poniedziałek, 22 października 2012

Płyny micelarne: Delia Dermo System vs Eveline Hydra Expert


Płyn micelarny to kosmetyk, z którym zaczynam każdy dzień. Używam go właśnie do porannego  przemywania twarzy, a czasem także jako produkt do demakijażu. Testowałam już wiele płynów, szczególnie polskich marek, wśród których mam kilku ulubieńców. Dzisiaj opiszę dwa płyny: Delia Dermo System, który dostałam w blogboxie oraz Eveline Hydra Expert (musiałam wypróbować).

W pierwszej kolejności recenzja płynu Delia. Najpierw opis producenta:

Bezzapachowy kosmetyk o nowoczesnej formule do łagodnego i dokładnego demakijażu oraz codziennej pielęgnacji oczu, twarzy i dekoltu. Oparty na łagodnych środkach powierzchniowo-czynnych wiążących nadmiar sebum, przywraca równowagę wodno-tłuszczową skóry.

Składniki aktywne
• ekstrakt z ryżu, pantenol i alantoina, dynamicznie wspomagają proces odnowy komórkowej, działają kojąco i łagodzą podrażnienia
• naturalna betaina, dzięki niezwykłym właściwościom wiązania wody, zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, wpływając na poprawę jej elastyczności i jędrności. Niweluje efekt ściągnięcia skóry.





Pojemność: 210 ml

Cena: 7 zł



To niewątpliwie jeden z najtańszych, dostępnych na rynku płynów micelarnych, w promocji można go dostać nawet za ok. 6 zł. W dodatku ma nieco większą pojemność niż standardowa, bo 210 ml. Niestety dla mnie zalety kosmetyku na tym się kończą.

Bardzo mocno się pieni, nie tylko w butelce, ale też na waciku. Po wylaniu odrobiny na płatek kosmetyczny mam wrażenie jakbym potarła go przed chwilą mydłem. Resztki lekkiej pianki pozostają też po użyciu na twarzy, co powoduje u mnie dyskomfort. Konieczne jest więc zastosowanie toniku do usunięcia pozostałości po Delii. Absolutnie nie jest bezzapachowy, a delikatnie, trochę mydlano naperfumowany.

Jako poranny oczyszczacz twarzy radził sobie nie najgorzej - usuwał sebum i nocne zanieczyszczenia skóry, ale z demakijażem było już kiepsko. Trzeba użyć kilku płatków, by dobrze usunąć makijaż, który pod wpływem płynu wolno się rozpuszcza. Nie pielęgnuje jakoś szczególnie skóry, nie zauważyłam większego nawilżenia, ale też muszę przyznać, że nie ściąga skóry jak niektóre micele. Zupełnie odradzam stosowanie do oczu! Za każdym razem spowodował u mnie dotkliwe podrażnienia, szczypanie i łzawienie.



Wściekałam się też na zakręcaną butelkę, która jest bardzo niewygodna - traci się przez jej odkręcanie dużo czasu, co szczególnie w porannym pośpiechu ma dla mnie znaczenie. Chociaż płyn ma znacznie więcej wad niż zalet, to nie wykluczam jego zakupu w czasie finansowego kryzysu. Głównie używam tego typu kosmetyków do oczyszczania twarzy rano, a z tym jako tako sobie poradził (makijaż zmywam najczęściej olejkiem myjącym, a oczy płynem dwufazowym). Może po przelaniu do innego dozownika bardziej bym go polubiła. Odradzam jednak zakup w celu stosowania do demakijażu, a oczu w szczególności.


Drugi płyn to moje prawdziwe odkrycie, ale po kolei. Najpierw obietnice producenta:


Płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu oczu, twarzy i szyi 3 w 1
Hipoalergiczny - nie zawiera kompozycji zapachowej.
Płyn micelarny dzięki lekkiej formule bogatej w składniki nawilżające i łagodzące daje uczucie natychmiastowego ukojenia skóry.

Micele – cząsteczki, które skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny) z powierzchni skóry. Ekstrakt z orchidei – jest naturalnym źródłem energii dla komórek skóry, zapewniając jej witalność, jędrność i blask. Kwas hialuronowy – silnie nawilżająca, naturalna substancja nadaje skórze miękkość, elastyczność i jedwabistą gładkość. Algi laminaria – sole mineralne zawarte w algach wzmacniają strukturę szkieletu skóry, czyniąc ją sprężystą i jędrną. Kompleks witamin A+E+F – głęboko odżywiają i regeneruje skórę, zapewniając jej elastyczność. D-pantenol – wpływa na prawidłowy proces regeneracji komórek skóry; działa łagodząco i przeciwzapalnie.



Pojemność: 200 ml

Cena: 10 zł



Miałam już kilka miceli od Eveline i z każdego byłam bardzo zadowolona. Podobnie, a nawet lepiej, jest z płynem z serii Hydra Expert.

Świetnie usuwa wszystkie zanieczyszczenia i sebum, a także bezbłędnie radzi sobie z makijażem. Nie trzeba używać stosu płatków, wystarczy parę ruchów i skóra jest absolutnie czysta. Nadaje się także do demakijażu oczu, bo w przeciwieństwie do płynu Delii nie powoduje podrażnień i łzawienia, a szybko rozpuszcza nawet kilka warstw cieni i tuszu. Nie sprawdzałam jedynie jak zmywa tusz wodoodporny.

Podczas stosowania płyn daje wyjątkowe uczucie odświeżenia (uwielbiam za to micele Eveline), wręcz lekkiego, przyjemnego mrowienia. Po wyschnięciu zostawia skórę trochę lepką, ale dla mnie to nie wada, bo i tak za chwilę nakładam krem lub używam hydrolatu. Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest dzięki niemu lepiej nawilżona, napięta i jędrna. Uważam, że w zupełności może zastąpić w pielęgnacji produkty takie jak tonik i mleczko do demakijażu.




Butelka smukła, estetyczna, nie zajmuje wiele miejsca na półce, a przy tym wygodnie otwiera się na zatrzask. Cena niewygórowana, wydajność standardowa. Myślę, że przy kolejnych zakupach płynu micelarnego wybiorę go ponownie z oferty Eveline. Polecam!



wtorek, 16 października 2012

Farmona Tutti Frutti: mus do ciała i olejek do kąpieli Melon & Arbuz









Seria Tutti Frutti Farmony cieszy się popularnością na rynku już od wielu lat. Do tej pory sama używałam też kilku produktów. Miło wspominam m. in. masło do ciała Liczi i Rambutan oraz mus do ciała Mango i Brzoskwinia, natomiast masło do ciała Karmel i Cynamon, które zawsze mam w zapasie na półce, jest moim prawdziwym hitem jesienno-zimowym.

W czerwcu na zjeździe blogerek otrzymałam od firmy Farmona aż 4 produkty z serii Tutti Frutti: mus, peeling, olejek oraz żel, wszystkie w wersji zapachowej Melon i Arbuz. Zdecydowanie to dla mnie najgorsza opcja zapachowa spośród dostępnych z Tutti Frutti. To dlatego, że dawno temu zużywałam wiele opakowań melonowej pianki do golenia Venus i okropnie zbrzydł mi ten aromat. Na pewno wielu osobom się spodoba, szczególnie lubiącym świeże, orzeźwiające, letnio-owocowe zapachy, ale dla mnie na dłuższą metę jest naprawdę męczący.

To tyle wstępu, teraz słowo od producenta o musie do ciała:

Mus do ciała Tutti Frutti zawiera fitoendorfiny- cząsteczki szczęścia, które wprowadzają w doskonały nastrój, stymulują pozytywną energię, radość i chęć do działania. Dzięki zawartości karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Owoce noni rosnące na bajecznych, przepełnionych słońcem wyspach Polinezji zwiększają wydzielanie endorfin, pozwalają cieszyć się wspaniałym nastrojem i pełnią szczęścia.


Cudownie lekki mus do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i soczyście świeżym zapachu melona i arbuza. Oszałamiająca radość życia! Tak pachnie szczęście!

źródło: www.farmona.pl



mus_melon.jpg




Pojemność: 300 ml

Cena: 12 zł


Nazwa produktu nie najlepiej trafiona, może kosmetyk nie jest gęsty i tępawy jak typowe masło, ale tym bardziej nie jest "cudownie lekkim musem". Najbardziej przypomina mi nieco rozrzedzony budyń. Pamiętam, że kilka lat temu kupując pierwszy mój mus z tej serii (był to chyba Mango i Brzoskwinia) byłam zawiedziona konsystencją, bo spodziewałam się czegoś w stylu napompowanej, delikatnej pianki. Teraz jak najbardziej mi odpowiada.

Mus jest lekki, nietłusty, dobrze się rozprowadza (świetny efekt "poślizgu" przy smarowaniu), szybko wchłania, ma przyjemny, limonkowy kolor. Nie trzeba używać go w dużych ilościach, wystarczy naprawdę niewiele, by wysmarować całe ciało. Nie pozostawia też na skórze nieprzyjemnego, tłustego filmu. O zapachu już wspominałam, dodam tylko że jest wyjatkowo intensywny w tym produkcie i utrzymuje się na ciele przez wiele, wiele godzin i cały czas jest dokładnie taki sam jak w chwili aplikacji. Po użyciu zapach przenosi się na ubrania, więc często pachnie nim cała pidżama, a także pościel.




Nie mam przesuszonej skóry na ciele i wysokich wymagań jeśli chodzi o stopień nawilżenia, dlatego mus Farmony mi wystarcza. Skóra jest po nim gładka, dobrze nawilżona i pachnąca. Nie radzę tylko używać kosmetyku po depilacji - zafundowałam sobie przez niego porządne podrażnienia (nie wiem czy to kwestia jakiegoś składnika, czy zbyt silnej, sztucznej mieszanki zapachowej).

Najbardziej zadziwia mnie jego wydajność. Zawsze mam wrażenie, że smaruję i smaruję, a wcale go nie ubywa. Z pewnością to nie tylko zasługa znacznie większej pojemności (300 ml), ale przede wszystkim samego produktu. Przy nietrafionym zapachu jest to niestety męczące. Cena niewygórowana szczególnie biorąc pod uwagę dużą wydajność.

Opakowanie wygodne, można wykorzystać mus do samego końca, od nowości zabezpieczone jest folią ochronną. Design bardzo "apetyczny" i przyciągający uwagę. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po musy Farmony, ale nie w wersji melonowo-arbuzowej. Bleee.






Jako drugi produkt zrecenzuję olejek do kąpieli. Najpierw opis ze strony producenta:


Tutti Frutti Olejek do kąpieli Melon & Arbuz - pełnia szczęścia! zawiera fitoendorfiny
Wyjątkowo wydajny olejek do kąpieli z puszystą pianą i soczystym zapachem świeżych melonów i arbuzów. Oszałamiająca radość życia! Tak pachnie szczęście!
Olejek do kąpieli Tutti Frutti zawiera fitoendorfiny- cząsteczki szczęścia, które wprowadzają w doskonały nastrój, stymulują pozytywną energię, radość i chęć do działania. Owoce noni rosnące na bajecznych, przepełnionych słońcem wyspach Polinezji zwiększają wydzielanie endorfin, pozwalają cieszyć się wspaniałym nastrojem i pełnią szczęścia. Wyjątkowo lekka, puszysta piana zmysłowo otula ciało, a radośnie świeży, soczysty zapach pobudza i orzeźwia. Dzięki zawartości olejku z kokosów nie wysusza skóry, delikatnie ją nawilża i wygładza.

źródło: www.farmona.pl 




Pojemność: 500 ml

Cena: 12 zł


No cóż, ten "olejek" koło olejku nawet nie stał. To po prostu płyn do kapieli, może tylko nieco bardziej gęsty od typowego płynu.

Miałam do czynienia z wieloma olejkami, płynami i innymi umilaczami kąpieli, a ten nie wyróżnia sie wśród nich niczym szczególnym. Trzeba wlać kilka razy więcej niż 25 ml podane na opakowaniu, żeby zapach był w ogóle zauważalny, a mizerna piana jako tako widoczna. Niestety jest przez to niewydajny, bo starcza zaledwie na kilka kapieli.




Ma jaskrawozielony, optymistyczny kolor i konstystencję rozwodnionego żelu pod prysznic. Nie pielęgnuje skóry, ale też nie wysusza, o co obawiałam się po pobieżnym przejrzeniu składu. Podczas kąpieli z tym produktem nie czuję odprężenia, relaksu i tego całego szczęścia z rzeczonych endorfin. Może po prostu zapach nie trafia w mój gust i na tym polega cały problem.

Opakowanie zgrabne i poręczne mimo dużej pojemności, tak jak w przypadku musu ma przyjazny design. Dzięki przezroczystej butelce można też łatwo ocenić ilość płynu. Estetycznie nie pasuje mi jedynie metalowa zakrętka, chociaż jest szczelna, wygodna i łatwo ją odkręcić mokrymi rękami.


środa, 26 września 2012

Szampon Timotei Wymarzona Objętość z serii Jericho Rose



Produkty Timotei zdarzyło się pewnie wypróbować każdej z nas. Kiedyś będąc mniej świadomym konsumentem całkiem je lubiłam, jednak w miarę upływu czasu i wzrostu zainteresowania rynkiem kosmetycznym porzuciłam tę markę na dobre.

Okazuje się, że firma wyszła naprzeciw oczekiwaniom klienta i wprowadziła dwie ciekawie serie produktów: Organic Delight, a następnie Jericho Rose. Pierwsza mnie zaciekawiła, choć mój zapał ostudziły dość wysokie ceny, jednak na Jericho Rose się skusiłam. Wybrałam szampon 'Wymarzona objętość', gdyż jako jedyny z dostępnych wtedy w sklepie nie zawierał silikonów, których unikam od dłuższego czasu. Poza 'Wymarzoną Objętością' znajdziemy też inne serie np. 'Moc i Blask', 'Intensywna odbudowa' itd. a w nich zarówno szampony, odżywki, jak i produkty typu 2 w 1.


Słowo o szamponie od producenta:

Szampon Timotei `Wymarzona objętość` wzbogacony naturalnym ekstraktem z różowych grejpfrutów, pozwala na uzyskanie zachwycającej objętości i witalnego wyglądu Twoich włosów, zapewniając im naturalnie zdrowy wygląd!
Nowa przyjazna środowisku butelka! To opakowanie może być w pełni recyklingowane i jest wykonane z 7% mniej plastiku w porównaniu do poprzedniej butelki szamponu Timotei.




O ile o Organic Delight było w sieci trochę informacji, to kiedy w czerwcu kupiłam szampon Jericho Rose 'Wymarzona Objętość' internet na temat tej serii świecił pustkami. Teraz kampania reklamowa rozkręciła się na dobre.

Szampon jest rzadki, ma konsystencję rozwodnionego kisielu oraz półprzezroczysty, różowy kolor. Spodziewałam się zapachu grejpfruta (choć sam owoc uwielbiam, to w kosmetykach go wręcz nie znoszę - zawsze jest chemiczny i odświeżaczowy), ale na szczęście pachnie kwiatowo i orzeźwiająco, kojarzy mi się z jakimś szamponem ze starej wersji Herbal Essences, kiedy były jeszcze w przezroczystych butlach. Podczas mycia zapach jest bardzo intensywny, wypełnia całą łazienkę.




Oczyszcza bez zarzutu, ale nie aż tak, by włosy skrzypiały pod palcami. Jest delikatny, wyjątkowo dobrze się pieni. Piany podczas mycia jest tak dużo, że nawet przy moich włosach sięgających do połowy pleców, wystarcza tylko jednokrotne umycie. Wydaje się, że szampon zyskuje przez to na wydajności. Niestety, ubywa z opakowania nawet w szybszym tempie niż inne szampony przez swoją konsystencję - lejącego żelu.

Nie przedłuża świeżości włosów, przetłuszczają się standardowo, czyli potrzebują codziennego mycia. Nie plącze włosów jak typowe, ziołowe szampony o prostym składzie. Nazwa 'Wymarzona Objętość' jest moim zdaniem nieuzasadniona, bo nie zauważyłam zmiany w tej kwestii. Co prawda na naturalną objętość swoich włosów nie mogę narzekać, ale przy tym szamponie nie zyskuję jej dodatkowo. Myślę, że osoby, którym zależy właśnie na takim działaniu szamponu, mogą się nieco rozczarować.




Opakowanie rewelacyjne! Bardzo przyjemny design, lekka i zgrabna butelka (mimo dużej pojemności) oraz wygodne zamknięcie-klapka. Cena ok. 10 zł za 400 ml jest bardzo korzystna. Przez niewydajność produktu zużyłam go jednak szybciej niż 400 ml przeciętnego szamponu.

Ogólnie szampon jest niezły, ale niczym szczególnym się nie wyróżnia. Po obiecującym składzie spodziewałam się chyba lepszego działania.


czwartek, 13 września 2012

Róż Essence Miami Roller Girl - wyniki konkursu



Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w konkursie, w którym do wygrania był oczywiście nowy róż z edycji Miami Roller Girl firmy Essence. 
Wybór zwycięzcy był bardzo trudny, podobało mi się kilka odpowiedzi, ale ostatecznie róż poleci do 

onepartofme 

 

Gratuluję zwyciężczyni, za chwilę wyślę maila z informacją o wygranej.
Zapraszam na kolejne konkursy!

niedziela, 9 września 2012

Solny peeling wyszczuplający z czarną porzeczką i kofeiną Perfecta Spa od Dax Cosmetix


Kosmetyk, o którym mowa dzisiaj, dostałam na zjeździe blogerek w czerwcu. To moje pierwsze opakowanie peelingu solnego, do tej pory miałam do czynienia głównie z cukrowymi czy z syntetycznymi drobinkami. Zanim przedstawię swoją opinię, kilka słów od producenta:

Solny peeling do ciała o właściwościach złuszczających i wygładzających zawiera naturalne kryształki soli i drobinki suszonej czarnej porzeczki, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Kofeina przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej i działa antycellulitowo. Olejek z zielonej kawy regeneruje,poprawia elastyczność i łagodzi podrażnienia skóry. Peeling regulując mikrokrążenie, ujędrnia i odmładza skórę, a energetyzujący zapach czarnej porzeczki i grapefruita relaksuje i poprawia nastrój na cały dzień.

Skład: Paraffinum Liquidum, Sodium Chloride, Silica, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Ribes Nigrum Fruit, Parfum, Coffea Arabica Seed Extract, Caffeine, Sodium Propylparaben, D-Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citral, CI 14720, Ci 42090.

Cena: ok. 20 zł

Pojemność: 225 ml

Ma dziwną konsystencję, zbija się w grudy soli, ciężko wydobywa się go ze słoika. Zapach mnie nie porwał, na początku był całkiem znośny, ale z czasem okazał się naprawdę męczący. To taka mieszanka intensywnych, chemicznych, cytrusowych nut a la grejpfrutowy płyn do zmywania naczyń i soli. Szkoda, bo buraczany kolor produktu sugeruje aromat czysto czarno-porzeczkowy, którego niestety nie uświadczymy.

Zdecydowanie nie jest to mocny zdzierak i fanki silnego złuszczania z pewnością nie będą nim zachwycone. Nakładany na suchą skórę rozprowadza się bardzo opornie, w dodatku częściowo się zsypuje. Drobinki soli są wtedy całkiem ostre i (przy niebywałej zręczności) można złuszczyć ciało w zadowalającym stopniu. Peeling nałożony na mokrą skórę rozprowadza się gładko, łatwo się ślizga (to taki parafinowy poślizg) i choć używa się go znacznie wygodniej i przyjemniej, to kryształki soli w kontakcie z wodą momentalnie się rozpuszczają. W efekcie peelingujemy się tylko nierozpuszczalnymi, czarnymi pesteczkami, których jest w produkcie mniej, a ich właściwości ścierające także pozostawiają wiele do życzenia (bardziej jest to masaż niż typowe złuszczanie). Peeling nakładany na mokro jest więc dużo mniej skuteczny.




Po kilkukrotnym użyciu peelingu na całe ciało stwierdziłam, że szkoda czasu na zabawę z tak słabym zdzierakiem, za to świetnie nadał się do złuszczania wrażliwych partii skóry jak dekolt i biust.

Obietnice wyszczuplenia w przypadku tego typu kosmetyku traktuję z przymrużeniem oka. Z peelingiem solnym Daxa nie możemy liczyć na dobre ścieranie, więc o wyszczuplaniu nie ma się już co rozwodzić i pastwić nad zapewnieniami producenta. Trzeba mu jednak przyznać, że nie pozostawia skóry wysuszonej, a lekko natłuszczoną. Jest to takie natłuszczenie jak po użyciu niewielkiej ilości oliwki dla dzieci na ciekłej parafinie np. Johnson&Johnson. Nie zmusza nas więc do używania balsamu czy masła do ciała.



Opakowanie estetyczne, od nowości zabezpieczone sreberkiem, można dzięki niemu zużyć kosmetyk do końca. Niestety używając pod prysznicem trzeba je co chwilę zakręcać. Do słoika bardzo łatwo dostaje się woda (jeśli nie ze strumienia to z naszych dłoni), przez co sól się rozpuszcza, a peeling miejscowo zmienia kolor na nieco jaśniejszy.

Produkt nie należy do tanich kosmetyków, można kupić znacznie tańsze a skuteczniejsze, chociażby antycellulitowy peeling Lirene.


niedziela, 26 sierpnia 2012

Dezodorant w kulce i żel pod prysznic Fa Sport Double Power w wersji Sporty Fresh




Zestaw dezodorant w kulce i żel pod prysznic z nowej serii Fa Sport Double Power otrzymałam do testów od firmy Henkel. Bardzo się cieszę, że mój blog został zauważony. Generalnie nie jestem chętna do współprac, dlatego że sama tonę w zgromadzonych przez siebie zapasach kosmetyków i nie potrzeba mi stosu kolejnych, zresztą wolę sama decydować o ich kupnie w sklepie. Zdecydowałam się jednak na zaproponowaną współpracę, gdyż dzięki uprzejmości pani Joanny z działu nowości mam wpływ na to, jakie produkty dostaję do testowania.

Najpierw opis producenta:

Linia Fa Sport Double Power chroni ciało sportowca zarówno w czasie ćwiczeń jak i po wysiłku fizycznym. Jak? Dzięki specjalnie opracowanej linii produktów – dezodorantów, żeli pod prysznic, a także balsamu do ciała.


Pielęgnacja ciała sportowca rozpoczyna się od wyboru skutecznego dezodorantu. Takiego jak Fa Sport Double Power, który zapewnia 72-godzinną podwójną ochronę - przed potem i nieprzyjemnym zapachem. Działanie dezodorantów Fa oparte jest na unikalnej technologii. Kapsułki Duo Micro redukują wilgoć i jednocześnie zapobiegają rozwojowi bakterii odpowiedzialnych za przykry zapach.

 Cena: 9 zł

Pojemność: 50 ml




Jednak pielęgnacja ciała sportowca nie kończy się wraz z przekroczeniem linii mety. Po wysiłku fizycznym skóra potrzebuje rewitalizacji. Dokładnie takiej, jaką zapewniają izotoniczne żele pod prysznic Fa Sport Double Power. Formuła nowego żelu Fa zawiera kompleks minerałów soli magnezu, wapnia i sodu. To ona rewitalizuje skórę po wysiłku i dzięki niej skóra zachowuje odpowiedni poziom nawilżenia. Dodatkowo ciepła woda aktywuje relaksującą i jednocześnie pielęgnującą ciało taurynę, która rozluźnia mięśnie.


Cena: 9 zł


Pojemność: 250 ml


źródło: www.henkel.pl


W pierwszej kolejności opiszę moje wrażenia dotyczące dezodorantu.

Zacznę od zapachu, który dla mnie w przypadku tego typu produktu ma duże znaczenie. Na początku używania był bardzo intensywny, kwiatowy z mocnym, świeżo-cytrusowym akcentem, do złudzenia przypominający mi otwarcie znanego zapachu wody toaletowej Nina kreatorki Niny Ricci. Tak dawał po nozdrzach, że miałam wrażenie, że będzie kłócił się z innymi niż Nina perfumami (w te wakacje więc wyjątkowo sporo mililitrów ubyło z mojego flakonu Niny). Z czasem, w trakcie używania dezodorantu zapach stracił swój impet, wyłagodniał, stał się taki kwiatowo-mydlany, przypominający płyn do płukania tkanin. Zszedł więc na drugi plan w stosunku do używanych perfum, co mnie osobiście bardzo cieszyło.

Jeśli chodzi o działanie to sprawdził się u mnie w stu procentach, nie zawiódł w największe tego lata upały, nawet podczas kilkugodzinnego wylegiwania się na plaży. Nie mam kłopotów z potliwością, ale i tak byłam pod wrażeniem skuteczności, tym bardziej że czytałam w internecie kilka niepochlebnych opinii na jego temat i obawiałam się, że sobie nie poradzi. Czułam się w nim zawsze odświeżona i pewna, że nic złego mnie nie zaskoczy. Oczywiście ze względów higienicznych nie testowałam czy działa przez 72 godziny, ale przez całą dobę z pewnością.

Trochę długo wysycha pod pachami, dlatego trzeba odczekać, żeby nie pobrudzić ubrań. Na początku nie umiałam go dozować i nakładałam za dużo, a wtedy odrobinę się zsypywał, jednak przy używaniu odpowiedniej ilości nie ma takiego problemu.



Opakowanie estetyczne, podoba mi się kolorystyka mocnego, fuksjowego różu z szarością. Wygodnie trzyma się je w dłoni, kulka nie zacina się i swobodnie obraca. Dzięki lekko ściętej nakrętce można postawić kosmetyk do góry nogami, co przy zużywaniu końcówki jest bardzo przydatne. Trzeba tylko uważać, by dezodorant nie leżał na boku, bo wtedy preparat wylewa się brzegami do zakrętki i nieciekawie zasycha (przydarzyło mi się to podczas podróży, kiedy leżał spakowany w kosmetyczce). Cena standardowa, podobnie jak wydajność.


Na drugi rzut recenzja żelu pod prysznic.

Jest dość rzadki i lejący, ma jaśniutko-różowy, transparentny kolor, dobrze się pieni. Pachnie typowo jak żel pod prysznic, trochę kwiatów, świeżości i do tego jakaś męska nuta - przyjemnie, zwyczajnie i myślę, że większość osób umieści ten zapach w kategorii "ładny". Jest intensywny, podczas używania wypełnia całą łazienkę, pozostaje także na skórze.




Żel świetnie oczyszcza, powiedziałabym nawet że aż za dobrze, bo niestety moją skórę mocno wysusza. Nie zdarza mi się to często, ale w przypadku tego produktu wysuszenie jest dotkliwe i naprawdę wyczuwalne. Smarowanie balsamem czy masłem po prysznicu z tym żelem Fa jest wręcz konieczne.

Jeśli chodzi o obietnice dotyczące rozluźnienia mięśni po wysiłku fizycznym, to trudno jest mi je ocenić. Faktycznie relaks mięśni jest zauważalny, ale moim zdaniem wynika on bardziej z działania wody niż jakiegoś magicznego żelu. Po prostu nie zauważyłam specjalnej różnicy między tym, a innym żelem nie skierowanym do sportowców. Możliwe też, że mój wysiłek fizyczny przed użyciem kosmetyku nie był odpowiednio duży (sportowcem wyczynowym nie jestem, a raczej pokojowym amatorem fitnessu) i nie umiem tego działania obiektywnie ocenić.

Wypróbowałam go też raz do włosów, gdyż według producenta jest produktem 2 w 1 - żel i szampon. Umył całkiem dobrze, nie spowodował gigantycznego siana ani łupieżu, o co się obawiałam, jedynie co na drugi dzień włosy były bardziej przetłuszczone niż zwykle. Oczywiście nie radziłabym kupować go tylko do włosów, ale w przypadku kiedy zapomnimy na wyjazd szamponu albo potrzebujemy kosmetyk typu 2 w 1 na wyjście na basen czy fitness, to jak najbardziej się sprawdzi.

Opakowanie wyjątkowo lekkie, w mojej ulubionej kolorystyce. Zamknięcie bardzo łatwo się otwiera nawet mokrymi rękami, jest solidne i szczelne. Cena i pojemność typowa dla żelu, jednak przez swoją lejącą konsystencję nie należy do wydajnych kosmetyków.


Produkty otrzymałam do testów od firmy Henkel, nie wpływa to jednak na moją ocenę.

środa, 22 sierpnia 2012

W rolach głównych kokos i ananas: kurczak z Antyli Pascala oraz kremowy żel pod prysznic Yves Rocher


Dzisiaj duet ananas i kokos w dwóch odsłonach - kulinarnej i kosmetycznej. Najpierw przepis na kurczaka z Antyli Pascala w ramach akcji Lidla, a następnie recenzja kremowego żelu pod prysznic z limitowanej edycji Smoothie od Yves Rocher.



Składniki:
- 4 pojedyncze filety z piersi kurczaka
- 2 średnie cebule
- 2 pomidory
- 45 g wiórków kokosowych
- pół świeżego ananasa
- puszka mleka kokosowego
- 3 gałązki tymianku
- sól, pieprz, kurkuma
- olej rzepakowy do smażenia

Potrzebne akcesoria:
wok z przykrywką

Ilość porcji: 4
Koszt potrawy: ok. 20 zł
Cena za porcję: 5 zł
Trudność: Średniotrudne
Czas przygotowania: 20 min
Czas gotowania: ok. 30 min


Każdą pierś dzielimy na 3 kawałki, przyprawiamy solą i pieprzem. Ananasa obieramy z pancernej skóry, wydrążamy drewniany środek, połowę owocu kroimy w dużą kostkę. Pomidory sparzamy, obieramy ze skórki, pozbywamy się szypułek i pestek. Miąższ z pomidorów kroimy w kostkę, a cebule w piórka.


Na rozgrzanym w woku oleju rzepakowym smażymy z obu stron filety. Kiedy się zarumienią dodajemy cebulę i przesmażamy przez ok. 3 minuty, następnie dorzucamy wiórki i smażymy przez minutkę intensywnie mieszając. Na patelnię wlewamy mleczko kokosowe z puszki, 75 ml wody oraz dodajemy pomidory i ananasa. Doprawiamy szczyptą kurkumy i tymiankiem (w przepisie świeży, natomiast ja użyłam suszonego). Potrawę przykrywamy, kiedy zacznie się mocno gotować zmniejszamy ogień i gotujemy nadal przez ok. 20 minut pod przykryciem. Zdejmujemy pokrywkę i gotujemy do momentu aż sos zgęstnieje. Podajemy z ryżem.


Danie jest  na wskroś owocowe i egzotyczne, przesiąknięte słodyczą soczystego ananasa i wiórków kokosowych. Kurczak także ma słodkawy posmak, głównie ananasowy. Uwielbiam wszystkie mięsa przyrządzone na słodko, więc potrawa jak najbardziej trafia w moje kubki smakowe. Mąż zachwycony jednak nie był i podsumował, że to kurczak z Bobofrutem.

Przygotowanie wbrew pozorom nie jest pracochłonne, trudność sprawia tylko wydrążenie świeżego ananasa. Pomocny przy tej czynności może być filmik na stronie akcji kuchnialidla.pl. Polecam kurczaka na specjalne okazje, imprezy z udziałem dzieci, czy w babskim gronie.







Na drugi rzut recenzja kremowego żelu Ananas & Kokos z tegorocznej, letniej edycji Smoothie od Yves Rocher.

Opis ze strony producenta:

Smakowita przyjemność owocowego koktajlu w żelu pod prysznic Kokos-Ananas o kremowej konsystencji. Wybraliśmy Ananas i Kokos ze względu na ich egzotyczne zapachy. Pod twardymi skorupkami kryją pyszny, słodki miąższ: twardy i delikatny w kokosie i soczysty, kwaskowaty w ananasie.

źródło: www.yves-rocher.com.pl




Pojemność: 400 ml

Cena: 16 zł  



Z opakowania wydobywa się cudowny zapach kosmetyku - sugestywny aromat kremowego mleczka kokosowego i soku z ananasa. Na myśl przywołuje mi od razu wakacje w egzotycznych krajach i wylegiwanie na leżaku ze słodkim drinkiem Pinakolada w dłoni. Niestety w kontakcie z wodą i skórą zapach żelu staje się bardzo syntetyczny, choć nadal przyjemny.

Nie jest to typowy żel pod prysznic, w zasadzie z żelem ma tylko tyle wspólnego, że myje. Konsystencja jest rzadka, lejąca, powiedziałabym, że to takie rozwodnione, kremowe mleczko. Pieni się nieznacznie, co mnie akurat odpowiada. Oczyszcza bez zarzutu nie wysuszając przy tym skóry. Sprawdził się także w zastępstwie pianki do golenia.



Wszystkie produkty z serii Plaisirs Nature mają szerokie otwory w butelkach, co może nieco utrudniać używanie. Pod prysznicem łatwo jest potrącić butelkę i wylać zawartość, tym bardziej że opakowanie nie należy do poręcznych. Z drugiej strony większa pojemność to na pewno oszczędność pieniędzy, a także lepsze rozwiązanie jeśli kosmetyku używa cała rodzina. Cena przy tej pojemności nie jest za wysoka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...