem wyglądam jak zapłakana panda z czarnymi podkówkami.

Jestem przeczulona na punkcie ściągania i wysuszania twarzy przez wszelkie preparaty oczyszczające i niestety żel BeBeauty powoduje u mnie w tej kwestii lekki dyskomfort. Myślę, że dla większości osób będzie odpowiedni, jednak doradzałabym ostrożność w przypadku suchych cer (ja mam tłustą i odczuwam odrobinę ściągnięcia po myciu).




Opakowanie wygodne, higieniczne i o przyjemnej estetyce. Tubę stawia się na zakrętce i szczególnie pod koniec używania nie trzeba męczyć się z wyciskaniem preparatu. Cena świetna jak to zwykle bywa przy produktach Be Beauty.

Nie jest to zły żel, chociaż nie podzielam zachwytów większości. Moim zdaniem nieporównywalnie lepiej spełniają swoje zadanie np. olejki myjące z Biochemii Urody - łagodnie oczyszczają zarówno twarz jak i oczy (o olejku myjącym 'Drzewo herbaciane' pisałam tutaj). Zużyję oczywiście do końca, ale nie przewiduję ponownego zakupu.



Na drugi rzut opiszę płyn micelarny. Pomimo tego, że już od dawna jest w sprzedaży nie ma o nim jeszcze informacji na stronie BeBeauty. Zacytowane poniżej obietnice producenta pochodzą z opakowania produktu:

Delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy oraz oczu z makijażu, także wodoodpornego oraz zanieczyszczeń. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. Przywraca komfort czystej skóry bez uczucia ściągnięcia.



Cena: 4,50 zł

Pojemność: 200 ml



Przetestowałam już sporo płynów micelarnych, w większości z niższej półki cenowej. Ponieważ to jeden z produktów, który zużywam w dużych ilościach na bieżąco, ciągle szukam ideału o jak najniższej cenie. Płyn BeBeauty wydawał się więc perfekcyjnym kandydatem.

Pachnie dość intensywnie zieloną herbatą i chociaż nie znoszę tego zapachu w przypadku kosmetyków typu żel do mycia czy balsam do ciała, to w płynie BeBeauty wyjątkowo mi pasuje. Jest niezwykle orzeźwiający (złamany trochę aromatem kwiatowym), co przy porannej toalecie jest jak najbardziej wskazane. Z drugiej strony płyn BeBeauty jest rekomendowany (podobnie jak żel) jako produkt przeznaczony dla skóry wrażliwej i hypoalergiczny, więc trudno zrozumieć dlaczego jest tak mocno naperfumowany.

Oczyszcza skutecznie, ale nie idealnie i czasem przy mocniejszym makijażu muszę użyć kilku wacików, by pozbyć się wszystkich resztek. Przy porannym oczyszczaniu wystarcza mi tylko jeden płatek z płynem, więc nie jest źle. Odświeża rewelacyjnie, choć w moim odczuciu nie działa nawilżająco tak jak tonik i zawsze po zastosowaniu tego płynu używam dodatkowo hydrolatu.

Skóra po przemyciu płynem nie lepi się, jest świeża i oczyszczona. Używałam tego płynu w duecie z żelem micelarnym i zauważyłam, że twarz z czasem stała się bardziej wysuszona - musiałam wspomagać się nawilżającymi maseczkami i tłustszym kremem. Nie wiem, czy to tylko "zasługa" żelu micelarnego czy także płynu.

Do oczu jest świetny - rozpuszcza i dokładnie oczyszcza powieki z wszelkiego makijażu. Przy mocnejszym trzeba oczywiście użyć dwóch wacików, ale naprawdę rzadko spotyka się płyn micelarny o takiej skuteczności w zmywaniu make-upu ocznego. Nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia ani szczypania. W tej roli wolę jednak mimo wszystko płyny dwufazowe, bo przyzwyczajona jestem do tłustej powłoczki wokół oczu, a po tym płynie mam niestety uczucie lekkiego ściągnięcia.





Butelka jest świetna! Nieduża, poręczna i estetycznie wykonana. Na największą uwagę zasługuje genialnie zaprojektowany dozownik - wystarczy tylko lekko nacisnąć, a klapka odchyla się i uwalnia otwór dozujący. Dzięki temu zaoszczędzamy trochę czasu, szczególnie w porannym pośpiechu. Dziurka jest co prawda nieco za szeroka, ale szybko można się przyzwyczaić, by nie wylewać przez nią zbyt dużo płynu.

Cena naprawdę niska - nie wiem, czy można gdzieć kupić jeszcze tańszy płyn micelarny (choć możliwe, że jakimś markecie). Wydajność tego płynu jest jednak nieco słabsza niż innych używanych przeze mnie dotychczas.


Moja opinia wyrażona najprościej to: dobre, tanie, ale bez szału.

piątek, 15 lutego 2013

Zupa gulaszowa z zacierkami




Ta zupa to specjalność Babci mojego Męża, która przekazała mi sekretny przepis. Dokonałam w nim pewnych modyfikacji i w tej wersji bardzo mi smakuje. Jest pożywna i gęsta, idealna na chłodne wieczory. Doskonale zastępuje też drugie danie przy obiadowym posiłku. Chociaż kompozycja i przyprawy podobne są do tradycyjnej zupy węgierskiej, to dzięki np. dodaniu zacierek ma też polskie akcenty.




Składniki:
- 500 g wieprzowiny
- 300 g wołowiny
- 2 cebule
- 3-4 ząbki czosnku
- 4 czerwone papryki
- 3 pomidory
- 4-5 średnich ziemniaków
- 300 g zacierek 
- pomysł na Zupę Węgierską Winiary
- papryka ostra, papryka słodka, majeranek, lubczyk
- oliwa do smażenia

Potrzebne akcesoria:
patelnia, garnek

Ilość porcji: 10
Koszt potrawy: ok. 40 zł
Cena za porcję: 4 zł
Trudność: Łatwe
Czas przygotowania: 20 min
Czas gotowania: ok. 1 h 20 min


Wołowinę i wieprzowinę kroimy w grubszą kostkę jak na gulasz. Cebulę także kroimy w kostkę, a czosnek drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy wołowinę. Podsmażamy z każdej strony aż zmieni kolor i przekładamy do garnka. Na tłuszczu ze smażenia wołowiny podsmażamy teraz wieprzowinę, w trakcie dodając cebulę i czosnek oraz sporą ilość papryki słodkiej i odrobinę ostrej. Zawartość patelni także przekładamy do garnka, dodajemy też większą saszetkę z pomysłu na zupę węgierską Winiary, przyprawiamy suszonym majerankiem i lubczykiem, a następnie dolewamy około 4 litrów wody i ustawiamy na gazie. Gotujemy na niewielkim ogniu około godziny.
W trakcie gotowania zupy, przygotowujemy pozostałe składniki. Pomidory sparzamy, zdejmujemy skórki i kroimy w kawałki. Z papryk usuwamy gniazda nasienne i kroimy w większą kostkę, przesmażamy je przez kilka minut na oliwie. Ziemniaki obieramy i także kroimy w kostkę, a zacierki przygotowujemy według przepisu na opakowaniu.
Po godzinie gotowania dodajemy do zupy ziemniaki, przesmażoną paprykę i pomidory i nadal gotujemy aż do miękkości ziemniaków. Na koniec dorzucamy małą saszetkę z pomysłu na zupę węgierską Winiary oraz zacierki. Próbujemy i w zależności od naszego smaku możemy dołożyć jeszcze przypraw. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dolewamy wody i ponownie zagotowujemy.



Przepisem na zupę gulaszową biorę udział w konkursie Winiary organizowanym na Durszlaku. Zastanawiałam się, w jaki sposób spełnić warunek konkursu dotyczący ciekawego podania zupy. Wszystkie pomysły, które przychodziły mi do głowy jak nalanie do gorącego kociołka czy chlebowych miseczek, zostały już przedstawione przez innych uczestników konkursu. Postanowiłam więc, że zupę gulaszową z zacierkami podam w ... puszce po konserwie. W towarzystwie aluminiowej łyżki i otwieracza do puszek nie prezentuje się może zbyt romantycznie, ale na turystyczny wypad z bliską osobą z poczuciem humoru, będzie trafiona!




Polecam wypróbowanie przepisu i koniecznie trzymajcie kciuki za moją wygraną!


sobota, 9 lutego 2013

Rozdanie - baza pod cienie Urban Decay



Od dawna szukam idealnej bazy pod cienie. Testowałam już kilka m.in. ArtDeco, Kobo, Hean, Sephora (pisałam o nich tutaj). Kiedy ostatnio używana baza Hean dobijała do dna, postanowiłam rozejrzeć się za czymś nowym. Po licznych pochwalnych recenzjach czytanych w internecie najbardziej zapragnęłam legendarnej bazy Urban Decay. Kupiłam więc to małe cudo na e-bayu (za niemałą kwotę), ale niestety moje szczęście nie trwało długo, bo zupełnie się u mnie nie sprawdziła - cienie rolowały się na niej błyskawicznie :(
Użyłam jej dwa razy i więcej nie zamierzam dawać jej szansy. Makijaż musi przetrwać na moich oczach kilka godzin w pracy, a z UD już po 2 godzinach wyglądałam jakbym wracała do domu po całonocnej imprezie. Być może są wśród Was fanki Primer Potion, więc chętnie oddam bazę komuś, kto z niej skorzysta.
Baza jest świeża, kupiona w styczniu tego roku, użyta dwa razy, zapakowana jeszcze w oryginalne pudełko.


Warunkiem uczestnictwa w losowaniu jest publiczne obserwowanie mojego bloga (1 los).

Dodatkowe losy można uzyskać za:
- polubienie "Księżniczkowych pasji" na Facebooku (2 losy)
- informację o rozdaniu na swoim blogu w osobnej notce, ze zdjęciem i linkiem do tego posta lub w pasku bocznym (2 losy)
- dodanie mojego bloga do blogrolla (2 losy)


Chciałabym docenić też najbardziej aktywne komentatorki:
Alieneczka, Beauty Wizaż, Chabrowa, Dagusia, France30, Magdalena B, Ola, Orlica, Przeszkoda, SexiChic, Tygrysek, Wielki Kufer, Yasinisi, butterfly, laquer-maniacs, outside-glass, sauria80, tova1, zoila, Łowczyni.
Jeśli zechcą wziąć udział w rozdaniu, otrzymają dodatkowe 2 losy.


Zgłoszenie do udziału w rozdaniu umieść w komentarzu pod tym postem według schematu:



Obserwuję jako: nick
Mój e-mail: mail
Polubienie "Księżniczkowych pasji" na Facebooku: tak (nazwa profilu)/nie
Notka o rozdaniu/Pasek boczny: link do notki lub bloga/nie
Blogroll: link do bloga/nie
Aktywna komentatorka: tak/nie
Rozdanie zakończy się 02.03.2013 o godzinie 23.59. Zwycięzcę ogłoszę następnego dnia. Zapraszam!

piątek, 8 lutego 2013

Pieczarki w sosie balsamicznym ze słodką nutą

Przepis na pieczarki balsamiczne jest autorstwa Marty Gessler (pochodzi z książki "Kolory smaków"), jednak po kilku próbach przyrządzania tego dania, zmieniłam w nim nieco proporcje składników i sposób przygotowania.
Może się wydawać, że smażone pieczarki nie są wyszukanym daniem, jednak w towarzystwie sosu na bazie octu balsamicznego i oliwy, z dodatkiem brązowego cukru i tymianku, smakują oryginalnie i wybornie. Polecam szczególnie na romantyczną kolację we dwoje, koniecznie z butelką czerwonego wina.


Składniki:
- 0,5 kg małych pieczarek
- 40 ml oliwy z oliwek
- 40 ml octu balsamicznego
- 3 łyżki cukru brązowego
- 3 ząbki czosnku
- sól, tymianek

Potrzebne akcesoria:
wok lub tradycyjna patelnia, praska do czosnku

Ilość porcji: 2
Koszt potrawy: ok. 5 zł
Cena za porcję: 2,50 zł
Trudność: Łatwe
Czas przygotowania: 5 min
Czas smażenia i duszenia: ok. 15 min


Oliwę rozgrzewamy w woku, a następnie na gorący tłuszcz wrzucamy umyte i osuszone pieczarki. Smażymy około 5-8 minut (w zależności od wielkości pieczarek). Solimy do smaku i wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Przesmażamy jeszcze chwilkę uważając, by czosnek się nie przypalił - wystarczą 1-2 minuty. Na koniec dodajemy brązowy cukier i ocet balsamiczny. Dusimy pieczarki aż sos zredukuje się o połowę i zgęstnieje. Pod koniec duszenia posypujemy suszonym tymiankiem. Podajemy gorące.


środa, 6 lutego 2013

Kremowe mydełko do rąk z czekoladą od BingoSpa



Kiedy wielokrotnie przemierzałam kosmetyczne regały w Auchan, zastanawiałam się nad zakupem tego mydełka. Uwielbiam wszelkie jadalne zapachy, w szczególności zimową porą, więc któregoś razu się skusiłam. Czy było warto? Zapraszam do przeczytania recenzji.


Najpierw co nieco od producenta:

Kremowe mydełko z czekoladą do rąk BingoSpa o kremowej konsystencji i orzeźwiającym zapachu zawiera czekoladę, która posiada właściwości silnie nawilżające, przeciwutleniające, tonizujące. Odżywcze składniki czekolady pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują, działają kojąco.

Ziarno kakaowca - Theobroma cacao - z którego powstaje czekolada zawiera wiele cennych dla skóry substancji, posiada zdolność zmiękczania skóry. Poza tym wykazuje działanie odmładzające i odświeża skórę, skutecznie likwiduje jej suchości. Antyoksydanty, czyli składniki spowalniające proces starzenia się skóry, znajdujące się w czekoladzie, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników, które wpływają na utratę przez skórę kolagenu, elastyny i innych protein. Inne bogactwa czekolady to: witaminy A, B1, B2, B3, E, PP, teobromina, kofeina, fenyloetyloaminę, węglowodany, białko, błonnik, flawonoidy, alkaloidy oraz mikroelementy jak np. magnez, i żelazo.

Czekolada zawiera również wiele żelaza, cynku, magnezu i wapnia, które przyspieszają krążenie krwi w organizmie, zmniejszając wszelkie obrzęki na skórze.

Czekoladowe mydełko BingoSpa wzmacnia i chroni warstwę lipidową skóry. Działa antystarzeniowo i poprawia odporność skóry dłoni na działanie szkodliwych czynników zewnętrznych. Do codziennej pielęgnacji dłoni.

źródło: www.bingosklep.com





Pojemność: 300 ml

Cena: 12 zł



Mydełko ma istotnie bardzo kremową konsystencję, nie przypomina typowych, żelowych mydeł do rąk. Zarówno gęstość jak i kolor kosmetyku kojarzą się z płynną czekoladą ...

Spodziewałam się więc prawdziwej czekoladowej uczty, tymczasem zapach mydła jest bardzo daleki od moich wyobrażeń o nim. Przypomina co prawda czekoladę, ale jest mdły i chemiczny, zupełnie nieapetyczny i "niejadalny". Do tego wcale nie jest intensywny (choć w przypadku nieudanego zapachu to raczej plus), wyczuwalny tylko w chwili aplikacji - momentalnie się ulatnia, nie wypełnia łazienki, nie pozostaje na dłoniach.




Co do samej skuteczności mycia to też jest nieciekawie. Mydełko pieni się nieznacznie, w zasadzie prawie wcale. Kiedy go używam mam wrażenie, że najpierw jeszcze bardziej brudzę ręce (tak jakbym taplała dłonie w czekoladowym błotku), przez co czynność mycia rąk trwa trochę dłużej niż zwykle. Zauważyłam, że mydło nie jest skuteczne przy usuwaniu większych zabrudzeń dłoni - musiałam używać dodatkowo mydła w kostce. Denerwuje mnie też, że trzeba dokładnie spłukać kosmetyk z całej umywalki po każdym użyciu mydła, bo kiedy chlapnie gdzieś na ceramikę, za moment zasycha i pozostawia po sobie brązowy naciek.


Dłonie po użyciu mydła nie są dotkliwie wysuszone tak jak po niektórych mocnych detergentach, ale lekko ściągnięte i potrzebują nałożenia kremu.

Opakowanie, chociaż świetnie zaprojektowane graficznie, także ma swoje wady. Naklejka na plastiku jest wykonana z papieru, który nie jest dostatecznie odporny na wodę i zabrudzenia. Już po kilku użyciach butelka wyglądała przez to nieestetycznie - papier był pomarszczony i cały w zaciekach (zarówno od samego mydła jak i innych kosmetyków używanych w pobliżu).

Pompka działa bez zarzutu, jednak u wylotu dozownika osadza się mydło i zasycha. Czasami tworzyła się tu nawet skorupka zapychająca pompkę.

Podsumowując - kompletny niewypał i to jeszcze za niemałe pieniądze, bo 12 złotych jak na mydło do rąk to naprawdę sporo. Wydajnością też nie powala, ale to przez to, że nie myje skutecznie i zwykle jestem zmuszona użyć większej ilości.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...